Spis treści
- Proces 28-letniego Bogusława R. rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Sosnowcu. Mężczyzna odpowiada za zamordowanie 37-letniego Mario Z. do którego doszło na przełomie maja i kwietnia ubiegłego roku w będzińskim parku przy ulicy Małachowskiego.
- Napastnik mający doświadczenie w sportach walki, wpadł w ręce stróżów prawa kilkanaście dni później na terenie Gdańska.
- Zasiadając na ławie oskarżonych, 28-latek przekonywał o braku swojej winy i rzekomej samoobronie. Zupełnie inną postawę prezentował na korytarzu, gdzie wulgarnie odnosił się do dziennikarzy.
- Przed wymiarem sprawiedliwości staną również Sergiusz D. oraz Klaudia F., którzy byli na miejscu tragedii. Odpowiedzą za to, że nie udzielili niezbędnej pomocy umierającemu 37-latkowi.
Proces Bogusława R. Były zawodnik MMA skatował na śmierć 37-letniego Mario Z.
W przeszłości Bogusław R. aktywnie ćwiczył sporty walki i aspirował do miana profesjonalnego zawodnika. Zdążył nawet zaprezentować swoje umiejętności w kilku oktagonowych pojedynkach. Obecnie jednak jedynym pomieszczeniem, w którym przyjdzie mu spędzać czas, jest więzienna cela.
Do tragicznych wydarzeń doszło podczas nocnej przechadzki z pierwszego na drugiego maja ubiegłego roku na terenie Będzina. Oskarżony przebywał wtedy w towarzystwie Sergiusza D. i Klaudii F., gdy w zieleńcu przy ulicy Małachowskiego natknęli się na Mario Z. oraz jego towarzyszy. Mężczyźni weszli w ostrą wymianę zdań, która błyskawicznie przerodziła się w fizyczny atak. Młodociany adept sztuk walki wymierzył cios 37-latkowi. Poszkodowany runął na trawnik, po czym otrzymał serię kopniaków, a ostatecznie sprawca z impetem naskoczył na jego brzuch. Agresor natychmiast uciekł z miejsca zbrodni razem ze swoimi kompanami. Medyków zaalarmowali przyjaciele pobitego, jednak zadane mu rany okazały się śmiertelne w skutkach i Mario Z. zmarł.
Funkcjonariusze potrzebowali kilkunastu dób, aby ustalić miejsce pobytu ukrywającego się uciekiniera. Zlokalizowano go dopiero w oddalonym o setki kilometrów Gdańsku, gdzie ostatecznie założono mu kajdanki. Ponad dwanaście miesięcy po tym brutalnym zdarzeniu sprawca oraz jego towarzysze zjawili się na sali sosnowieckiego Sądu Okręgowego. Zatrzymany 28-latek usłyszał najcięższy zarzut popełnienia morderstwa. Z kolei obserwujący całe zajście Sergiusz D. i Klaudia F. będą sądzeni za zignorowanie stanu zdrowia konającego 37-latka. Ta dwójka odpowiada przed wymiarem sprawiedliwości z wolnej stopy.
Stojąc przed składem orzekającym, główny podejrzany diametralnie zmienił swoje zachowanie. Porzucił pozę brutala i zaczął kreować się na przerażoną ofiarę ataku ze strony starszego mężczyzny. Zdecydowanie odrzucił oskarżenia o morderstwo z premedytacją. „Stało się to nieumyślnie, była to obrona konieczna. Nie chciałem nic złego zrobić. Chciałem przeprosić rodzinę Maria. Z całego serca proszę o wybaczenie rodzinę Maria” – wyszeptał z trudem zauważalnym tonem. „Tej nocy spotkałem Sergiusza i Klaudię. Mieliśmy iść do domu. Po drodze spotkaliśmy grupę Maria. Podszedł do nas, ale ja powiedziałem, że się z nim nie przywitam. Mario na to źle zareagował, wybuchnął, groził mi, że mnie zajeb... i że poderżnie mi gardło. Uderzyłem go w panice i uciekłem. Tak zareagował mój organizm. Byłem przestraszony, w amoku. Zadałem mu cios od niechcenia” – kontynuował swoje tłumaczenia przed sędzią.
