Niepokojące wieści napływają z województwa śląskiego. Coraz niższa liczba urodzeń sprawia, że utrzymywanie oddziałów położniczych staje się dla szpitali nieopłacalne. W efekcie placówki medyczne decydują się na ich zamykanie lub czasowe zawieszanie działalności. To problem, z którym muszą się zmierzyć mieszkanki takich miast jak Żory, Siemianowice Śląskie czy Myszków.
Szpital w Żorach zamknął porodówkę. Milionowe straty i brak pacjentek
Jednym z pierwszych miast, które podjęło drastyczne kroki, są Żory. Szpital Miejski w Żorach od 26 lipca wstrzymał planowe przyjęcia do porodów, co jest konsekwencją zamknięcia oddziału położniczego oraz oddziału wcześniaków i noworodków. Jak poinformowała placówka, decyzja była podyktowana przyczynami finansowymi i demograficznymi.
Liczby mówią same za siebie. Tylko w 2024 roku oddział położniczy przyniósł ponad 3,7 mln zł straty, a neonatologia – ponad 1,6 mln zł. Jednocześnie systematycznie spadała liczba porodów: z 875 w 2022 roku do zaledwie 352 w 2024 roku.
Podjęcie szybkich działań jest niezbędne dla zachowania płynności finansowej spółki – podkreślił wtedy rzecznik urzędu miasta Adrian Lubszczyk.
Mieszkanki Żor, które spodziewają się dziecka, muszą teraz szukać pomocy w szpitalach w sąsiednich miastach.
Siemianowice Śląskie bez porodówki. Powstanie za to specjalne centrum narodzin
Podobna sytuacja ma miejsce w Siemianowicach Śląskich. Tam w 2025 roku odbyło się zaledwie 180 porodów, a prognozy na 2026 rok przewidują spadek do około 150. Władze miasta, w obliczu rosnących strat, zdecydowały się na wygaszenie lokalnej porodówki.
Nie oznacza to jednak pozostawienia pacjentek bez opieki. W ramach współpracy Szpitala Miejskiego w Siemianowicach i Szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach, najpóźniej w lutym 2026 roku ma powstać Bonifratersko-Siemianowickie Centrum Narodzin. Porody będą odbywać się w Katowicach, ale pacjentki pozostaną pod opieką siemianowickich lekarzy w ramach poradnictwa ambulatoryjnego.
Kolejne szpitale zawieszają działalność. Statystyki są alarmujące
Problem spadającej liczby urodzeń dotyczy całego regionu. W połowie grudnia ubiegłego roku działalność części położniczej na sześć miesięcy zawiesił szpital w Myszkowie. Oficjalnym powodem jest rozległy remont i realizacja inwestycji kardiologicznej, na którą placówka otrzymała 20 mln zł z Krajowego Planu Odbudowy. Szpital zapewnia, że po zakończeniu prac oddział wznowi działalność. Jednak i tam liczba porodów była niska – w 2024 roku na poród w Myszkowie zdecydowało się tylko 150 pacjentek.
Dane dla całego województwa śląskiego są alarmujące. Jak podaje Urząd Statystyczny w Katowicach, w 2024 roku urodziło się tu 25,4 tys. dzieci. To o 8,1 proc. mniej niż rok wcześniej i aż o 37,3 proc. mniej niż w 2019 roku. Ten demograficzny kryzys w pierwszej kolejności uderza właśnie w lokalne porodówki.