Zniszczony kompleks gastronomiczny przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie w Piekarach Śląskich spłonął w nocy z 16 na 17 maja ubiegłego roku. Płomienie błyskawicznie strawiły budynek mieszczący popularną pizzerię oraz restaurację. Interweniującym strażakom udało się ostatecznie opanować żywioł, jednak wnętrza obu działalności wraz z całym wyposażeniem uległy całkowitemu zniszczeniu. Do chwili obecnej spalony obiekt nie doczekał się odbudowy przez właścicieli.
Szybko okazało się, że za ten dramat nie odpowiada przypadek. Kamery monitoringu uchwyciły wewnątrz mężczyznę, który poruszał się niepewnym krokiem i sprawiał wrażenie osoby nietrzeźwej lub pod wpływem innych środków. Niezapowiedziany gość spacerował po sali, nalał sobie dwa piwa, a nawet wchodził na krzesło, z którego w pewnym momencie runął na ziemię. Kiedy w pomieszczeniu pojawiło się zadymienie, intruz wylał zawartość kufla z piwem na rodzące się płomienie. Mężczyznę nagrała wyłącznie kamera barowa, przez co często znikał z kadru urządzenia. Żadne z nagrań nie zarejestrowało samego momentu podłożenia lub zaprószenia ognia.
Sprzęt nagrywający nie uwiecznił jednak tamtej nocy obecności żadnych innych osób. Rejestracja obrazu skończyła się dokładnie w chwili, gdy ogień zaczął się szybko rozprzestrzeniać. Podejrzany 26-latek trafił do aresztu kilka dni po pożarze, a wyszedł na wolność dopiero trzydziestego czerwca bieżącego roku. Mężczyzna nie pojawił się osobiście na ogłoszeniu wyroku w piątek 10 lipca.
W sali rozpraw zjawili się natomiast jego obrończyni oraz rodzice, którzy nie kryli ogromnego rozgoryczenia po usłyszeniu sentencji. Od razu zadeklarowali, że przy wsparciu pełnomocników prawnych złożą apelację od tego wyroku do sądu wyższej instancji.
Syn jest niewinny. Nie podpalił restauracji. Na pewno złożymy apelację – stwierdziła matka Kamila N.
Orzekający w tej sprawie sędzia Robert Kamiński uznał winę oskarżonego Kamila N. za absolutnie bezsporną.
Sąd uwzględnił podczas orzekania młody wiek sprawcy oraz brak wcześniejszych wyroków za poważne naruszenia prawa. Wymierzona kara trzech lat i dwóch miesięcy pozbawienia wolności oznacza dla oskarżonego perspektywę spędzenia za kratkami jeszcze ponad dwóch lat. Na poczet tej kary zaliczono mu bowiem dotychczasowy okres spędzony w tymczasowym areszcie.
Wymiar sprawiedliwości zdecydował ponadto o nałożeniu dotkliwych obciążeń finansowych na skazanego. Posiadacze zrujnowanego budynku oraz właściciele lokali mają otrzymać nawiązki w wysokości od 150 tysięcy do 200 tysięcy złotych w ramach rekompensaty.
Reprezentujący poszkodowanych przedsiębiorców mecenas Krzysztof Pietrasiński wyraził duże zadowolenie z takiego finału sądowego postępowania.
Materiał dowodowy nie pozostawia wątpliwości co do winy oskarżonego. Ma rację obrona, że sam fakt wzniecenia pożaru nie został zarejestrowany na nagraniach z monitoringu. Natomiast jest długa sekwencja pokazująca, że oskarżony jest w środku, znajduje się przy barze. W ocenie sądu ten monitoring pozwala na stwierdzenie, że tylko on był wtedy na terenie restauracji. Ponadto zeznania pani mieszkającej w pobliżu, która słyszała, że oskarżony wybija szybę i ucieka z lokalu. W pełni też podzielam zdanie obrony, ze pan Kamil nie zachowywał się jak osoba, która przyszła do restauracji by ją spalić czy zniszczyć. Jednak nie taki był zarzut. Prokuratura nigdy nie prowadziła postępowania pod tym kątem, że było to działanie celowe. Gdyby to założyć, to trzeba by prowadzić postępowanie w kierunku zniszczenia mienia. Oskarżony wewnątrz restauracji zachowywał się niefrasobliwie, oględnie mówiąc. Pozostawił na miejscu kurtkę, wraz z paszportem. To wskazuje jednoznacznie, że nie było to działanie z góry zaplanowane, obliczone na zniszczenie lokalu. Natomiast zachowanie oskarżonego bez wapienia realizowało znamiona art. 163 par. 1 Kodeksu karnego, (sprowadzenie zdarzenia powszechnie niebezpiecznego – przyp. red.) przy czym w ocenie sądu nie było to działanie umyślne. Tutaj należy przywołać chociażby stan upojenia alkoholowego oskarżonego – uzasadniał sędzia swą decyzję.
Biegli wskazali, że do pożaru doszło w wyniku zapalenia palników w kuchence w lokalu, co z kolei doprowadziło od zapalenia się znajdującej się w garnkach frytury. Wersja zdarzeń zakładająca, że ktoś z personelu lokalu zapomniał włączyć palniki nie znajduje potwierdzenia w kontekście opinii biegłego z zakresu pożarnictwa. Ten jednoznacznie wskazał, że gdyby palniki zostały niewyłączone przez roztargnienie któregoś z pracowników, to do pożaru doszło by znacznie wcześniej. Udział osób trzecich w tej sprawie jest całkowicie nieprawdopodobny. Tak samo jak teza, że oskarżony działał celowo. Kwestia, w jaki sposób pan Kamil dostał się do restauracji ma znaczenie wtórne. W lokalu nie było nikogo innego. Czy ktoś go tam zamknął, czy z własnej inicjatywy tam się dostał w ocenie sądu nie uchylało to jego obowiązku prawidłowego zachowania się w środku restauracji. W mojej ocenie zachowuje się jak właściciel restauracji, nalewa sobie alkohol, zwiedza restaurację. Jego zachowanie uprawdopodobnia, że pan Kamil tak samo jak nalał sobie piwa, tak samo jak przeglądał alkohole na półce, tak samo postanowił przygotować sobie coś do zjedzenia. Nalał fryturę do garnków, uruchomił kuchenkę i najzwyczajniej, ze względu na upojenie alkoholowe, zapomniał o tym. Sam wprowadził się w stan upojenia alkoholowego, więc nie może to być okoliczność łagodząca. Oskarżony był badany przez biegłych z zakresu psychiatrii, którzy stwierdzili, że jest on uzależniony od alkoholu – argumentował sędzia.
Kara biorąc pod uwagę stopień szkodliwości czynu oraz stopień zawinienia oskarżonego nie mogła być w dolnym zakresie przewidzianym przez ustawodawcę – powiedział sędzia Kamiński.
Jeżeli chodzi o uznanie winy, przychylamy się do stanowiska sądu, jeżeli chodzi o wymiar kary i środki kompensacyjne, to jest jeszcze kwestia przedyskutowania tego z klientem – stwierdził prawnik.
Ostateczną decyzje podejmiemy później, być może poprosimy o pisemne uzasadnienie wyroku i wtedy zdecydujemy, czy będziemy skarżyć wyrok do wyższej instancji – dodał adwokat.