Chciał przejechać 800 kilometrów dla chorej ukochanej. W Ostrawie doszło do dramatu
We wrześniu 2026 roku cała Polska usłyszała o historii Kuby Heisiga i jego partnerki Marceliny. 30-letnia kobieta zmaga się z rakiem szyjki macicy. Walka z nowotworem była dla niej szczególnie trudna, ponieważ jednocześnie starała się utrzymać ciążę.
Jej partner postanowił nagłośnić dramatyczną sytuację ukochanej i pomóc w zebraniu pieniędzy na leczenie. 9 września wyruszył w charytatywną wyprawę rowerową pod nazwą „Rajza dla Marceliny”.
Planował pokonać aż 800 kilometrów wzdłuż historycznych granic Górnego Śląska. Celem przedsięwzięcia było nie tylko wsparcie zbiórki, ale również zwiększenie świadomości na temat chorób nowotworowych kobiet.
Podróż zakończyła się jednak przedwcześnie. W czeskiej Ostrawie Heisig został pobity. W internecie pojawiły się zdjęcia mężczyzny z podbitym okiem, a informacja o napaści szybko obiegła polskie media.
Miał zostać pobity za żółto-niebieską czapkę. Ta historia obiegła Polskę
Pierwsza wersja wydarzeń wywołała ogromne poruszenie. Jak informowano na profilu Cargo Familia, napastnicy mieli zaatakować Heisiga z powodu charakterystycznego nakrycia głowy w żółto-niebieskich barwach z napisem „GŌRNY ŚLŌNSK”.
Według tej relacji mężczyźni mieli uznać rowerzystę za Ukraińca i wykrzykiwać pod jego adresem obraźliwe określenia, w tym słowo „banderowiec”.
Informacja szybko rozprzestrzeniła się w polskich mediach. Historię opisywano jako napaść o możliwym podłożu narodowościowym, a pobity rowerzysta otrzymał liczne wyrazy współczucia.
Po zdarzeniu Heisig zrezygnował z kontynuowania wyprawy i wrócił do domu. Teraz jednak czescy policjanci przedstawili ustalenia, które podważają część wcześniejszych doniesień.
Czeska policja ujawnia kulisy pobicia. Alkohol, nocny klub i kłótnia
2 listopada czeski portal Novinky.cz opublikował materiał oparty na ustaleniach ostrawskiej policji. Wynika z niego, że wydarzenia poprzedzające pobicie mogły wyglądać zupełnie inaczej, niż początkowo przedstawiano.
Według śledczych Heisig przed napaścią przebywał w jednym z klubów nocnych, gdzie poznał dwóch obcokrajowców. Mężczyźni mieli wspólnie spożywać alkohol, a około godziny 5 rano, po zamknięciu lokalu, wyjść razem na ulicę.
Początkowo rozmowa miała przebiegać spokojnie. Sytuacja zmieniła się w rejonie skrzyżowania ulic Poděbradovej i Švabinskiego, niedaleko popularnej ulicy Stodolní w centrum Ostrawy.
Jak przekazała rzeczniczka czeskiej policji Eva Michalíková, doszło tam do sprzeczki, która zakończyła się pobiciem Polaka. Powodem konfliktu miały być obraźliwe uwagi dotyczące matki jednego z napastników.
To jednak wersja przedstawiona przez czeskich śledczych. Sam Heisig stanowczo zaprzecza, jakoby obraził matkę któregokolwiek z mężczyzn.
Monitoring miał ujawnić ważny szczegół. Gdzie była śląska czapka?
Jednym z najważniejszych elementów postępowania okazały się nagrania miejskiego monitoringu. Policjanci przeanalizowali zapis kamer, aby odtworzyć przebieg zdarzenia.
Według informacji przekazanych przez czeską policję materiał wideo nie potwierdził, aby podczas konfliktu Heisig miał na głowie lub w widocznym miejscu żółto-niebieską czapkę, która według pierwszych relacji miała sprowokować atak.
Śledczy nie potwierdzili również narodowościowego motywu napaści. Ustalili ponadto, że sprawcami pobicia byli dwaj 26-letni Słowacy, a nie Polacy, jak sugerowano we wcześniejszych doniesieniach.
