Małżeństwo pobiło i zamknęło 83-latkę w tapczanie. Konała w męczarniach dla zaledwie 180 zł

W Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej zainaugurowano proces Marka T. oraz Soni T., którzy odpowiadają za ze skrajnym okrucieństwem morderstwo 83-letniej mieszkanki Cieszyna. Starsza pani padła ofiarą brutalnego ataku w trakcie napadu, a sprawcy uwięzili ją w wersalce. Tam, jak informują śledczy, ofiara powoli umierała, błagając o ratunek. Bezpośrednim łupem dwojga bandytów okazało się ostatecznie zaledwie 180 złotych.

Proces Soni T. i Marka T. oskarżonych o zabójstwo 83-latki

Punktualnie o godzinie 9.30 we wtorek, 26 maja ruszyło w Bielsku-Białej postępowanie sądowe. Przed wymiarem sprawiedliwości stanęli Marek T. oraz Sonia T., którzy w 2025 roku sformalizowali swój związek małżeński. Prokuratura zarzuca tej dwójce dopuszczenie się morderstwa na 83-letniej Marii, do którego doszło na tle rabunkowym w jednym z cieszyńskich mieszkań.

Jak wynika z akt prokuratorskich, duet przestępczy dostał się do lokalu starszej pani, wykorzystując perfidny podstęp. Podczas całego zdarzenia to właśnie Sonia T. udawała wykwalifikowaną urzędniczkę z opieki społecznej.

– Powiedziałam, że przysłali mnie, bo jest osobą starszą i mam jej pomagać jako opiekun osób starszych – zeznawała przed sądem.

Gdy właścicielka mieszkania zorientowała się, że sytuacja jest podejrzana, z ukrycia na korytarzu wyłonił się Marek T. W ułamku sekundy na miejscu zdarzenia wywiązała się bardzo gwałtowna szarpanina.

Zeznania Soni T.: „Kobieta krzyczała z tapczanu: ratunku, pomocy”

W trakcie wtorkowego posiedzenia sądu Sonia T. zrekonstruowała drobiazgowo całe zajście. Bez oporów przyznała przed składem orzekającym, że wspólnie ze swoim mężem brutalnie obezwładniali 83-latkę, usiłując za wszelką cenę stłumić jej rozpaczliwe wołania.

– Przytrzymałam ją masą własnego ciała, klęcząc na niej. Marek trzymał jej usta ręką, żeby nie krzyczała – mówiła.

Zaraz po sterroryzowaniu ofiary, małżeństwo wrzuciło staruszkę do wnętrza kanapy, po czym szczelnie ją zatrzasnęli. W następnej kolejności agresorzy przystąpili do pośpiesznego plądrowania wszystkich pomieszczeń.

– Znalazłam tylko 180 zł – zeznała oskarżona.

Zgodnie z wstrząsającą relacją oskarżonej kobiety, z zamkniętego szczelnie mebla nieustannie dobiegały rozpaczliwe okrzyki uwięzionej staruszki, która do ostatnich chwil walczyła o swoje życie.

– Kobieta w wersalce krzyczała: ratunku, pomocy – mówiła przed sądem.

Sprawcy napadu postanowili dodatkowo przygnieść wieko kanapy zgromadzonymi w pokoju taboretami i krzesłami, ponieważ obawiali się zdesperowanej ucieczki 83-latki z pułapki.

Marek T. i Sonia T. tłumaczą się przed sądem

Na etapie postępowania przygotowawczego Sonia T. dzieliła się z policją jeszcze bardziej przerażającymi szczegółami. Kobieta wyznała wprost, że na dźwięk wołania o pomoc uderzała w mebel zaciśniętą pięścią, pragnąc definitywnie uciszyć zamkniętą ofiarę.

Podejrzana wyjawiła ponadto śledczym, że już po opuszczeniu miejsca zbrodni wspólnie z partnerem zaczęli gorączkowo dywagować na temat szans na przetrwanie seniorki.

– Gdyby żyła, chciałam ją unieszkodliwić, tzn. dobić – zeznała wcześniej.

Na sali sądowej kobieta próbowała jednak złagodzić swój wizerunek, przekonując zgromadzonych, iż celowe pozbawienie życia nie znajdowało się w ich wspólnym planie.

– Tak naprawdę nie chciałam zabić tej kobiety. Chodziło o kradzież, a wszystko wymknęło się spod kontroli – tłumaczyła.

Marek T. konsekwentnie zaprzeczał przed sądem oskarżeniom o morderstwo, chociaż na wcześniejszym etapie prokuratorskim podawał zupełnie inne wersje wydarzeń. Zarzekał się głośno, że jego wyłącznym celem było doprowadzenie ofiary do krótkotrwałego omdlenia.

