Tragiczny wybuch w Szczyrku pochłonął osiem ofiar. Zapadła ostateczna decyzja sądu. "Przewiert w ciemno"

2026-05-20 19:04

W grudniu 2019 roku potężna eksplozja przy ulicy Leszczynowej doprowadziła do całkowitego zawalenia się wielopokoleniowego budynku mieszkalnego. Pod gruzami zginęło łącznie osiem osób, a wśród ofiar znalazła się czwórka małych dzieci. Bezpośrednią przyczyną katastrofy było uszkodzenie gazociągu przez robotników wykonujących podziemny przewiert. Sąd Apelacyjny w Katowicach właśnie ogłosił prawomocne orzeczenie kończące ten wieloletni proces.

Śmierć rodziny Kaimów w Szczyrku. Zginęło czworo dorosłych i czwórka dzieci

W wyniku tragicznego zdarzenia życie straciła niemal cała rodzina Kaimów. Pod zgliszczami własnego domu zginęli dziadkowie Jolanta i Józef, ich syn Wojciech wraz z żoną Anną oraz trójka rodzeństwa, czyli dziewięcioletnia Michalina, siedmioletnia Marcelina i zaledwie trzyletni Staś. Życie stracił również wnuk seniorów, dziewięcioletni Szymon. Matka chłopca, Katarzyna, uniknęła śmierci wyłącznie dzięki temu, że podczas eksplozji przebywała w miejscu pracy.

W trakcie postępowania pierwszej instancji sąd uznał winę właścicieli oraz pracowników przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za prowadzenie robót ziemnych. W dniu tragedii ekipa realizowała podziemny przewiert, który miał umożliwić ułożenie instalacji energetycznej. Podczas tych czynności wiertło uszkodziło ukrytą pod ziemią rurę z gazem. Ulatniająca się substancja przedostała się do budynku przy ulicy Leszczynowej, co doprowadziło do  detonacji.

Sąd w Katowicach rozpatrzył apelację

W pierwszym procesie osoby, które bezpośrednio wykonywały prace prowadzące do tragedii, usłyszały kary bezwzględnego więzienia. Roman D. został skazany na sześć lat więzienia, Marcin S. na cztery lata, a Józef D. na trzy lata pozbawienia wolności. Kary usłyszeli także przełożeni odpowiedzialni za nadzór nad pracami. Ewa K., Jakub K. i Marcin K. zostali skazani na cztery lata i dwa miesiące więzienia. Dodatkowo wszyscy oskarżeni otrzymali 10-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i wykonywania zawodu.

Od wyroku odwołały się obie strony - zarówno prokuratura, jak i obrońcy oskarżonych. Sprawa trafiła następnie do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Po niemal siedmiu latach od tragedii zapadło prawomocne rozstrzygnięcie.

Sędzia ogłasza wyrok. Złagodzona kara dla jednego z oskarżonych

W zdecydowanej większości utrzymał w mocy wcześniejsze postanowienia. Zmianie uległa jedynie sytuacja Józefa D., któremu skrócono odsiadkę z trzech do dwóch lat pozbawienia wolności. Sędziowie dokonali również drobnych korekt w opisach czynów przypisanych poszczególnym osobom. Zdecydowano ponadto, że finansowe zadośćuczynienie dla poszkodowanych krewnych musi zostać wypłacone przez skazanych solidarnie.

- Wyrok Sądu Apelacyjnego, jeśli chodzi o istotę sprawy, nie zmienia wyroku sądu pierwszej instancji. Sąd pierwszej instancji prawidłowo orzekł o winie oskarżonych, niewątpliwie wszyscy są winni tych czynów. Sąd nie miał w tym zakresie żadnych wątpliwości. Uznaliśmy również, że kwalifikacja czynów, jest kwalifikacją prawidłową, tzn. wszyscy oskarżeni powinni odpowiadać za nieumyślne popełnienie przestępstwa. Wreszcie kary, poza jedną, która została złagodzona, orzeczone zostały prawidłowo, są sprawiedliwe i zasługują na aprobatę - powiedział przewodniczący składu sędzia Piotr Pośpiech, rozpoczynając ustne uzasadnienie wyroku.

Odniósł się bezpośrednio do kwestii zmniejszenia wymiaru kary dla Józefa D. Mężczyzna ten w dniu katastrofy asystował Marcinowi S. przy wykonywaniu feralnego przewiertu.

