Do prawdziwej tragedii doszło latem ubiegłego roku w Myszkowie w województwie śląskim. Sprawa, która wstrząsnęła lokalną społecznością, będzie miała teraz swój finał w sądzie. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, Tomasz Ozimek, śledczy zebrali materiał dowodowy i skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko 42-letniemu Dariuszowi B. Mężczyzna odpowie za spowodowanie śmiertelnego wypadku w Myszkowie, do którego doprowadził, będąc w stanie nietrzeźwości i pod wpływem środków odurzających.
Polecany artykuł:
Tragiczny finał sąsiedzkiego spotkania
Wszystko rozegrało się 17 lipca 2025 roku. Tego dnia Dariusz B. przyjechał quadem w odwiedziny do swojego 45-letniego sąsiada w Myszkowie. Jak ustalili śledczy, na miejscu mężczyźni wspólnie spożywali alkohol. Kiedy 42-latek postanowił wracać, na jego pojeździe znaleźli się również pasażerowie – jego sąsiad oraz 9-letni syn sąsiada.
Niestety, wspólna przejażdżka ulicą Sikorki zakończyła się dramatem. W pewnym momencie kierujący quadem Dariusz B. stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na lewy pas jezdni, a następnie z dużą siłą uderzył w drzewo. Skutki zderzenia były katastrofalne. 45-letni pasażer odniósł bardzo poważne obrażenia i mimo wysiłków lekarzy, zmarł w szpitalu kilka dni później. Jego 9-letni syn cudem przeżył, jednak doznał licznych złamań i obrażeń wewnętrznych. Chłopiec do dziś wymaga specjalistycznego leczenia, co pokazuje, jak poważny był jego stan.
Wstrząsające ustalenia prokuratury
Badania przeprowadzone tuż po wypadku nie pozostawiły żadnych wątpliwości. Kierujący quadem Dariusz B. miał w organizmie około 1,3 promila alkoholu. To jednak nie wszystko – testy wykazały również obecność amfetaminy. Mężczyzna był więc kompletnie niezdolny do bezpiecznego prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu.
Prokuratura powołała biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, którego opinia jest druzgocąca dla oskarżonego. Jak czytamy w komunikacie prokuratury: „W wydanej opinii biegły ds. rekonstrukcji wypadów drogowych stwierdził, że Dariusz B. naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, poprzez przekroczenie dopuszczalnej prędkości w terenie zabudowanym o 35 km/h oraz przewożenie pasażerów bez kasków”.
Początkowo Dariusz B. nie przyznawał się do winy, tłumacząc, że nie pamięta okoliczności zdarzenia. Jednak na późniejszym etapie śledztwa zmienił zdanie i przyznał się do spowodowania wypadku. Jednocześnie zaprzeczył, by zażywał amfetaminę. Mężczyzna, z zawodu elektromonter, nie był wcześniej karany. Teraz za spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości i pod wpływem substancji psychotropowej może mu grozić kara od 5 do 20 lat pozbawienia wolności. O jego losie zdecyduje sąd.