– Dusiłem ją, ale chciałem tylko zblokować tętnicę, żeby nie krzyczała – mówił.

Oskarżony stanowczo zapewniał sędziego, że zbrodnia z pewnością nie była z góry ukartowana, a do popełnienia czynu popchnęła ich tragiczna sytuacja materialna oraz wszechogarniająca bieda.

Ucieczka do Górek Wielkich po zabójstwie dla 180 zł

Zaraz po ewakuacji z okradzionego mieszkania para udała się wprost na pobliską stację paliw, gdzie – według słów Soni T. – wykorzystali zrabowaną gotówkę na zakup zapalniczki oraz kilku paczek papierosów.

Później zabójcy usiłowali zaszyć się w rejonie Górek Wielkich, próbując zmylić trop. Ich wolność nie potrwała jednak długo, gdyż po kilku dobach zostali skutecznie schwytani przez funkcjonariuszy policji.

Organy ścigania zaznaczają stanowczo, że chociaż podejrzani starali się maskować pozostawione po sobie ślady, błyskawiczna identyfikacja była możliwa za sprawą dowodów zebranych na miejscu zbrodni.

Brat 83-letniej Marii wspomina dramatyczne odkrycie

Jeszcze zanim formalnie odczytano akt oskarżenia, przed sądem wypowiedzieli się najbliżsi brutalnie zamordowanej staruszki. Rodzina 83-letniej Marii z trudem powstrzymywała łzy, przypominając jej ogromne zaangażowanie w bezinteresowną pomoc drugiemu człowiekowi.

– Ciocia była bardzo dobrą kobietą. Pomagała innym ludziom i zwierzętom. Chyba dlatego, że wychowywała się w domu, gdzie było jedenaścioro dzieci. Była niespełnioną matką, dwóch jej narzeczonych zginęło tragicznie. Nigdy nie miała dzieci, nie założyła rodziny i chyba pomagając innym sobie to kompensowała. Bała się też samotności. Dochodzimy ciągle do siebie po tym morderstwie. Ciocia na to nie zasłużyła – mówiła bratanica zamordowanej, Bogusława.

Traumatyczne szczegóły dotyczące momentu odnalezienia zwłok opisał w przejmujących słowach brat zmarłej, 73-letni Jerzy B., który jako jeden z pierwszych dotarł do tragicznego miejsca.

– Zadzwoniła do mnie koleżanka Marii, że nie może się z nią skontaktować. Pojechałem na miejsce. Zobaczyłem, że w mieszkaniu jej nie ma, a samo mieszkanie było splądrowane. Widziałem też kule, przy pomocy których się przemieszczała. Najpierw pomyślałem, że coś się stało i poszedłem do szpitala na oddział ratunkowy. Nie było jej tam, więc od razu poszedłem na policję – relacjonował.

Jak z bólem wspominał przed wymiarem sprawiedliwości, to dopiero podczas powrotu do lokalu z patrolem policyjnym doszło do tego koszmarnego i ostatecznego potwierdzenia ich najgorszych obaw.

– Policjant zwrócił uwagę na fotele. Ona miała takie duże, ciężkie fotele i one były postawione na wersalce. Kiedy ją otworzyliśmy, zobaczyłem siostrę – mówił poruszony mężczyzna.

Rodzina zamordowanej wskazuje zgodnie, że najbardziej druzgocący w tej zbrodni jest niewyobrażalny fakt, iż staruszka została siłą wepchnięta do mebla jeszcze za życia.

– Ona im pomagała. Chcieli pieniędzy. Z tego co wiem zabrali 180 zł. Zapewne liczyli na większy łup, bo myśleli, że pierwszego dnia miesiąca dostanie emeryturę. A Maria dostawała pieniądze dopiero szóstego dnia miesiąca. Najbardziej nas przeraża, że oni jeszcze żywą wrzucili ją do tej wersalki i zostawili tam. Umierała w męczarniach – dodał brat ofiary.

Kary dożywotniego więzienia dla zabójców seniorki

Należy wspomnieć, że do znalezienia zwłok przyczyniła się przyjaciółka 83-letniej Marii, którą mocno zaniepokoiło nagłe urwanie kontaktu ze starszą panią. W towarzystwie brata ofiary weszli do lokalu, gdzie od razu rzuciły im się w oczy ślady bałaganu po złodziejach.

Funkcjonariusze policji zlokalizowali martwą kobietę bezpośrednio w pojemniku tapczanu. Zlecona przez prokuratora sekcja zwłok jednoznacznie potwierdziła, że bezbronna ofiara poniosła śmierć w wyniku morderstwa.

Sonia T. wraz z Markiem T. za swoje czyny mogą trafić do zakładu karnego nawet do końca życia. Sąd zaplanował kolejną odsłonę tego wstrząsającego procesu na czerwiec.