W niedzielę inspektorzy z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Radzionkowie odebrali dramatyczny telefon. Zgłoszenie dotyczyło psa w typie owczarka niemieckiego, który znajdował się w stanie krytycznym na jednej z posesji w Dąbrowie Górniczej. Jak relacjonują wolontariusze, zwierzę praktycznie konało. Na miejsce natychmiast udała się inspektor wraz z wolontariuszką.
Pies konał na mokrej szmacie. Dramatyczna interwencja w Dąbrowie Górniczej
Na miejscu wolontariusze zastali przerażający widok. Na posesji znajdowały się trzy psy, w tym dwa owczarki kaukaskie oraz umierający owczarek niemiecki. Leżał na mokrej szmacie, nie był w stanie chodzić, trząsł się z bólu i był w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Warunki, w jakich przebywały zwierzęta, były skandaliczne. W miskach zamiast jedzenia znajdowały się pomyje, a woda była zamarznięta. Wszędzie panował brud, zimno i wilgoć.
Na miejsce wezwano patrol Policji. Jak podaje TOZ Radzionków, pracownik schroniska, który również pojawił się na miejscu, odmówił zabezpieczenia psa, mimo jego dramatycznego stanu. W tej sytuacji inspektorzy podjęli decyzję o natychmiastowym odebraniu zwierzęcia i przewiezieniu go do kliniki weterynaryjnej. Wstępna diagnoza była druzgocąca. Pies był skrajnie wyniszczony i odwodniony, miał połamane zęby, chore uszy, grzybicę, a jego ciało pokrywały kołtuny i filce.
Mimo walki, pies nie przeżył. "To było długotrwałe znęcanie się"
Niestety, mimo natychmiastowej interwencji i walki lekarzy, życia psa nie udało się uratować. Z ogromnym bólem wolontariusze poinformowali o jego śmierci. Jak napisali w mediach społecznościowych: "Pies, którego odebraliśmy z posesji w Dąbrowie Górniczej, nie przeżył."
Intensywna diagnostyka w klinice wykazała ogrom cierpienia, jakiego zwierzę doświadczało przez długi czas. Badania ujawniły zaawansowane zwyrodnienie kręgosłupa, zrośnięte kręgi i potężny ból, który trwał miesiącami, a być może nawet latami. Wolontariusze nie mają wątpliwości, co było przyczyną śmierci.
To nie był wypadek. To nie była starość. To było długotrwałe znęcanie się.
Jedynym, co można było zrobić dla umierającego w cierpieniach zwierzęcia, było humanitarne zakończenie jego agonii. "Odszedł nie dlatego, że był chory. Odszedł, bo ktoś pozwolił mu umierać przez długi czas" – podkreślają inspektorzy.
Sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami zapowiada, że nie pozwoli, by śmierć psa została przemilczana i apeluje o nagłaśnianie sprawy, by nie stał się on "tylko kolejną interwencją".