Czeskie media podały również, że podczas zdarzenia pokrzywdzony znajdował się pod wpływem alkoholu.
„To jest absurdalne”. Kuba Heisig stanowczo odpowiada na doniesienia czeskich mediów
Kuba Heisig z Chorzowa odniósł się do najnowszych doniesień w rozmowie z reportem Radia ESKA. Rowerzysta kwestionuje część informacji przedstawionych przez czeskie media i zarzuca im manipulację.
– Policjanci od początku mówili mi, że nie mają żadnego interesu w tym, żeby szukać znamion czynu ksenofobicznego i będą to klasyfikować jako zwykły rozbój. Nie zmienia to faktu, że pobicie jest udokumentowane, a zarzuty zostały postawione – przekonuje w rozmowie z ESKĄ.
Mężczyzna stanowczo nie zgadza się przede wszystkim z doniesieniami dotyczącymi żółto-niebieskiej czapki, która według jego pierwotnej relacji miała być powodem napaści. – To jest absurdalne. Ja tę czapkę miałem tam ze sobą i to też widać na nagraniach z mojego treningu. Wspólnie z policjantami oglądaliśmy te materiały, dlatego nieprawdą jest, że tej czapki fizycznie tam nie było. Łatwo mogę to udowodnić, jeśli ostrawska policja zgodzi się udostępnić nagrania – zapewnia reportera ESKI Heisig.
Chorzowianin zaprzecza również doniesieniom, jakoby podczas zgłaszania pobicia był pod wpływem alkoholu w stopniu uniemożliwiającym przeprowadzenie czynności.
– Ten artykuł jest mocno zmanipulowany, jest tam dużo nieprawdy. Piszą, że policjanci nie byli w stanie przeprowadzić ze mną czynności, bo byłem pod wpływem alkoholu. To jakieś absurdalne zarzuty – komentuje. Jak dodaje, nie zamierza wdawać się w medialne przepychanki, jednak planuje opublikować oświadczenie, w którym przedstawi własną wersję wydarzeń. – Nie przejmuję się tym. Prawdopodobnie jutro napiszę oświadczenie i opublikuję je na swoich profilach. Nie chcę odnosić się do tego na gorąco – zapowiada.
Samo posiadanie czapki podczas wyprawy nie przesądza jednak, czy była ona widoczna w chwili pobicia ani czy stała się przyczyną konfliktu. W tej kwestii relacje rowerzysty i ustalenia przedstawione przez czeską policję pozostają rozbieżne.
Dwaj Słowacy z zarzutami. Grozi im więzienie
Czeska policja zidentyfikowała dwóch mężczyzn podejrzewanych o pobicie rowerzysty. Obaj mają po 26 lat i są obywatelami Słowacji. Usłyszeli zarzuty związane z zakłóceniem porządku publicznego. Według informacji przekazanych przez czeskich funkcjonariuszy współpracowali ze śledczymi i przyznali się do zarzucanych czynów.
Jednemu z podejrzanych, który był już wcześniej karany za podobne przestępstwo, grozi do trzech lat pozbawienia wolności. Drugiemu do dwóch lat.
Nie ulega wątpliwości, że Heisig został poszkodowany w wyniku fizycznego ataku. Rozbieżności dotyczą przede wszystkim wydarzeń, które poprzedziły napaść, oraz motywu działania sprawców.
„Rajza dla Marceliny” poruszyła tysiące ludzi. Zebrano ponad 650 tysięcy złotych
Choć charytatywna wyprawa została przerwana, jej najważniejszy cel – pomoc ciężko chorej Marcelinie – spotkał się z ogromnym odzewem.
Internetowa zbiórka na portalu Pomagam.pl początkowo miała przynieść 300 tysięcy złotych. Tymczasem według przekazanych informacji akcję wsparło już 17 003 darczyńców, a łączna kwota wpłat wyniosła 653 490 złotych.
To ponad dwukrotnie więcej, niż zakładał pierwotny cel zbiórki.
Historia Kuby i Marceliny nadal budzi emocje. Najnowsze ustalenia czeskiej policji rzucają nowe światło na wydarzenia w Ostrawie, ale sam rowerzysta nie zgadza się z częścią przedstawionych informacji i zapowiada publiczne wyjaśnienia.