Mocne słowa o kierowcy ciężarówki po śmiertelnym wypadku na A1. „Kawał diabła”

Ich wyjazd na autostradę miał potrwać zaledwie kilka dni w ramach wakacyjnego dorabiania. Dwudziestoletni szkolni koledzy, Łukasz i Kacper, nie zrealizowali swoich planów przez poranną katastrofę na A1 niedaleko Mykanowa z 1 września. Wypadek pochłonął cztery ofiary śmiertelne, a cztery inne osoby odniosły rany. Dziennikarze programu „Uwaga!” TVN spotkali się z bliskimi zmarłych i zbadali kulisy zderzenia. Sprawa budzi wątpliwości wobec zachowania kierującego ciężarówką, jego czasu jazdy oraz prawidłowego oznakowania prowadzonych robót drogowych.

Młodzi z Niedzicy zginęli w wypadku na autostradzie A1

Koszmarny wypadek miał miejsce rankiem 1 września na autostradzie A1 blisko Mykanowa. Skutkiem katastrofy była śmierć czterech osób, a kolejne cztery zostały ciężko ranne. W gronie ofiar byli młodzi obywatele Niedzicy. Dwudziestoletni Łukasz oraz Kacper znali się ze szkolnych ławek. Udali się na Śląsk z zamiarem zarobienia dodatkowych pieniędzy podczas wakacyjnych prac drogowych.

Cały wyjazd zarobkowy miał zająć im raptem parę dni. Potem planowali normalny powrót do edukacji i swoich standardowych zajęć. Żaden z nich nie podejrzewał, że dla jednego będzie to ostateczna podróż. Ekipa reporterska programu „Uwaga!” TVN skontaktowała się z krewnymi poszkodowanych. Członkowie rodzin nie potrafią pojąć, jakim cudem doszło do tego tragicznego zdarzenia.

Odejście Łukasza wyjątkowo mocno dotknęło jego rodzinę. Najbliżsi ze smutkiem opowiadają, że całkiem niedawno przebywał jeszcze w domu rodzinnym i spokojnie pakował się przed zaplanowaną trasą.

— Łukaszku, nie jedź — miała mówić do niego babcia, martwiąc się o jego bezpieczeństwo.

Kobieta w trakcie wywiadu z dziennikarzami „Uwagi!” przywołała moment, gdy w domu rozległ się dramatyczny telefon zaraz po wypadku.

— Stasiu mąż odebrał telefon i strasznie płacze. No to ja już wiedziałam, co się podziało — wspominała. — Tak płakałam, że nie żyje Łukasz. To szok dla nas, okropny szok.

Był to pierwszy wyjazd Łukasza do pracy przy budowie drogi. Członkowie jego rodziny zgodnie twierdzą, że zamiarem chłopaka było wyłącznie zdobycie dodatkowych funduszy.

— No i tak sobie coś zarobi, parę groszy — mówiła jego babcia.

Cała Niedzica płacze po Łukaszu. "Złoty chłopak” zginął w koszmarnym wypadku na A1:

62-letni Milan jedną z ofiar tragedii na A1 pod Mykanowem

Najstarszym pracownikiem, który stracił życie na drodze, był 62-letni Milan. Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że jego bliscy niedawno żegnali już dwóch innych członków rodziny. Kuzynka ofiary opisała zmarłego jako niezwykle sympatycznego i uczciwego człowieka.

— Wesoły chłop, uśmiechnięty zawsze był. Taki grzeczny. Nie ma co powiedzieć złego na niego. Nie ma — mówiła reporterom „Uwagi!”.

Starszy mężczyzna lada moment miał wejść w zupełnie nowy rozdział swojej codzienności. Wspólnie z małżonką był w trakcie budowy wymarzonego domu.

— My budowaliśmy sobie nowy dom. No i teraz by mi było dobrze, to no to… tak się stało.

Z opowieści krewnej wynika, że zaledwie sześć miesięcy wcześniej pożegnano brata 62-latka. Z kolei rok wcześniej odszedł jego tata.

— Pół roku temu brata pochował, teraz znowu on. A jeszcze rok minął w maju to jego ojciec. I tak jedno za drugim.

Wypadek na A1. 31-letni kierowca ciężarówki pod wpływem narkotyków?

Kluczowym elementem śledztwa jest postawa 31-letniego mężczyzny prowadzącego samochód ciężarowy. Jak wynika z faktów zaprezentowanych w reportażu „Uwagi!”, szofer najprawdopodobniej był pod wpływem groźnej substancji psychotropowej o nazwie klefedron.

