Spis treści
Planowali rozbój, dokonali morderstwa. Dramat pary z Gliwic
Wydarzenia miały miejsce 12 lutego 2004 roku w gliwickiej dzielnicy Łabędy. W jednym z domów mieszkali Małgorzata i Paweł Siudzińscy. Na zewnątrz wydawało się, że wiodą dostatnie życie, na co wskazywały między innymi dwa posiadane przez nich samochody. Z tego powodu posiadłość przykuła uwagę Romana C. oraz Tobiasza W., którzy przez kilka dni obserwowali budynek. Ich zamiarem był napad rabunkowy. W akcji miał uczestniczyć także 17-letni wówczas Sergiusz, brat Tobiasza.
Tego dnia Paweł Siudziński opuścił dom, w którym pozostała jedynie jego żona. Wówczas przestępcy włamali się do środka i obezwładnili Małgorzatę. Niespodziewanie mężczyzna wrócił po zapomniany telefon. Został brutalnie pobity i skrępowany. Małżeństwo umieszczono w ich własnym samochodzie i porwano. Przedtem napastnicy ukradli z domu komputer, telefon oraz butelkę whisky. Następnie przez wiele godzin bez celu wozili swoje ofiary po Śląsku, Małopolsce i województwie świętokrzyskim. Prawdopodobnie chcieli gdzieś porzucić związane ofiary, ale w miejscowości Zbeltowice samochód, w którym znajdowali się uprowadzeni oraz Roman C. i Tobiasz W., wpadł do rowu i przewrócił się na dach.
Mieszkańcy wsi szybko zgromadzili się na miejscu, aby pomóc wyciągnąć pojazd. Kolejne wydarzenia są dość niejasne. Mimo że Paweł i Małgorzata Siudzińscy mieli mieć skrępowane dłonie i opaski na oczach, nikt z obecnych nie poinformował policji. Nie jest jasne, czy napastnicy zdjęli ofiarom opaski, czy też zsunęły się one podczas wypadku. Prawdopodobnie w tamtym momencie zapadł wyrok na małżeństwo. Brutalna egzekucja rozpoczęła się w pobliskim lesie. Najpierw sprawcy próbowali udusić kobietę. Kiedy zaczęła się bronić, jeden z bandytów ugodził ją nożem w szyję. Małgorzata szybko wykrwawiła się na śmierć. Jej mąż został przywiązany do drzewa i również duszony, a następnie wielokrotnie uderzony w głowę kluczem francuskim. Roman C. i Tobiasz W. załadowali ciało kobiety i nieprzytomnego Pawła do auta i odjechali. W innym lesie wyrzucili zwłoki Małgorzaty, a mężczyznę ponownie przywiązali do drzewa i zostawili.
Złapani w walentynki. Wstrząsająca prawda wyszła na jaw po latach
Sprawcy wpadli 14 lutego, gdy ponownie uczestniczyli w wypadku samochodowym, kierując autem należącym do Siudzińskich. Roman C. i Tobiasz W. nie potrafili logicznie wytłumaczyć, dlaczego poruszają się tym pojazdem. W dodatku wewnątrz znajdowały się ślady krwi. Obaj usłyszeli wyroki dożywotniego pozbawienia wolności.
Jednak to nie zamyka tej makabrycznej sprawy. Okazało się, że Roman C. i Tobiasz W. dokonali wcześniej jeszcze innej zbrodni. We wrześniu 2001 roku zaginęli Dorota i Zbigniew Sobańscy z Gliwic. Początkowo sądzono, że to zwykłe zaginięcie, ale wkrótce odnaleziono ich samochód, w którym znajdowały się między innymi kominiarki i łopaty. Funkcjonariusze ustalili, że małżeństwo prowadziło bar i było zadłużone na około 80 tysięcy złotych. Mimo intensywnego śledztwa, nie udało się ująć sprawców.
Przełom w śledztwie nastąpił 14 lat później. W 2015 roku w lesie niedaleko jeziora Dzierżno w Gliwicach odnaleziono ludzkie kości. Badania potwierdziły, że to szczątki zaginionego małżeństwa. Tajemnicę udało się rozwiązać, gdy ze śladów pozostawionych w samochodzie Sobańskich wyizolowano DNA Romana G. – recydywisty dobrze znanego policji. To on, wspólnie z Tobiaszem W., porwał Sobańskich z ich mieszkania przy ulicy Okrzei w Gliwicach. Następnie przekazali ich Romanowi C., temu samemu, który z Tobiaszem W. zamordował Siudzińskich, a także Piotrowi S. i obywatelowi Łotwy Vladimirsowi A. Ten ostatni był wierzycielem Sobańskich i to on zlecił porwanie. Oprawcy chcieli zmusić parę do zwrotu długu, więżąc ich przez kilkanaście godzin w studzience kanalizacyjnej.
Ponieważ Sobańscy nie dysponowali taką kwotą, zostali brutalnie pobici i zakopani żywcem. W tym postępowaniu Roman C. otrzymał kolejny wyrok dożywotniego więzienia za morderstwo, a Tobiasz W. został skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności za porwanie połączone ze szczególnym udręczeniem.