W trakcie przesłuchania 28-latek nie potrafił logicznie uargumentować swojego rzekomego panicznego strachu przed poszkodowanym. Przyznał wręcz, że nie zauważył żadnego ostrego narzędzia w dłoniach 37-latka. Wielokrotne pytania o to, czy już wcześniej odczuwał lęk przed zmarłym, sprawiały mu ogromną trudność. Z opresji musiał go ratować adwokat, który wielokrotnie podpowiadał mu właściwe kwestie. Oskarżony miał podobne problemy z innymi pytaniami, nie umiejąc chociażby zdefiniować różnicy między celowym uderzeniem a przypadkowym ciosem. Cały czas uparcie podkreślał, że uderzał z niewielką siłą. Najczęściej uciekał w sformułowanie „Nie potrafię odpowiedzieć”, którym zbył między innymi wątpliwości prokuratury o naukę kontrolowania agresji podczas bokserskich sparingów. Zapytany wprost o powody kopania bezbronnego człowieka leżącego na trawie, odpowiedział „nie wiem”.
Polecany artykuł:
Brak pomocy dla skatowanego Maria Z. Bogusław R. uciekł do Trójmiasta
Oskarżony przekonywał sędziów, że planował dobrowolnie oddać się w ręce organów ścigania w towarzystwie adwokata. Tragiczny koniec życia swojego znajomego określił zaledwie mianem przykrego zdarzenia. „Poszedłem do domu. Na drugi dzień dowiedziałem się o przykrym zdarzeniu, nie dowierzałem w to co się stało. Chciałem ochłonąć. W planach było stawić się na policję. Nie miałem zamiaru nigdzie uciekać, ani się ukrywać. Miałem stawić się z mecenasem do pani prokurator 12 maja” – zeznawał 28-latek. Jego słowa miały przekonać sąd o braku zamiaru uniknięcia odpowiedzialności.
Zamiast wizyty na komisariacie, natychmiast ulotnił się i wyruszył w podróż nad morze. Na terenie Gdańska wcale nie zamierzał szukać lokalnej komendy. Kryminalni po prostu wyciągnęli go z opłaconego wcześniej lokalu, kładąc kres jego ucieczce.
Mężczyzna za wszelką cenę próbował udowodnić zgromadzonym, że śmierć znajomego wcale go nie bawiła. „Nie było tak, że po zdarzeniu wyrażałem lekceważący stosunek, postawę względem tego co się stało z Mario. Nie dowierzałem, co się stało i byłem załamany psychicznie. Nie kpiłem z tego, jestem poważnym chłopakiem” – zarzekał się przed sądem.
Zeznania towarzyszącej mu feralnej nocy Klaudii F. malują jednak zupełnie odmienny obraz sytuacji. Prokuratura ujawniła, że reakcją 28-latka na poranną wiadomość o zgonie ofiary było jedynie rzucenie obojętnego: „No i ch... z tego.”.
Były zawodnik MMA stanowczo zaprzeczał, jakoby posiadał wiedzę o fatalnym stanie zmasakrowanego człowieka. Odrzucił też oskarżenia o wydanie znajomym zmarłego wulgarnego polecenia: „Odwróćcie go na bok i pilnujcie, żeby nie zdechł”. „To jest kłamstwo. Nie mogłem powiedzieć, żeby odwrócili pokrzywdzonego, bo zdechnie. Ja jak już coś powiedziałem, to żeby go odwrócili i wezwali pogotowie. To jest podstawa, BHP” – zżymał się 28-latek. „Sam go nie odwróciłem, byłem w szoku, amoku. Nie zdawałem sobie sprawy, że sytuacja zagraża zdrowiu i życiu Mario” – przekonywał.
Głos na sali rozpraw miała zabrać również pani Iwona, czyli matka zamordowanego 37-latka. Ostatecznie jednak kobieta nie dotarła na proces ze względu na kłopoty ze zdrowiem, które mocno pogorszyły się w obliczu lejącego się z nieba żaru. Sędzia przyjął to usprawiedliwienie bez żadnych zastrzeżeń.