Makabra w Siemianowicach Śląskich. Prokuratura ujawnia nowe fakty w sprawie śmierci rodziny

2026-05-11 12:56

Od tragicznego odkrycia w śląskim mieście minęło kilka miesięcy, a śledczy nadal próbują ustalić, dlaczego zginęła trzyosobowa rodzina z Siemianowic Śląskich. Prokuratura przedstawiła najnowsze ustalenia z badań toksykologicznych i histopatologicznych, które mają pomóc w rozwiązaniu tej niezwykle tajemniczej sprawy.

Tajemnica śmierci rodziny z Siemianowic. Są nowe wyniki badań

i

Autor: Art Service/Super Express (3)

Siemianowice Śląskie: Częściowe wyniki po śmierci trzyosobowej rodziny

Pod koniec lutego przy ulicy Alfonsa Zgrzebnioka w Siemianowicach Śląskich służby natrafiły na wstrząsający widok. W jednym z lokali odnaleziono martwe małżeństwo 95-latków, Stanisławę i Zbigniewa R., oraz ich około 60-letniego syna Jerzego. Zmarli przebywali w zamkniętym mieszkaniu przez dłuższy czas, a o dramacie nikt w okolicy nie miał pojęcia.

Mimo upływu wielu tygodni od odnalezienia ciał, organy ścigania wciąż nie ustaliły bezpośredniego powodu zgonu bliskich. Przeprowadzona sekcja zwłok nie dostarczyła ostatecznych odpowiedzi, dlatego do rozwiązania sprawy niezbędne stały się zaawansowane analizy toksykologiczne oraz histopatologiczne.

Prokurator Beata Cedzyńska z Prokuratury Rejonowej w Siemianowicach Śląskich poinformowała dziennikarzy „Super Expressu”, że na biurka śledczych trafiły już początkowe ekspertyzy dotyczące 95-letniego seniora.

– Otrzymaliśmy wyniki badań histopatologicznych 95-letniego mężczyzny. W jego organizmie wykryto leki związane z chorobami, na które się leczył, jednak żadne ze stężeń nie przekraczało dopuszczalnych norm – powiedziała prok. Cedzyńska.

Wynika z tego, że na obecnym etapie postępowania wyklucza się intencjonalne przedawkowanie medykamentów bądź celowe otrucie. Organy ścigania zaznaczają, że cały czas spodziewane są kolejne specjalistyczne opinie.

– Nadal czekamy na dalsze wyniki badań histopatologicznych. To bardzo czasochłonny proces. Pobrane wycinki muszą być poddawane działaniu różnych odczynników i szczegółowym analizom – wyjaśniła prokurator.

Warto przypomnieć, że już na wczesnym etapie dochodzenia kategorycznie odrzucono hipotezę o śmiertelnym zatruciu czadem. Na zwłokach nie stwierdzono także żadnych śladów urazów fizycznych, co pozwala wyeliminować udział osób trzecich. Z kolei nieznaczne stężenie alkoholu było wyłącznie skutkiem naturalnego procesu gnicia ciał.

Śledztwo w Siemianowicach Śląskich trwa. Sąsiedzi w szoku po tragedii

Do tej pory zagadką pozostaje chronologia makabrycznych zdarzeń, ponieważ nie udało się ustalić, czy wszyscy domownicy zmarli w tym samym czasie. Postępujące procesy rozkładu skutecznie utrudniły wskazanie dokładnego momentu śmierci poszczególnych osób.

Lokalne środowisko nadal nie potrafi otrząsnąć się po tych tragicznych doniesieniach. Bliscy byli postrzegani jako ludzie spokojni i stroniący od kontaktów towarzyskich. Ze względu na zaawansowany wiek 95-latkowie praktycznie nie opuszczali swoich czterech kątów, a codzienne zakupy robił im 60-letni syn. Sygnałem alarmowym dla jednej z sąsiadek stało się dopiero światło, które bez przerwy paliło się w oknach mieszkania.

Postępowanie toczy się z paragrafu dotyczącego nieumyślnego spowodowania śmierci. Pracujący nad sprawą prokuratorzy zaznaczają jednak, że ostateczne wnioski i dokładny przebieg dramatu poznamy dopiero po zebraniu kompletu wyników z laboratoriów.

Właśnie w tym miejscu zamieszkiwała zmarła rodzina.