Królowa śląskich serc. Księżna Daisy pomagała biednym i potrzebującym

i

Autor: Agata Olejarczyk I James Lafayette (Wikimedia Commons - domena publiczna)

Ciekawostki historyczne

Królowa śląskich serc. Księżna Daisy pomagała biednym i potrzebującym

2025-04-03 16:01

Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, znana jako księżna Daisy zasłynęła swoją działalnością charytatywną. Dzięki jej zaangażowaniu udało się zmniejszyć wskaźnik umieralności wśród niemowląt w Wałbrzychu i oczyścić rzekę Pełcznicę, która była źródłem wielu epidemii.

Daisy organizowała koncerty charytatywne

Daisy od dziecka lubiła występować na scenie. W wieku 16 lat pojechała z rodzicami na wycieczkę do Florencji, gdzie jej głos sprawdził dyrektor florenckiej opery Luigi Vannuccini. Okazało się, że młoda arystokratka ma smykałkę do śpiewania. Przez krótki czas uczyła się we Włoszech śpiewu, lecz jej marzenia o karierze śpiewaczki przekreślił dur brzuszny, który zmusił ją do powrotu do Anglii. Daisy jednak wykorzystała swój talent w późniejszych latach, gdy jako mężatka zaczęła organizować koncerty charytatywne.

Daisy nie mogła zająć się śpiewem zawodowo, bo "niemiecka księżna nie występuje na scenie", jak powiedział jej mąż. Ale od czasu do czasu księżna urządzała charytatywne koncerty, podczas których śpiewała przed publicznością. W Chatsworth w okresie noworocznym organizowano spotkania, podczas których arystokratki wystawiały spektakle. Daisy brała w nich udział, gdy tylko była w Anglii – mówi Sylwia Smolarek-Grzegorczyk, kuratorka Muzeum Zamkowego w Pszczynie.

Tak wyglądała księżna Daisy Hochberg von Pless, jedna z najpiękniejszych kobiet epoki edwardiańskiej

Śląsk Radio ESKA Google News

Księżna Daisy urządziła gwiazdkę dla dzieci w Pszczynie

Fakt występów Daisy przyprawiał niemieckich arystokratów o ból głowy. Ona jednak nic sobie z tego nie robiła. Mało tego, z biegiem lat robiła się coraz bardziej niezależna. Początkowo mąż nie pozwalał jej brać powozu, by mogła odwiedzić ubogich i chorych. Takie zachowanie również uważano za "nieksiążęce". W końcu Daisy przestała go pytać i po prostu zaczęła działać.

– Daisy jeździła z wizytami do okolicznych mieszkańców, rozmawiała z nimi, ściskała im ręce. W swoich pamiętnikach pisała, że podczas świąt Bożego Narodzenia w 1902 r. w ciągu 7 dni uścisnęła ręce 4 tysiącom osób. To dla niej było powodem do dumy – opowiada kuratorka.

Sam fakt pomagania ubogim nie był niczym niezwykłym, przynajmniej w rodzinie Hochbergów. Od żon arystokratów niemieckich oczekiwano, by angażowały się w działalność dobroczynną. Ida, pierwsza żona Jana Henryka X Hochberga (dziadka Jana Henryka XV, męża Daisy) udzielała się charytatywnie na szeroką skalę. Po jej śmierci założono fundację jej imienia, która kontynuowała jej działania.

Bogactwem z potrzebującymi dzielił się również Jan Henryk XI, teść Daisy, który stworzył dla swoich pracowników nowoczesne rozwiązania socjalne, takie jak bezpłatne leczenie i lekarstwa, zasiłki chorobowe i pogrzebowe, renty inwalidzkie, darmowe mieszkania, ogródki działkowe, szkoły i przedszkola. Na jego innowacyjnych pomysłach wzorował się Bismarck, wprowadzając zmiany do ustawodawstwa socjalnego w całych Niemczech.

Daisy poszła jednak o krok dalej. Przykładem mogą posłużyć święta Bożego Narodzenia. Zgodnie z rodzinną tradycją przygotowywali świąteczne prezenty dla ubogich.

Daisy w swoich wspomnieniach zwróciła uwagę, że całe przedsięwzięcie było źle zorganizowane. Ludzie często musieli przebyć długą drogę w śniegu i mrozie, by dotrzeć do pałacu, a później czekali kolejne kilka godzin, żeby otrzymać upominek. Nie dostawali przy tym jedzenia ani picia. Problemem była też jakość zabawek dla dzieci. Były tak tandetne i marne, że Daisy wstyd było je rozdawać. Dlatego uznała, że osobiście zajmie się organizacją. Dbała o to, by ludzie dostawali dobrej jakości prezenty. Do paczek pakowano zabawki, pierniki, orzechy, strucle, jabłka, czasami jakieś szaliki. Na zamku w Pszczynie urządziła nawet gwiazdkę dla dzieci – opowiada pani Sylwia.