- Uznaliśmy, że jego rola, a w związku z tym charakter nienaruszonych przez niego reguł ostrożności, pozwalał łagodniej na to spojrzeć. D. pełnił rolę pomocniczą. Nie był osobą, która podejmowała jakiekolwiek decyzje. Józef D. podczas prowadzenia przewiertu był pomocnikiem operatora. Nie było tak, że pełnił tylko rolę kierowcy, jak chciał obrońca. Obsługiwał urządzenie zwane lokalizatorem. Współpracował z operatorem wiertnicy, podając na jakiej głębokości i nachyleniu pracuje głowica wiertnicy, czyli przewiert był wykonywany przez obu mężczyzn. Bezsporne jest to, że prace były prowadzone w sposób bardzo nieostrożny. Robili przewiert zamiast wykopu otwartego. To jest największe uchybienie. Oskarżeni twierdzili, że nie mieli świadomości jak przebiega rura i że jest wypełniona gazem. To czy mieli świadomość, czy nie, nie zmienia postaci rzeczy. Brak świadomości to było ich uchybienie. Ich obowiązkiem było rozeznać, gdzie jest rura. A nie prowadzić przewiert w ciemno. A założyli, że jak będą prowadzić odpowiednio głęboko, to nic nie uszkodzą. Mylili się - wyjaśniał sędzia.

Przedstawiciele prokuratury wnosili w swojej apelacji o potraktowanie działań oskarżonych jako celowych. Sąd kategorycznie odrzucił tezę o umyślnym doprowadzeniu do tragedii, co argumentowano tym, że wykonawcy nie przewidywali zawalenia się budynku.

- Okoliczności w większości są jasne i oczywiste. Wiemy, kto powadził inwestycję, wiemy, kto wykonywał prace związane z przyłączem energetycznym, wiemy też jakie uchybienia nastąpiły podczas pierwszej inwestycji, jak i podczas drugiej inwestycji.

Inwestycja nie powinna być prowadzona w taki sposób, przez przewiert, mieli obowiązek prowadzenia tej inwestycji metodą wykopu otwartego. Gdyby najpierw zrobili wykop, a potem prowadzili kable, to na pewno by do tej tragedii nie doszło. Jednak nie sposób zgodzić się z prokuratorem, że ich wina byłą umyślna. Oni nie mieli świadomości, że ich praca wykonana niedbale doprowadzi do wybuchu, pożaru i zawalenia się budynku.

Owszem - wymienieni posiadali wiedzę o kolizyjności położenia mediów w tym miejscu, co wskazuje na świadomość i akceptację zagrożenia. Sąd jest w stanie zgodzić się, że mieli tego świadomość, ale to nie wystarczy, by przypisać im umyślność. Panowie nie mieli świadomość, ze ich działanie spowoduje określony skutek – że doprowadzi do wybuchu, zawalenia budynku i pożaru. Co najwyżej wiedzieli, że ich zachowanie stwarza pewne niebezpieczeństwo. Sąd nie jest przekonany, że 6 normalnych, przeciętnych ludzi, którzy wykonywali prace, godziło się na to, żeby doprowadzić do tego skutku. To się nie mieści w głowie, żeby akceptowali to, że doprowadzą przez swe działaniem do tak tragicznego zdarzenia - argumentował Piotr Pośpiech.

Obecnie stronom przysługuje już wyłącznie możliwość złożenia kasacji do Sądu Najwyższego. Taki krok nie wstrzymuje jednak wykonania prawomocnego wyroku, co oznacza, że ukarani niedługo trafią do więzienia. Reprezentująca prokuraturę Lucyna Stebelska nie zadeklarowała jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie.

- Nasza ocena związana była z przyjęta pierwotnie kwalifikacją czynów, surowszą kwalifikacją czynów. Braliśmy pod uwagę zakres nieprawidłowości i rozmiar tragicznych skutków, w tym śmierć ośmiu osób, czworga dzieci . Tym się kierowaliśmy i celami jakie ma osiągnąć kara zarówno w stosunku do oskarżonych jak i jej swobodnego oddziaływania. Na chwilę obecną musimy zapoznać się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Wtedy podejmiemy decyzję, czy złożyć kasację - stwierdziła pani prokurator.

Łzy rodziny ofiar

W momencie odczytywania sentencji wyroku, Patrycja Kaim-Śnioch oraz Katarzyna Kaim-Nogieć nie potrafiły ukryć głębokiego wzruszenia. Kobiety są głównymi poszkodowanymi w całej sprawie, ponieważ w mgnieniu oka straciły niemal całą swoją rodzinę. Przez wiele lat z nadzieją oczekiwały na sprawiedliwe zakończenie procesu. Po opuszczeniu sali sądowej w imieniu zrozpaczonych krewnych głos zabrał ich pełnomocnik, radca prawny Mariusz Mazurkiewicz.

- Pokrzywdzone panie są usatysfakcjonowane tym wyrokiem. W ich ocenie jest wyważony. Oczywiście ta krzywda nigdy nie zostanie naprawiona. Strata osób najbliższych powoduje głęboką ranę w sercu do końca życia. Uzasadnienie sądu oddaje to, co się w tej sprawie wydarzyło. Osoby skazane wyrokiem na pewno, tak powiedział sąd, nie chciały nikogo zabić. Natomiast to ich działania przyniosły tragiczny skutek. Kary są adekwatne do czynów. Najważniejsze, że proces się zakończył uznaniem wszystkich osób za winne i poniosą one odpowiedzialność.

Źródło: Super Express 

Przewiercili gazociąg i doszło do ogromnej tragedii. Sprawa wybuchu w Szczyrku ponownie w sądzie