Świadkowie zdarzenia relacjonują, że tuż po kraksie mężczyzna usiłował zbiec z miejsca wypadku, ale natychmiast ujęły go osoby postronne.

Dziennikarze badają również kwestię wpływu środków odurzających na styl jazdy. Specjalista wskazuje, że narkotyki najpierw dają złudne uczucie pobudzenia, by ostatecznie wywołać drastyczny spadek energii, skrajne zmęczenie oraz tzw. mikrosen. Taki stan jest ekstremalnie ryzykowny dla zawodowych kierowców pokonujących nocą ogromne odległości.

Ekipa „Uwagi!” poinformowała też o zabezpieczeniu dwóch różnych kart kierowcy przez funkcjonariuszy. Jedna z nich rzekomo należała do ojca 31-latka. To kluczowy trop w prowadzonym postępowaniu, bo na karcie tachografu rejestrowany jest precyzyjny czas prowadzenia pojazdu i obowiązkowe pauzy.

Służby muszą zatem wyjaśnić, ile godzin za kółkiem spędził mężczyzna i czy w ogóle odpoczywał. Sprawę w tym zakresie szczegółowo weryfikuje prokuratura.

Sąsiedzi o kierowcy po tragedii na A1 pod Mykanowem

Dziennikarze stacji TVN usiłowali również porozmawiać z bliskimi 31-latka. Matka mężczyzny odmówiła udzielenia jakichkolwiek informacji. Okoliczni mieszkańcy oraz znajomi kierowcy ciężarówki nie hamowali jednak swoich opinii.

— Kawał diabła — padło w rozmowie z reporterem.

Gdy jeden z mężczyzn dowiedział się o możliwej obecności substancji odurzających we krwi sprawcy, zareagował bardzo nerwowo.

— Dla mnie to jest debil i morderca. Ludzie młode poumierały przez debila.

Kacper przeżył wypadek na A1. Chłopak przebywa w szpitalu

Wśród rannych znalazł się 20-letni Kacper, pochodzący z tej samej miejscowości co tragicznie zmarły Łukasz. Poszkodowany został przetransportowany do placówki medycznej w Katowicach. Jego tata poinformował media, że syn ma rozległe obrażenia, m.in. w okolicach szczęki. Wkrótce czeka go operacja chirurgiczna.

Sytuacja jest wyjątkowo tragiczna, bo Kacper stracił swojego rówieśnika, z którym wspólnie dorastał, uczęszczał do szkoły i zarabiał pieniądze.

— Wierzę, zginął jego rówieśnik, nie? Co razem do klasy chodzili, pracowali setki razem, pomagali — mówił ojciec.

Śledztwo w sprawie A1. Kwestia zabezpieczenia robót drogowych

Prokuratorzy analizują nie tylko jazdę 31-letniego szofera. Istotnym wątkiem jest także odpowiednie oznaczenie strefy prowadzonych robót. W tym miejscu rodzą się poważne wątpliwości. Zaraz po wypadku rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad gwarantował, że obszar budowy był należycie oznakowany.

Tymczasem dziennikarze „Uwagi!” uzyskali dostęp do wideo, które uprzednio zamieszczono w serwisie BRD24. Materiał ten ma dowodzić, że układ zabezpieczeń przed miejscem kraksy na autostradzie prawdopodobnie nie spełniał odpowiednich standardów.

Zgodnie z procedurami opisanymi w materiale telewizyjnym, w pierwszej kolejności powinien pojawić się znak obniżający prędkość do 110 km/h. Następnie zmotoryzowani powinni mijać m.in. świetlną przyczepkę ostrzegawczą oraz poduszkę zderzeniową.

Właśnie to oznakowanie jest teraz analizowane przez organy ścigania. Dla rodzin zmarłych kwestia błędów proceduralnych jest jednak drugorzędna, bo ich dotychczasowa rzeczywistość legła w gruzach w ułamku sekundy.

Łukasz z Niedzicy miał raptem 20 lat. Jego szkolny znajomy, Kacper, uniknął śmierci, lecz walczy z ciężkimi ranami. Milan, jak podkreślają jego bliscy, dożył 62 lat i snuł z małżonką marzenia o przeprowadzce do świeżo stawianego budynku.

Obecnie krewni zmarłych muszą pogodzić się ze śmiercią bliskich, troszczyć się o zdrowie rannych i zadawać sobie najtrudniejsze pytanie: czy tej tragedii można było uniknąć?

Źródło: TVN Uwaga!