Spis treści
Sąd Okręgowy w Gliwicach wymierza kary internetowym dilerom
Przestępcza siatka wprowadziła na rynek minimum 267 kilogramów substancji psychoaktywnych, zbijając na tym interesie ponad 15 milionów złotych. Zorganizowaną grupę, nazywającą się ukraińską „Yakuzą”, śledzono przez kilkanaście miesięcy. Kres ich działalności nastąpił w lutym 2025 roku, kiedy to służby ujęły czołowe postaci w gangu. Jedenastu młodych mężczyzn i kobiet oskarżono o obrót narkotykami, pranie pieniędzy i udział w zorganizowanej strukturze przestępczej. Liderzy, w tym szef Artsiom T., jego współpracowniczka Nadzeya C. oraz bracia Mikhailo i Denis D., trafili do aresztu i przebywają tam do dziś.
Teraz Sąd Okręgowy w Gliwicach zakończył postępowanie i wydał prawomocne orzeczenie, uznając winę wszystkich podsądnych. Artsiom T., kierujący całym procederem, został skazany na 10 lat więzienia, podczas gdy Nadzeya C. spędzi za kratami 8 lat. Z kolei Mikhailo D., odpowiedzialny za operacje logistyczne, otrzymał karę 7 lat pozbawienia wolności. Jego brata, Denisa, skazano na łagodniejszą karę - 3 lat i dwóch miesięcy. Pozostałym oskarżonym wymierzono wyroki w przedziale od 3 do 4 lat odsiadki.
Telegram, kryptowaluty i martwe skrzynki. Jak działała cyfrowa „Yakuza”
Skład orzekający uznał, że dowody przeciwko młodym obywatelom Ukrainy są jednoznaczne.
- To była zorganizowana grupa którą kierował Artsiom T. i Nadzeya C. Na to są niezbyte dowody. To wyniki oględzin telefonów komórkowych, wyników oględzin konwersacji przeprowadzanych przez komunikator Telegram. Artsiom T. utworzył tam kanał Yakuza. Miał do niego dostęp jak i Nadzeya C. Tym kanałem się kontaktował z innymi oskarżonymi. Narkotyki były zamawiane z Warszawy i okolic. Funkcjonariusze policji zalogowali sie na ten kanał, ustalili nadane przesyłki i dokonali ich przechwycenia. Wszystkie przesyłki zawierały substancje odurzające i psychotropowe. Przy zatrzymaniu oskarżonych w ich urządzeniach teleinformatyczny ujawniono adresy email używanych do dystrybucji narkotyków, a w miejscu zamieszkania ujawniono dane do tych adresów email. Funkcjonariusze wykonali tu ogromną pracę przy analizie danych zamówień kurierskich, zestawieniu tych danych z zapisami monitoringu. Nie ma wątpliwości, że paczki były wysyłane z Warszawy i okolic do Łodzi. Tam były te paczki odbierane przez członków grupy, następnie były przepakowywane i wysyłane na teren Śląska oraz do Krakowa. Wiadomo, że tymi czynnościami zajmował się Mikhailo D.
– argumentował wyrok sędzia Wojciech Walesiuk.
- Na Śląsku i w Krakowie inni członkowie grupy dokonywali dalszej dystrybucji. Ta odbywała się w ten sposób, że sprzedaż narkotyków odbywała się na kanale Yakuza. Osoby zainteresowane kupnem mogły zalogować się na ten kanał, zamówić określone narkotyki, a następnie płaciły albo przelewami na telefon, alb o w formie transakcji blik. Te wpłaty wpływały na rachunki bankowe. Po dokonaniu wpłaty oskarżeni przesyłali kupującym dane geolokalizacyjne, które wcześniej otrzymali sami od innych członków grupy, którzy ukrywali narkotyki na terenie poszczególnych miast
- dodawał sędzia opisując metody gangu.
Luksusowe auta i łzy oskarżonych. Reakcje po ogłoszeniu wyroku
Internetowy gang usiłował ukryć pochodzenie środków ze sprzedaży narkotyków, piorąc pieniądze poprzez zakup drogich samochodów z zamiarem ich późniejszej odsprzedaży, a także lokując środki w kryptowalutach i walutach fiducjarnych. W trakcie odczytywania sentencji wyroku na sali rozpraw pojawiła się zaledwie czwórka oskarżonych. Artsiom T., Mikhailo D. i Denis D. słuchali wyroku w całkowitym milczeniu. Z kolei Nadzeya C. nie potrafiła powstrzymać emocji i raz po raz wybuchała płaczem.
Reprezentujący Prokuraturę Rejonową w Rybniku Marcin Lizoń, który prowadził śledztwo, wyraził zadowolenie z finału sprawy.
- Sąd podzielił nasze stanowisko w sprawie kwalifikacji prawnej czynów zarzuconych oskarżonym, a w sprawie kar, prawie je podzielił
- skomentował prokurator w rozmowie z dziennikarzem „Super Expressu”.
Odmienne stanowisko zajął natomiast obrońca głównego oskarżonego, adwokat Bartłomiej Wojas.
- Naszym zdaniem wina nie została udowodniona w całości. Sąd nie przeprowadził dowodu z opinii biegłych z zakresu informatyki śledczej, w naszej ocenie było to kluczowe. Chodziło o ustalenie, jak to wszystko działało, a przede wszystkim, czy inne osoby miały dostęp do kontakt, które zostało przypisane mojemu klientowi -
- stwierdził prawnik.
Polecany artykuł: