Gorący protest pod schroniskiem w Bytomiu
W sobotę, 17 stycznia o godz. 10 miał się odbyć milczący protest przeciwko działaniom, do jakich dochodziło w schronisku dla zwierząt w Bytomiu. Milczący, bowiem czwartkowe oświadczenie prezydenta Bytomia Mariusza Wołosza nie pozostawiało złudzeń. Dotychczasowy operator zostaje odwołany i wkrótce powinien się zwinąć ze schroniska. Organizatorzy prosili o przyniesienie nawet zniczy.
To wydarzenie jest wyrazem solidarności społecznej, troski o los zwierząt oraz potrzeby transparentności, odpowiedzialności i realnych zmian.Przychodzimy w ciszy, ale z jasnym przekazem: życie i dobrostan zwierząt nie są opcją – są obowiązkiem. Zabierz ze sobą znicz, symbol pamięci lub po prostu swoją obecność. Niech nasza liczba pokaże, że Bytom i cała Polska patrzą - czytamy na stronie organizatora.
Zamiast jednak zniczy przyniesiono transparenty i kartki, na których można było przeczytać m.in.: "krew nie znika od milczenia", "To miejsce łamie prawo i sumienie", "Ich jedyną winą jest istnienie", "Sprawiedliwość dla zwierząt", "Dość legalnego okrucieństwa". W piątek w Bytomiu doszło do spotkania Dody z prezydentem Mariuszem Wołoszem i operatorem schroniska - Anną Kornas. Celebrytka transmitowała całe spotkanie w social mediach. W sobotę jednak pod schroniskiem się nie pojawiła. Byli za to inni bardziej, bądź mniej znani celebryci oraz politycy, w tym bytomski radny Maciej Bartków, który od miesięcy wykazywał nieprawidłowości związane ze schoniskiem, poseł Łukasz Litewka, który dzień wcześniej zorganizował sesję adopcyjną podopiecznych schroniska. Pojawiła się także Laluna znana z programu "Królowe życia" czy Andrzej Tańcula - twórca federacji Prime Show MMA.
Schronisko zamknięte. "Decyzja wynika z zagrożeń bezpieczeństwa"
Najważniejszą kwestią, do jakiej miało dojść w sobotę, była akcja adopcyjna zwierzaków ze schroniska, by uratować je przed złymi warunkami. Z tego powodu na miejscu był poseł Litewka. Do adopcji nie doszło, bo schronisko było zamknięte na cztery spusty, choć normalnie w sobotę powinno działać. Na bramie była tylko kartka z następującą informacją:
W dniu 17.01.2026 schronisko jest zamknięte dla odwiedzających.
Decyzja wynika z zagrożeń bezpieczeństwa
spowodowanych falą hejtu i gróźb.
Opieka nad zwierzętami odbywa się bez przerw.
Za powstałe utrudnienia przepraszamy.
Adopcja zwierząt będzie się odbywać od 19.01.2026
w godz. od 10 do 16.
Zapraszamy!!!
Wcześniej, pod schroniskiem pojawił się powiatowy lekarz weterynarii, który przez długi czas odpowiadał na pytania protestujących dotyczących m.in. kontroli, jakie odbywały się w tym miejscu. Działo się tak do momentu, kiedy nie pojawiła się Laluna, która zamiast porozmawiać z nim merytorycznie, zwyzywała go nie dając mu dojść do głosu, przez co ten się wycofał i opuścił protestujących.
"Gdzie jest Wołosz! Jedziemy do niego pod dom!"
Protestujący domagali się, aby na miejsce przyjechał prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, do czego nie doszło, stąd zaproponowano, że wszyscy pojadą pod jego dom, do czego też nie doszło. Następnie padł pomysł, aby jechać pod dom operatora schroniska. Jak się jednak okazało, że jej dom znajduje się dość daleko od schroniska, z pomysłu również zrezygnowano.
Poza tym protestujący domagają się dwóch rzeczy: jak najszybszego usunięcia obecnego operatora schroniska i jak najszybszego zapewnienia dobrych warunków zwierzętom, czy to poprzez adopcję, czy doinwestowanie schroniska. Brane jest też pod uwagę (o czym wspominały władze miasta) całkowite zlikwidowanie schroniska i przeniesienie zwierząt do najbliższych tego typu miejsc.
Sam operator schroniska jeszcze przed godz. 10 opublikował oświadczenie, że "Po załatwieniu wszystkich formalności (...) przekaże obiekt Przedstawicielom Urzędu Miasta. To oświadczenie ma na celu zatrzymywanie niekontrolowanej fali przemocy i nienawiści, podsycanej przez osoby publiczne". Na koniec, podobnie jak dzień wcześniej, operator poinformował, że wejdzie na drogę sądową, aby bronić swojego dobrego imienia.