Historia pani Mirelli ze Świętochłowic stała się jedną z najbardziej poruszających spraw społecznych ostatnich miesięcy. Kobieta przez 27 lat niemal nie opuszczała mieszkania, w którym mieszkała razem z rodzicami. O jej losie opinia publiczna dowiedziała się dopiero latem 2025 roku, kiedy trafiła do szpitala.
Raport wojewody wykazał liczne błędy
Teraz światło na działania instytucji publicznych rzuca kontrola przeprowadzona przez służby wojewody śląskiego. Jak podaje "TVN24" Urzędnicy sprawdzili, jak Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach prowadził pracę socjalną na rzecz kobiety. Ich wnioski są bardzo krytyczne.
Według ustaleń kontrolerów potrzeby pani Mirelli i jej rodziny zostały źle rozpoznane, a zaproponowana pomoc nie była adekwatna do sytuacji. W raporcie wskazano również na brak odpowiedniej współpracy pomiędzy pracownikami socjalnymi, a także między instytucjami, które mogły wspierać kobietę.
Według informacji "TVN24" kontrola wykazała także problemy z nadzorem nad działaniami ośrodka. W konsekwencji stanowisko straciła dyrektorka MOPS. Samą kontrolę zakończono kilka tygodni temu, jednak jej wyniki upubliczniono dopiero 7 kwietnia.
Polecany artykuł:
27 lat w izolacji w czterech ścianach
Pani Mirella ma dziś 43 lata i całe życie mieszkała z rodzicami w jednym z bloków w Świętochłowicach. Gdy była nastolatką, została – na wniosek rodziców – wykreślona z listy uczniów liceum. Od tego momentu praktycznie przestała pojawiać się publicznie. Sąsiedzi przez lata byli przekonani, że wyjechała z miasta lub zaginęła.
Dopiero 29 lipca 2025 roku kobieta opuściła mieszkanie w asyście policji i została przewieziona karetką do szpitala. Po dwóch miesiącach leczenia wróciła do domu. Obawiając się, że ponownie zostanie odizolowana od świata, sąsiedzi nagłośnili historię w internecie. Sprawa szybko trafiła do mediów i wywołała ogólnopolską dyskusję.
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej dowiedział się o sytuacji kobiety dwa dni po jej hospitalizacji. Pierwsze działania polegały głównie na uporządkowaniu spraw formalnych. Pani Mirella nie miała wcześniej nawet dowodu osobistego ani ubezpieczenia zdrowotnego.
W kolejnych miesiącach uzyskała dokument tożsamości, orzeczenie o niepełnosprawności, decyzję o całkowitej niezdolności do pracy oraz świadczenia – rentę socjalną i zasiłek pielęgnacyjny.
Jednocześnie rozpoczęto działania mające pomóc kobiecie wrócić do życia społecznego. Kontrolerzy zwracają jednak uwagę, że nastąpiło to z dużym opóźnieniem. Pierwszy kontakt pracownika socjalnego z panią Mirellą miał miejsce dopiero 15 września, czyli ponad półtora miesiąca po jej wyjściu z wieloletniej izolacji.
Opóźniona pomoc i brak koordynacji
Według raportu także usługi opiekuńcze nie zostały wdrożone od razu po powrocie kobiety do domu. Pomoc w codziennym funkcjonowaniu zaczęła być udzielana dopiero pod koniec października, mimo że lekarze zalecali wcześniejsze wsparcie.
Dodatkowo osoba, która zajmowała się opieką nad panią Mirellą, nie miała odpowiednich kwalifikacji do pracy z osobą w tak trudnej sytuacji zdrowotnej i społecznej. Kontrolerzy wskazali również na brak koordynacji między pracownikami MOPS oraz słabą współpracę z innymi instytucjami – policją, lekarzami czy sąsiadami kobiety.
Według władz miasta pani Mirelli proponowano różne formy wsparcia, m.in. asystenta osoby z niepełnosprawnością czy udział w zajęciach środowiskowego domu samopomocy. Kobieta jednak nie zdecydowała się na skorzystanie z tych propozycji.
Kontrolerzy zwrócili też uwagę, że nie zaproponowano jej mieszkania wspomaganego – formy lokalu, w którym osoby wymagające wsparcia uczą się samodzielności pod opieką specjalistów.
Na początku tego roku rodzina odmówiła dalszej pomocy ze strony instytucji. W związku z tym MOPS skierował do sądu wniosek o umieszczenie pani Mirelli w domu pomocy społecznej bez jej zgody. Postępowanie w tej sprawie jest w toku, a sąd ma powołać biegłego psychiatrę.
Sprawą zajmuje się także prokuratura
Historia pani Mirelli ma także wątek karny. Od października ubiegłego roku prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące możliwego pozbawienia wolności kobiety.
Raport pokontrolny wojewody wskazuje również, że w rodzinie powinna zostać rozważona procedura Niebieskiej Karty, która służy przeciwdziałaniu przemocy domowej.
Sprawa wciąż pozostaje otwarta i nadal budzi wiele pytań – zarówno o sytuację samej pani Mirelli, jak i o to, czy instytucje publiczne mogły zareagować wcześniej.