Daisy pomogła zwalczyć epidemię tyfusu w Wałbrzychu

Bez wątpienia największym projektem, za który wzięła się Daisy było oczyszczenie Pełcznicy przepływającej przez Wałbrzych. Mieszkańcy czerpali wodę do picia z rzeki, do której wpływały nieczystości. W rezultacie co jakiś czas w mieście wybuchała epidemia tyfusu.

Poza tym rzeka wydzielała bardzo nieprzyjemny zapach, który docierał aż do Książa. Oczyszczenie rzeki leżało więc w interesie księżnej. Zwróciła ona uwagę na problem już na początku XX wieku, ale z początku rodzina niemiecka nie chciała się angażować. Dlatego trzeba było szukać funduszy gdzieś indziej – tłumaczy muzealniczka.

Daisy interweniowała w sprawie Pełcznicy we Wrocławiu, napisała też do cesarza i spotkała się z niemieckim ministrem finansów. O środki prosiła lokalnych przedsiębiorców, w końcu namówiła swojego teścia, który pokrył 1/5 kosztów. Udało jej się uzyskać opinię znanego wrocławskiego bakteriologa, który przygotował szereg zaleceń. Sprowadziła też inżynierów z Anglii, którzy pod przywództwem doktora Greena przygotowali projekt systemu kanalizacji. Przedsięwzięcie zrealizowano w latach 1907-1912. Okazało się sukcesem – ostatnią epidemię tyfusu w wałbrzyskiej dzielnicy Stary Zdrój odnotowano w 1911 roku.

Księżna ufundowała szkołę dla niepełnosprawnych dzieci

Kolejnym problemem w Wałbrzychu, który księżna pomogła rozwiązać był wysoki wskaźnik umieralności niemowląt. Wynosił on ponad 45 procent, a w Starym Zdroju nawet 76 procent. Wpływ na sytuację miała niska jakość mleka krowiego i brak wiedzy wśród matek, które podawały go maluchom bez przegotowania. Wzorując się na programie "Krople mleka" popularnym na północy Francji, w dobrach książęcych przygotowano sieć stacji z darmowym, pasteryzowanym mlekiem dla niemowląt.

Daisy zainteresowała się również losem niepełnosprawnych dzieci żyjących w okolicach miasta. Z pomocą urzędnika administracji książęcej przygotowała projekt szkoły, w której niepełnosprawna młodzież mogła nauczyć się czytać i pisać, a także poznać podstawy zawodu. Wychowankowie ośrodka byli też objęci opieką medyczną.

Sylwia Smolarek-Grzegorczyk, kuratorka Muzeum Zamkowego w Pszczynie: – Daisy samodzielnie szukała środków na utworzenie szkoły, organizując koncerty w Szczawnie-Zdroju i Wrocławiu. Podczas pierwszego występu udało jej się zebrać 1900 marek, co stanowiło znaczną kwotę. W końcu udało jej się namówić męża, który finansował szkołę aż do 1933 roku.

Daisy sprawiła, że śląskie koronki znów stały się modne

Księżna spędziła lata na walce o lepszy byt koronczarek z okolic Jeleniej Góry. Ich wyroby zyskały popularność w 1889 roku, kiedy cesarzowa zamówiła dla swojej siostry welon ślubny wykonany ze śląskich koronek. Niestety, z czasem ich jakość spadła, co postanowiono zmienić przy pomocy dotacji. Trafiały one do przedsiębiorców, którzy wspierali wytwórstwo ręczne. W rzeczywistości pośrednicy zagarniali cały dochód ze sprzedaży dla siebie, skazując koronczarki na życie w nędzy.

Daisy miała okazję poznać ich ciężki los, gdy była na wycieczce w Karkonoszach. Postanowiła temu zaradzić. Zwróciła się o pomoc do cesarzowej niemieckiej, która zgodziła się urządzić wystawę koronek śląskich w ekskluzywnym hotelu przy placu Poczdamskim w Berlinie. Koronki zrobiły furorę wśród pań z wyższych sfer i moda na śląskie wyroby wróciła na salony. Daisy założyła też bezpłatne szkoły, w których koronczarki mogły uzyskać odpowiednie wykształcenie. Cały dochód ze sprzedaży wyrobów trafiał do koronczarek i na potrzeby ośrodka – podkreśla pani Sylwia.

Szkoła miała 14 filii i liczyła ponad 150 podopiecznych. Daisy założyła nawet sklep z koronkami w Jeleniej Górze. Biznes z czasem się rozrósł, a punkty sprzedaży koronek można było znaleźć w lokalnych uzdrowiskach i miejscowościach uzdrowiskowych, a także Berlinie, Monachium, Hanowerze, Hamburgu i Królewcu. Księżna rozpoczęła nawet negocjacje z włoskimi producentami koronek. Niestety, rozwój projektu przerwał wybuch I wojny światowej.

Daisy podchodziła do pomagania niezwykle emocjonalnie. Bardzo się angażowała w sprawy społeczne, szczerze przejmowała się losem swoich poddanych. Jej działalność dobroczynna do dziś stanowi przykład do naśladowania – podsumowuje Sylwia Smolarek-Grzegorczyk.

Tak żyła księżna Daisy w pałacu w Pszczynie