Adam S. zabił rywala jednym ciosem. Planował zbrodnię od dawna? Finał głośnej sprawy

2026-05-21 9:30

Na nagraniu z monitoringu wszystko trwa zaledwie ułamek sekundy. 31-letni Adam S. błyskawicznie wyciągnął nóż, po czym wbił ostrze w szyję 46-letniego Mariusza. Równie prędko wsiadł do samochodu i opuścił posesję. Zamordowany mężczyzna był nowym partnerem dawnej ukochanej napastnika. 46-latek zadeklarował wcześniej, że zaopiekuje się dzieckiem 31-latka. Czy sprawca zrealizował ten brutalny plan z pełną premedytacją, jak twierdził pełnomocnik rodziny zmarłego, czy działał pod wpływem potężnego wzburzenia, co sugerowała obrona? Częstochowski sąd ogłosił wyrok.

Zabójstwo w Kochanowicach. Adam S. odpowiedział za śmierć Mariusza R.

O tej makabrycznej zbrodni mieszkańcy podlublinieckich Kochanowic do dziś mówią z wielkim przerażeniem. Tragiczne wydarzenia bezpowrotnie zniszczyły życie wielu osób. Dramat rozegrał się wcześnie rano, 7 czerwca 2025 roku. Wtedy to Adam S. złożył  wizytę w domu Mariusza R., co ostatecznie skończyło się krwawą konfrontacją. Od kilku miesięcy starszy z mężczyzn oficjalnie spotykał się z Nikolą M. Kobieta była wcześniej związana z Adamem i miała z nim kilkuletniego syna. Głównym celem spotkania panów było ostateczne ustalenie kwestii opieki nad dzieckiem.

Przez kilkadziesiąt minut dyskusja toczyła się w kuchni w bardzo spokojnej atmosferze. Następnie obaj mężczyźni przenieśli się na podwórko, gdzie niespodziewanie doszło do tragedii. W pewnym momencie Mariusz R. wypowiedział do swojego gościa tylko jedno zdanie: „Jeśli nie będziesz potrafił zająć się synkiem, to ja się nim zaopiekuję”. Po usłyszeniu tych słów, 31-latek błyskawicznie wbił kuchenny nóż prosto w szyję swojego rywala, a potem wsiadł do auta i odjechał. Jak się później okazało, sprawca skierował się na komendę policji. Wcześniej zadzwonił po pogotowie, ale ratownicy medyczni nie zdołali uratować życia potężnie krwawiącego 46-latka. Podczas rozprawy na ławie oskarżonych Adam S. nie mógł powstrzymać emocji. - Nie wiem czemu o zrobiłem. Nie chciałem go zabić - mówił. Mężczyzna nie potrafił jednak racjonalnie wyjaśnić, dlaczego przed zbrodnią szukał w sieci informacji o sposobach na szybkie pozbawienie kogoś życia przy użyciu noża oraz sprawdzał wymiar kary za morderstwo.

Częstochowski sąd zamknął proces. Opinia biegłych o stanie oskarżonego

Prawie rok po tych dramatycznych wydarzeniach, Sąd Okręgowy w Częstochowie zamknął przewód sądowy przeciwko Adamowi S. Na sali rozpraw sędziowie wysłuchali jeszcze opinii zespołu biegłych, którzy badali stan psychiczny oskarżonego. Specjaliści zgodnie potwierdzili, że w momencie dokonywania zabójstwa 31-latek dysponował pełną poczytalnością, chociaż zdiagnozowano u niego poważne zaburzenia osobowości. Eksperci medyczni kategorycznie podkreślili w swojej ocenie: - To jednak nie jest choroba, to konstrukt osobowościowy, który trzeba skorygować terapią. Nie wpłynęło to w żaden sposób na zniesienie lub ograniczenie poczytalności opiniowanego - podkreślili.

Po przeanalizowaniu stanowiska zespołu biegłych oraz obejrzeniu zapisów z kamer monitoringu, zakończył się proces i udzielono głosu oskarżycielom oraz adwokatowi oskarżonego. Jako pierwszy swoje merytoryczne wystąpienie rozpoczął szef Prokuratury Rejonowej w Lublińcu, Krzysztof Droździok.

Prokurator wygłosił obszerną mowę końcową, dokładnie argumentując swoje stanowisko. - Nie ma wątpliwości, że oskarżony dopuścił się czynu. Jedno uderzenie nożem w miejsce wrażliwe, w szyje było śmiertelne - rozpoczął oskarżyciel.

- Jednakże okoliczności i przyczyny przestępstwa są dużo bardziej złożone. Od marca 2025 r. Mariusz R. związał się z Nikolą M., byłą narzeczoną Adama S. Oskarżony nie potrafił się z tym pogodzić. Ani z faktem, że rzuciła go kobieta, ani tym bardziej nie potrafił pogodzić się z rozłąką z synkiem, z którym był bardzo związany. Adam S. szykował się do zabójstwa od maja. Poszukiwał w internecie o karze za to przestępstwo, szukał, jak zabić człowieka. Jednakże do samego czynu doszło pod wpływem impulsu, którym było oświadczenie pokrzywdzonego, że „jeśli on (Adam S. – przyp. red.) nie będzie się w stanie zająć synkiem, to Mariusz go w tym zastąpi”. To wtedy oskarżony zaatakował nożem i zadał cios. Do tej pory rozmowa między nimi była spokojna. Sytuacja go przerosła. Nie sprostał okolicznościom - wskazywał w trakcie procesu prokurator.

