To był finał głośnej i wstrząsającej sprawy. Tobiasz B. (22 l.) oraz Jakub K. (21 l.) usłyszeli prawomocny wyrok za zabójstwo, którego dokonali 4 kwietnia 2024 roku. Sąd Apelacyjny w Katowicach nie miał dla nich litości i utrzymał w mocy kary 12 i 13 lat pozbawienia wolności. Mężczyźni do końca przekonywali, że nie chcieli zabić, ale sędziowie nie dali wiary ich tłumaczeniom.
Tragedia na moście w Chałupkach. Zginął 45-letni Grzegorz
Do tragedii doszło na moście granicznym nad Odrą. Cała trójka – Tobiasz B., Jakub K. i 45-letni Grzegorz S. – wracała z czeskiego Bogumina do rodzinnych Chałupek. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie, z błahego powodu, między mężczyznami doszło do sprzeczki. Młodzi oprawcy chwycili Grzegorza S. i bez chwili wahania wyrzucili go za barierki mostu. Mężczyzna spadł z wysokości około 8 metrów i z głuchym łoskotem uderzył w betonową podstawę filaru.
Jeden ze sprawców wychylił się jeszcze, by zobaczyć, co stało się z 45-latkiem. Mimo że widział go roztrzaskanego o beton, nie zrobił nic. Obaj mężczyźni spokojnie wrócili do swoich domów. Ciało Grzegorza S. znaleziono dopiero rano. Początkowo zakładano nieszczęśliwy wypadek, jednak mroczna prawda szybko wyszła na jaw.
Obrońcy walczyli o niższe kary. "To nie był zamiar zabójstwa"
Proces w pierwszej instancji toczył się przed Sądem Okręgowym w Rybniku. Tobiasz B. został skazany na 12 lat więzienia, a jego kompan Jakub K. na 13 lat. Sąd uznał, że dokonali zabójstwa "z zamiarem ewentualnym", czyli musieli mieć świadomość, że zrzucenie człowieka z tak dużej wysokości może skończyć się śmiercią. Co szokujące, oskarżeni słuchali wyroku z lekceważącymi uśmiechami na twarzach.
Ich obrońcy złożyli apelację, domagając się zmiany kwalifikacji czynu i niższych kar.
Sąd pierwszej instancji przyjął złą kwalifikację czynu. To nie było zabójstwo z zamiarem ewentualnym, lecz dokonanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią - przekonywał adwokat Michał Migas, obrońca Jakuba K.
Wtórował mu obrońca Tobiasza B., Bartosz Kunicki:
To była chwila, której się niestety nie cofnie, jednakże nie każdy upadek z mostu kończy się śmiercią. W rzece była woda, gdyby pokrzywdzony nie spadł na filar być może woda zamortyzowałaby upadek.
Prokurator nie miał wątpliwości. "Pojawił się wcześniej pomysł wyrzucenia"
Zupełnie inne stanowisko przedstawił prokurator Mariusz Klekotka, który powoływał się na nagranie z monitoringu.
Jest ono na tyle dobre, ze pozwala na kategoryczne ustalenie: w pewnym momencie dwóch mężczyzn łapie trzeciego mężczyznę i przerzuca go przez barierkę mostu. Jeden z mężczyzn wygląda przez barierkę po czym obydwaj powoli odchodzą - streszczał nagranie prokurator.
Dodał również, że zachowanie sprawców po zdarzeniu jednoznacznie wskazuje na ich zamiary.
Gdyby ich zamiarem nie było pozbawienie go życia, to powinni zrobić coś dla ratowania pokrzywdzonego. Jeszcze chcę zaakcentować jedną rzecz, która pojawia się w wyjaśnieniach Tobiasza B., oskarżony powiedział tam, że pojawił się wcześniej tego dnia pomysł wyrzucenia Grzegorza S. z mostu.
Prawomocny wyrok. Sąd: "Na taki skutek się godzili"
Sąd Apelacyjny w Katowicach nie przychylił się do argumentów obrony i podtrzymał wyrok w całości. Sędzia Gwidon Jaworski w uzasadnieniu podkreślił, że oskarżeni musieli liczyć się z tragicznym skutkiem swoich działań.
Odwołując się wyłącznie do zasad logiki, do zasad doświadczenia życiowego: jaki zamiar może mieć osoba, która zrzuca kompletnie pijaną osobę z mostu, który ma 8 metrów wysokości? (...) Nawet jednak zakładając najbardziej korzystny scenariusz, nawet gdyby pokrzywdzony nie doznał żadnych obrażeń od upadku, to woda w początku kwietnia, wieczorem, ma taka temperaturę, że nie sposób nie zakładać, że taka osoba się utopi. (...) oskarżeni, nie chcąc zabić pokrzywdzonego, bo tego im sąd absolutnie nie przypisał, natomiast przewidując, że taka śmierć nastąpi, na taki skutek się godzili.
Wyrok jest prawomocny. Obrońcom przysługuje jeszcze złożenie kasacji do Sądu Najwyższego.