Spis treści
- Wybuch gazu w Szczyrku. Akcja ratunkowa trwała kilkadziesiąt godzin
- Śmierć rodziny Kaimów w Szczyrku. Matka ocalała tylko dzięki pracy
- Wyrok sądu w Bielsku-Białej. Kary dla pracowników i szefa firmy budowlanej
- Świadome ryzyko podczas przewiertu w Szczyrku. Argumenty prokuratury
- Sąd Apelacyjny w Katowicach ogłosił ostateczny wyrok
Zakończyła się sądowa batalia dotycząca jednego z najbardziej wstrząsających wypadków w Polsce w ostatnich latach. Sąd Apelacyjny w Katowicach wydał ostateczną decyzję wobec osób oskarżonych o doprowadzenie do gigantycznej eksplozji w Szczyrku. Pod koniec 2019 roku potężny wybuch doszczętnie zniszczył budynek, w którym mieszkała wielopokoleniowa rodzina, a w zwałach gruzu zginęło łącznie osiem osób, w tym czworo małoletnich dzieci.
Wybuch gazu w Szczyrku. Akcja ratunkowa trwała kilkadziesiąt godzin
Do zdarzenia doszło 4 grudnia 2019 roku tuż przed godziną 19:00, kiedy potężny hałas usłyszeli mieszkańcy całej miejscowości. Eksplozja błyskawicznie obróciła w ruinę solidny, trzypiętrowy dom zlokalizowany przy ulicy Leszczynowej. Strażacy prowadzili wyczerpującą, trwającą blisko 20 godzin akcję poszukiwawczą, ręcznie usuwając betonowe elementy z nadzieją na znalezienie żywych ludzi. Z katastrofy nikt nie wyszedł cało. Zdarzenie mocno zapadło w pamięć osobom mieszkającym w sąsiedztwie.
- Ja byłam na strychu, gdy wybuchło. Aż mnie rzuciło. Taki był podmuch. Nie wiedziałam, co się dzieje, czy to u mnie, czy gdzie indziej, dopiero po chwili zobaczyłam, że dom sąsiadów przestał istnieć
Swoją relację ze wstrząsających chwil w rozmowie z mediami przywołała jedna z mieszkanek Szczyrku.
Śmierć rodziny Kaimów w Szczyrku. Matka ocalała tylko dzięki pracy
W wyniku katastrofy śmierć poniosła rodzina Kaimów, w tym seniorzy Józef i Jolanta, ich syn Wojciech wraz z żoną Anną oraz trójka rodzeństwa w wieku 9, 7 i 3 lat. Pod gruzami zginął także ich dziewięcioletni kuzyn Szymon, wnuk dziadków. Jego matka, pani Katarzyna, uniknęła najgorszego wyłącznie z tego powodu, że w momencie eksplozji znajdowała się w swoim zakładzie pracy. Kobieta publicznie przyznała, że pogodzenie się ze stratą bliskich jest całkowicie niemożliwe.
- Zginął mój jedyny syn, rodzice i kuzynostwo. Czas nigdy nie goi ran. Pozwala tylko przystosować się do sytuacji. To zostaje w nas na zawsze. Każdej nocy koszmary, nie wspominając o świętach, o urodzinach, o innych rocznicach...
Powyższe słowa przekazała redakcji "Super Expressu" pani Katarzyna w momencie rozpoczęcia procesu w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach, w którym na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób wskazanych wcześniej przez sąd pierwszej instancji.
Wyrok sądu w Bielsku-Białej. Kary dla pracowników i szefa firmy budowlanej
Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej w maju bieżącego roku orzekł o winie sześciu osób powiązanych z realizacją prac budowlanych. To ich działania doprowadziły do bezpośredniego uszkodzenia gazociągu, co stało się przyczyną katastrofy. Szef przedsiębiorstwa Roman D. usłyszał wyrok sześciu lat więzienia, podczas gdy jego pracownicy Marcin S. i Józef D. dostali odpowiednio kary czterech oraz trzech lat pozbawienia wolności. Pozostała trójka oskarżonych otrzymała wyroki czterech lat i dwóch miesięcy za kratkami. Od tej decyzji wniesiono apelacje z każdej możliwej strony. Zarówno śledczy, jak i rodziny pokrzywdzonych postulowali surowsze rozstrzygnięcia, natomiast obrona wnosiła o całkowite uniewinnienie.
Świadome ryzyko podczas przewiertu w Szczyrku. Argumenty prokuratury
W toku postępowania odwoławczego przedstawiciele prokuratury wyraźnie zaznaczali, że oskarżeni wykonywali swoje obowiązki z całkowitą świadomością niebezpieczeństwa. Oskarżyciele dowodzili umyślnej winy budowlańców, którzy znali rozmieszczenie podziemnej infrastruktury, a jednak prowadzili przewiert w nocy, ignorując wcześniejsze przerwanie rury wodociągowej.
- Oskarżeni mieli wiedzę, że pracują, dokonują przewiertu pod ulicą, pod którą przybiegają różne instalacje. Wiedzieli, że jest tam gazociąg. Do refleksji nie zmusiło ich też to, że kilka godzin wcześniej uszkodzili położony tam wodociąg. Mimo to kontynuowali prace, nawet w warunkach zupełnych ciemności. Można uznać, że było im obojętne, co się wydarzy. Liczyło się tylko wykonanie prac
Takie argumenty zaprezentowała na sali rozpraw prokurator Małgorzata Moś-Brachowska.
Sąd Apelacyjny w Katowicach ogłosił ostateczny wyrok
Po długim okresie oczekiwania od momentu wydania pierwszego orzeczenia, Sąd Apelacyjny w Katowicach zaprezentował ostateczne postanowienie w tej wstrząsającej historii. Prawomocny wyrok ogłoszono w godzinach popołudniowych. Wymiar sprawiedliwości podtrzymał większość decyzji podjętych przez bielski sąd w kontekście tragedii w Szczyrku. Wyjątkiem okazał się wyłącznie przypadek Józefa D., któremu sąd skrócił odsiadkę z trzech do dwóch lat, przychylając się w tej kwestii do argumentacji wysuniętej przez jego obrońcę.