Zabiła 2-letniego synka, a potem oskarżała braciszka

2026-05-11 10:16

Dramat w Mysłowicach. Dwuletni Mareczek zginął we własnym domu. Jego matka, Magdalena W., początkowo twierdziła, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Kobieta przekonywała również, że winę za śmierć chłopca ponosi jego czteroletni brat, Wiktor. Ostatecznie ustalono, że to matka jest morderczynią. Sąd Apelacyjny w Katowicach podjął ostateczną decyzję w tej bulwersującej sprawie.

Uduszony 2-latek w Mysłowicach. Makabryczne ustalenia

Tragedia rozegrała się 17 maja 2022 roku w Mysłowicach, w bloku przy ulicy Wielka Skotnica. W mieszkaniu przebywała Magdalena W., jej partner oraz dwoje małych dzieci – czteroletni Wiktor i dwuletni Marek. Od samego rana w domu wybuchały kłótnie. Po awanturze mężczyzna postanowił opuścić mieszkanie, jednak kobieta wciąż do niego wydzwaniała. W rezultacie po pewnym czasie partner wrócił. Na miejscu odkrył z przerażeniem, że dwuletni Marek nie daje znaków życia. Natychmiast wezwał pomoc i podjął próbę reanimacji, jednak życia dziecka nie udało się uratować.

Kiedy doszło do tragedii, w mieszkaniu była wyłącznie Magdalena W. z dwójką dzieci. Kobieta utrzymywała, że chłopiec zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Według jej relacji, zasnęła, gdy chłopcy bawili się w jednym z pokoi. Po przebudzeniu miała usłyszeć od czteroletniego Wiktora, że zamknął młodszego brata w skrzyni wersalki, w której dwulatek miał się udusić.

"Gdy znalazłam Marka, on miał głowę w tym pojemniku w wersalce. Podniosłam go, był leciutki i głowa mu leciała. Zaczęłam się drzeć na Wiktora: „Coś ty zrobił, Marek nie żyje!”. Wiktor mi powiedział, że otworzył narożnik i zamknął Marka w środku. Zadzwoniłam po partnera. Nie zadzwoniłam na pogotowie, bo byłam w szoku"

Magdalena W. oskarżona. Proces po morderstwie

Śledczy nie dali jednak wiary zeznaniom Magdaleny W. Zgromadzone dowody doprowadziły do oskarżenia matki o morderstwo. Kobieta ostatecznie stanęła przed sądem. Prokuratura zwracała uwagę, że oskarżona nie tylko zabiła dziecko, ale również regularnie znęcała się nad swoimi synami. Jako dowód śledczy zaprezentowali nagranie z telefonu czteroletniego Wiktora, na którym zarejestrowano agresywne zachowanie kobiety wobec dzieci i padające pod ich adresem wulgaryzmy.

W kwietniu 2024 roku Sąd Okręgowy w Katowicach wymierzył kobiecie karę 15 lat pozbawienia wolności. Prokuratura uznała jednak wyrok za zbyt niski i wniosła apelację. Śledczy domagali się dla oskarżonej dożywocia, twierdząc, że Magdalena W. działała z zamiarem bezpośrednim, celowo doprowadzając do śmierci swojego syna.

Z kolei obrońca kobiety wnosil o uniewinnienie, do końca utrzymując, że jego klientka nie popełniła zarzucanej jej zbrodni. Podobną linię obrony przyjęła też Magdalena W.

"Jestem niewinna, krzywdy bym nie zrobiła synowi. Jestem osobą nerwową, mam skłonność do agresji, ale nie pozbawiłam życia syna. Wcześniej też straciłam dziecko, ale to była śmierć łóżeczkowa. Nie jestem mamą idealną, lecz kochałam swoje dzieci. Na tej sali wszyscy myślą o mnie źle, myślą że jestem zwyrodnialcem. To nieprawda"

Sąd Apelacyjny w Katowicach wydał ostateczny wyrok

Sprawa trafiła w końcu do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Instancja odwoławcza podzieliła ocenę co do bezpośredniego zamiaru pozbawienia życia dwulatka. Sędziowie uznali, że materiał dowodowy – zarówno zeznania, jak i opinie biegłych – jest wyczerpujący i logiczny. Ostatecznie apelacje złożone przez prokuraturę i obronę zostały odrzucone, a sąd podtrzymał karę 15 lat więzienia. Uznano ją za współmierną do stopnia winy i wcześniejszej niekaralności oskarżonej.

"Sąd rozważał karę 25 lat pozbawienia wolności, ale uznał, że taka kara byłaby zbyt surowa"

Sędzia Witold Mazur zaznaczył również, że to właśnie matka odpowiada za tragedię w Mysłowicach, a dowody w pełni obaliły podawaną przez oskarżoną wersję zdarzeń.

"Bezpośrednią przyczyną zgonu było gwałtowne uduszenie na skutek zatkania ust i nosa, co doprowadziło do zgonu. Wykluczono, był był to wypadek. Dowody nie wskazują ponadto, by starszy brat przyczynił się do śmierci chłopca, a całość obrażeń ofiary powstała w mechanizmie zatkania otworów oddechowych. Nie mogły one powstać w wyniku zamknięcia wieka tapczanu, nie mógł też starszy brat udusić młodszego, używając swoich rąk"

Pokój Zbrodni - Czarna Mańka