Chorzów spowił czarny dym. 27 zastępów walczyło z żywiołem. Jest nowy zwrot w sprawie

Najpierw płonęły wraki samochodów, chwilę później ogień przedostał się do hali magazynowej. Nad Chorzowem pojawił się ogromny słup czarnego dymu, a mieszkańcy kilku miast otrzymali alert RCB. Z pożarem przy ul. Wiejskiej przez wiele godzin walczyły dziesiątki strażaków. Dzień po wybuchu ognia na miejscu pojawił się biegły z zakresu pożarnictwa. Ma pomóc policji odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: co doprowadziło do tego potężnego pożaru?

Ogień pojawił się nagle. Chwilę później płonęły już wraki samochodów

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w poniedziałek, 7 września, przy ul. Wiejskiej w Chorzowie. Pożar wybuchł na terenie złomowiska. Początkowo ogień objął znajdujące się tam wraki samochodów. Sytuacja szybko jednak zaczęła się wymykać spod kontroli.

Płomienie przedostały się do znajdującej się na terenie złomowiska hali magazynowej. W środku składowane były części samochodowe, a także materiały, które dodatkowo utrudniały prowadzenie akcji. Nad okolicą pojawiła się ogromna chmura czarnego dymu, widoczna z dużej odległości.

Na miejsce błyskawicznie kierowano kolejne zastępy straży pożarnej. Początkowo akcję prowadziło kilka jednostek, jednak wraz z rozwojem sytuacji siły były zwiększane. W kulminacyjnym momencie na miejscu pracowało 27 zastępów straży pożarnej i 75 strażaków. W działania zaangażowano również jednostki z ościennych miast.

Skala pożaru była na tyle duża, że konieczne było prowadzenie wielogodzinnej akcji. Strażacy nie tylko walczyli z płomieniami, ale musieli również zabezpieczyć teren i nie dopuścić do dalszego rozprzestrzeniania się ognia.

Sytuację dodatkowo komplikowało ogromne zadymienie. W związku z pożarem Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alert do mieszkańców Chorzowa, Bytomia, Piekar Śląskich. Siemianowic Śląskich i Świętochłowic. Ludzie otrzymali polecenie zamknięcia okien i drzwi oraz pozostania w domach, jeśli było to możliwe.

Czarny dym nad miastem. Mieszkańcy dostali pilne ostrzeżenie

Słup dymu był widoczny z wielu kilometrów. Zdjęcia i nagrania z pożaru błyskawicznie zaczęły pojawiać się w mediach społecznościowych. Służby apelowały, aby mieszkańcy nie zbliżali się do miejsca pożaru. Powodem było przede wszystkim intensywne zadymienie.

Uwaga! Pożar złomowiska samochodów w Chorzowie. Duże zadymienie. Zamknij okna i drzwi. Jeżeli możesz, zostań w domu. Nie zbliżaj się do miejsca akcji – brzmiał alert RCB.

Na szczęście w pierwszych komunikatach służb nie było informacji o osobach poszkodowanych w związku z tym pożarem.

Pożar ugaszony, ale akcja się nie skończyła

Choć główny ogień udało się opanować, dziś strażacy nadal byli na miejscu. 8 września na pogorzelisku prowadzone były działania dogaszające. Jak przekazało Miasto Chorzów, w godzinach porannych na miejscu pozostawały dwa zastępy i siedmiu strażaków, którzy dogaszali pogorzelisko i czuwali nad bezpieczeństwem terenu.

Dopiero po zakończeniu działań gaśniczych teren miał zostać przekazany policji, która zajmie się dalszym wyjaśnianiem sprawy. Ponadto we wtorek na miejscu pojawili się policjanci oraz biegły z zakresu pożarnictwa.

Dzisiaj było spotkanie na miejscu razem z policjantami i biegłym z zakresu pożarnictwa – przekazał redakcji ESKI kpt. Michał Adamek, rzecznik KM PSP w Chorzowie.

Jak dodał, w momencie rozmowy nie były jeszcze znane efekty pracy biegłego.

Na pewno ta opinia będzie opinią, która pomoże policjantom w ocenie całej sytuacji – zaznaczył rzecznik.

To właśnie opinia specjalisty może okazać się kluczowa dla dalszych ustaleń. Na tym etapie nie ma jeszcze oficjalnych informacji, które wskazywałyby, dlaczego doszło do pojawienia się ognia.

Co było przyczyną pożaru w Chorzowie?

To pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi.

Pewne jest, że ogień pojawił się na terenie złomowiska, początkowo obejmując wraki samochodów, a następnie przedostał się do hali magazynowej. Pewne jest również, że skala pożaru była ogromna – wymagała zaangażowania kilkudziesięciu zastępów i doprowadziła do wysłania alertu RCB do mieszkańców czterech miast.

Teraz śledczy będą analizować miejsce zdarzenia, a opinia biegłego z zakresu pożarnictwa ma pomóc w ustaleniu, jak doszło do wybuchu ognia.

Na odpowiedź na to pytanie trzeba jeszcze poczekać.