Spis treści
Strzelanina w Iwanowicach Małych. 35-letni Piotr K. zaatakował brata
Tak szeroko zakrojonych działań służb w Iwanowicach nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy tej miejscowości. Wtorkowego poranka, 5 sierpnia ubiegłego roku, około godziny 10 zamknięto wszystkie drogi wyjazdowe ze wsi, a pobliskie pola i tereny zalesione przeczesywały policyjne tyraliery. Funkcjonariusze intensywnie poszukiwali Piotra K., ponieważ niespełna godzinę wcześniej mężczyzna ten niemal pozbawił życia starszego brata Łukasza.
Rodzeństwo słynęło w okolicy z nieustannych konfliktów, które nierzadko przeradzały się w fizyczne starcia. W ich rodzinnym domu przy ulicy Długiej względny spokój panował wyłącznie podczas wyjazdów służbowych Piotra, który na co dzień pracował jako kierowca. Niestety, każdy jego powrót do miejsca zamieszkania błyskawicznie na nowo prowokował kolejne, gwałtowne awantury między krewnymi.
Ten tragiczny dzień nie różnił się od poprzednich, jednak punkt kulminacyjny sporu nastąpił na terenie lokalnej nekropolii. Tam właśnie Piotr wytropił starszego brata, po czym z zimną krwią wypalił do 40-latka z broni czarnoprochowej. Pocisk uderzył bezpośrednio w szczękę, gdzie ostatecznie utknął, lecz ranny mężczyzna zdołał zachować świadomość. Skierował się w stronę pobliskiego punktu handlowego, z którego znajomi przetransportowali go autem na ulicę Długą. Wówczas powiadomiono policję oraz pogotowie ratunkowe, ze względu na wciąż uzbrojonego i przebywającego na wolności sprawcę. Z kolei poszkodowanego zabrano do placówki medycznej na pilny zabieg operacyjny.
Policyjna obława w Kłobucku. Piotr K. był niepoczytalny
Mundurowi natychmiast zainicjowali szeroko zakrojoną obławę, zakładając, że sprawca spróbuje zbiec i schronić się w niedostępnym terenie. W związku z tym drobiazgowo sprawdzano kolejne hektary okolicznych lasów oraz łąk. Ostatecznie okazało się, że strzelec najzwyczajniej w świecie powrócił do swojego miejsca zamieszkania. Gdy stróże prawa uzyskali tę informację, budynek został szczelnie otoczony, jednak policyjni negocjatorzy nie potrafili nakłonić agresora do kapitulacji, a on sam zapowiadał stanowczy opór.
W obliczu realnego zagrożenia podjęto decyzję o wezwaniu na miejsce jednostki antyterrorystycznej. Widok świetnie wyszkolonych i wyposażonych w długą broń komandosów ostatecznie złamał opór Piotra K., który podjął decyzję o dobrowolnym oddaniu się w ręce funkcjonariuszy.
Po zatrzymaniu mężczyznę doprowadzono do prokuratury, gdzie oficjalnie oskarżono go o usiłowanie morderstwa, a następnie podjęto decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu. Chociaż za ten brutalny czyn grozi mu najsurowsza kara, czyli dożywotnie pozbawienie wolności, wszystko wskazuje na to, że sprawa nie znajdzie finału na sali rozpraw.
- Z opinii biegłych wynika, że w chwili dokonania czynu Piotr K. był niepoczytalny. Do sądu trafił wniosek o umorzenie postępowania. Na razie nie odbyło się posiedzenie w tej sprawie. Sąd chce jeszcze wysłuchać biegłych, którzy niestety w pierwotnie wyznaczonym terminie nie mogli być obecni. Nowy termin posiedzenia nie został jeszcze wyznaczony - informuje "Super Express" Dominik Bogacz z Sądu Okręgowego w Częstochowie.
Diagnoza potwierdzająca całkowitą niepoczytalność w praktyce sugeruje, że wymiar sprawiedliwości niemal na pewno zaakceptuje wniosek o umorzenie całej sprawy. W takiej sytuacji przyszłość oskarżonego rysuje się w dość jednoznacznych barwach. Prawdopodobnie nigdy nie stanie on przed sądem, lecz trafi do zamkniętego, specjalistycznego zakładu psychiatrycznego.