Śledczy zwrócił również uwagę na ewentualne czynniki łagodzące, wskazując na postawę Adama S. bezpośrednio po dokonaniu przestępstwa. Oskarżony natychmiast wezwał służby ratunkowe, sam zgłosił się na lubliniecką policję i złożył pełne wyjaśnienia, a z czasem publicznie wyraził skruchę. - Oskarżony jest też niekarany. Tym niemniej zbrodnia godząca w rzecz najcenniejszą - ludzkie życie, zasługuje na szczególne potępienie. Dlatego wnoszę o uznanie Adama S. winnym zabójstwa i wnoszę o skazanie go na karę 30 lat pozbawienia wolności - podsumował na sali sądowej przedstawiciel prokuratury. Oskarżyciel wprost zażądał dla 31-latka niezwykle surowej sankcji karnej za brutalne odebranie ludzkiego życia.

Odmienną optykę na sprawę przedstawił mecenas Łukasz Mikulski, który przed sądem reprezentował interesy Klaudii M., córki zabitego 46-latka. Prawnik ocenił zachowanie nożownika jako wybitnie wyrachowane i chłodne. - Uważam, że zachowanie podejrzanego nie było impulsywne. Było przemyślane wyrachowane i zimne. Uważam, że mieszkając w okolicy Lublińca, gdzie mamy jednostkę komandosów, mógł się do tego przygotować. Adam S. wiedział, jak zabić, jak zadać cios, by śmierć była szybka. Wiedział, bo szukał tych informacji. Sprawdzał też, jaka jest kara za zabójstwo. Był na tyle wyrachowany, że przez kilkadziesiąt minut spokojnie ciągnął rozmowę z ofiarą, sprawiając wrażenie, że to rozmowa kolegów. Mamy zeznanie jednego ze świadków, który opisywał to tak - „wstałam rano, uchyliłam rolety i zobaczyłam, że sąsiad jest już na kawie z jakimś znajomym - wyliczał argumenty mecenas Mikulski.

Pełnomocnik rodziny ofiary całkowicie poparł surowy postulat prokuratora w kwestii długości kary. - Podtrzymuję wniosek prokuratora o wymierzenie kary 30 lat więzienia. Jednocześnie podtrzymuję też wiosek o zadośćuczynienie w wysokości 200 tys. zł na rzecz jedynej córki Mariusza R., która na tyle ciężko przeżyła morderstwo, a także proces, że dziś musi korzystać z pomocy lekarza. Podkreślam też, że ubezpieczyciel jak do tej pory nie przekazał córce ofiary nawet złotówki - apelował na koniec swojego wystąpienia adwokat. Prawnik bardzo mocno zaakcentował zrujnowany stan psychiczny młodej kobiety po tragicznej stracie ojca.

Morderstwo w afekcie? Obrońca Adama S. forsował taką wersję

Jako ostatni głos przed obliczem sądu zabrał Dominik Abłażewicz, pełniący funkcję obrońcy oskarżonego 31-latka. Mecenas usilnie argumentował, że tragiczny incydent powinien zostać zakwalifikowany łagodniej, jako działanie w tak zwanym afekcie. - Adam S. nie jest zabójcą z premedytacją. On stracił kontrolę nad sobą. Dotarł do stanu, w którym emocje wzięły górę nad intelektem. Adam S. był w związku z Nikolą M. osiem lat. Z tego związku narodził się syn. Ojcostwo było dla niego wartością nadrzędną. Identyfikował się całkowicie z rolą ojca i partnera. A Nikola M. zdradziła go z chłopakiem z sąsiedztwa. Od miesięcy narastało w nim napięcie. W nocy przed morderstwem - z 6 na 7 czerwca Adam S. nie mógł spać. Poszedł na tory kolejowe i próbował popełnić samobójstwo. Był złamany psychicznie - oświadczył stanowczo obrońca.

Obrońca z urzędu wyjaśniał sędziom, że jego klient wprawdzie zabrał ze sobą nóż do plecaka, ale w żadnym wypadku nie planował odebrać życia swojemu rywalowi. - Gdy jechał do Mariusza R. zabrał nóż, ale nie planował zabójstwa. Miał go w plecaku, a nie gdzieś, gdzie można było szybko po niego sięgnąć. Do punktu kulminacyjnego doszło w rozmowie, gdy usłyszał, że kochanek jego byłej partnerki zajmie się wychowaniem synka. To go uderzyło. Wtedy sięgnął po nóż. W tym momencie możemy mówić o „silnym wzburzeniu”. Ktoś, kto planuje zabić, przygotowuje sobie scenariusz ucieczki, próbuje się ukrywać. A Adam S. zawiadomił pogotowie i pojechał prosto na policję. Dlatego proszę o zakwalifikowanie przestępstwa z art. 148 par. 4 (tzw. zabójstwo w afekcie – przyp. red.) i wymierzenie Adamowi S. kary poniżej górnej granicy. Wnoszę też o wzięcie pod uwagę wszystkich okoliczności łagodzących - dowodził przed sądem prawnik Adama S.

Zapadł wyrok dla Adama S. Sąd w Częstochowie zdecydował

Według polskiego Kodeksu karnego, maksymalna sankcja za morderstwo w afekcie wynosi 10 lat więzienia. Sam 31-letni oskarżony również kierował do sędziów prośby o jak najkrótszą odsiadkę. - Proszę o jak najłagodniejszy wyrok. Byłem dobrym człowiekiem. To była jedna chwila, kiedy straciłem panowanie nad sobą - tłumaczył tuż przed finałem sprawy. Ostatecznie, 21 maja częstochowski sąd okręgowy ogłosił wiążące postanowienie. Wymiar sprawiedliwości wymierzył Adamowi S. karę 20 lat pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym, całkowicie odrzucając tezę obrony o działaniu w afekcie. Sędzia zasądził ponadto konieczność wypłaty 100 tysięcy złotych finansowej rekompensaty dla córki zamordowanego Mariusza.

Pokój Zbrodni - Monika zabiła męża