Spis treści
Zabójstwo w Kochanowicach. Rozmowa o dziecku skończyła się tragedią
Mieszkańcy Kochanowic wciąż ze zgrozą wspominają tę brutalną zbrodnię. 7 czerwca w godzinach porannych Adam S. pojawił się na posesji Mariusza R. Gospodarz od kilku miesięcy był nowym partnerem Nikoli M., z którą 31-latek doczekał się wcześniej syna. Mieli się rozmówić właśnie o opiece nad dzieckiem.
Początkowo nic nie zwiastowało tragedii, a panowie przez kilkadziesiąt minut prowadzili spokojną rozmowę. Zebrani najpierw w kuchni, ostatecznie przenieśli się na zewnątrz i to tam rozegrał się koszmar. W pewnej chwili Mariusz miał rzucić do Adama jedno zdanie: „Jeśli nie będziesz potrafił zająć się synkiem, to ja się nim zaopiekuję”. W tym momencie Adam S. chwycił za kuchenny nóż i zadał rywalowi cios prosto w szyję. Zaraz potem wsiadł do auta, wezwał pogotowie i sam zgłosił się na komisariat, jednak ratownicy nie zdołali uratować wykrwawiającego się mężczyzny.
- Nie wiem, czemu to zrobiłem. Nie chciałem go zabić - twierdził na ławie oskarżonych w sądzie Adam S.
Jednocześnie oskarżony nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, dlaczego wcześniej przeglądał strony internetowe w poszukiwaniu informacji o sposobach pozbawienia kogoś życia przy użyciu noża oraz sprawdzał wymiar kar grożących za morderstwo.
Proces Adama S. dobiega końca. Prokuratura żąda surowej kary
Rok po tych dramatycznych wydarzeniach częstochowski Sąd Okręgowy zakończył proces w tej głośnej sprawie. Wysłuchano jeszcze zespołu biegłych powołanych do oceny stanu psychicznego oskarżonego. Specjaliści podtrzymali, że w chwili popełniania morderstwa Adam S. był całkowicie poczytalny, choć cierpi na zaburzenia osobowości.
- To jednak nie jest choroba, to konstrukt osobowościowy, który trzeba skorygować terpią. Nie wpłynęło to w żaden sposób na zniesienie lub ograniczenie poczytalności opiniowanego - stwierdzili.
Kiedy sąd zapoznał się z ich opinią oraz nagraniami z zabezpieczonego monitoringu, udzielił głosu stronom postępowania. Jako pierwszy swoją mowę wygłosił Krzysztof Droździok, prokurator rejonowy w Lublińcu.
- Nie ma wątpliwości, że oskarżony dopuścił się czynu. Jedno uderzenie nożem w miejsce wrażliwe, w szyję, było śmiertelne - zaczął prokurator swoją mowę końcową.
- Jednakże okoliczności i przyczyny przestępstwa są dużo bardziej złożone. Od marca 2025 r. Mariusz R. związał się z Nikolą M., byłą narzeczoną Adama S. Oskarżony nie potrafił się pogodzić z tym. Ani z faktem, że rzuciła go kobieta, ani tym bardziej nie potrafił pogodzić się z rozłąką z synkiem, z którym był bardzo związany. Adam S. szykował się do zabójstwa od maja. Poszukiwał w internecie o karze za to przestępstwo, szukał, jak zabić człowieka. Jednakże do samego czynu doszło pod wpływem impulsu, którym było oświadczenie pokrzywdzonego, że „jeśli on (Adam S. - przyp. red.) nie będzie się w stanie zająć synkiem, to Mariusz go w tym zastąpi”. To wtedy oskarżony zaatakował nożem i zadał cios. Do tej pory rozmowa między nimi była spokojna. Sytuacja go przerosła. Nie sprostał okolicznościom - dodawał prokurator.
Zwrócił również uwagę na czynniki działające na korzyść sprawcy, w tym natychmiastowe zawiadomienie służb ratunkowych oraz dobrowolne oddanie się w ręce lublinieckiej policji. Zauważył ponadto, że mężczyzna wyraził żal za swoje zachowanie i nigdy wcześniej nie wchodził w konflikt z prawem. Mimo to, ze względu na najwyższą wartość ludzkiego życia, prokurator zażądał dla oskarżonego kary 30 lat za kratami.
Głos zabrał także mecenas Łukasz Mikulski, pełnomocnik Klaudii M., córki tragicznie zmarłego 46-latka.
- Uważam, że zachowanie podejrzanego nie było impulsywne. Było przemyślane, wyrachowane i zimne. Uważam, że mieszkając w okolicy Lublińca, gdzie mamy jednostkę komandosów, mógł się do tego przygotować. Adam S. wiedział, jak zabić, jak zadać cios, by śmierć była szybka. Wiedział, bo szukał tych informacji. Sprawdzał też, jaka jest kara za zabójstwo. Był na tyle wyrachowany, że przez kilkadziesiąt minut spokojnie ciągnął rozmowę z ofiarą, sprawiając wrażenie, że to rozmowa kolegów. Mamy zeznanie jednego ze świadków, który opisywał to tak: „wstałam rano, uchyliłam rolety i zobaczyłam, że sąsiad jest już na kawie z jakimś znajomym" - mówił mecenas Mikulski.
- Podtrzymuję wniosek prokuratora o wymierzenie kary 30 lat więzienia. Jednocześnie podtrzymuję też wiosek o zadośćuczynienie w wysokości 200 tys. zł na rzecz jedynej córki Mariusza R., która na tyle ciężko przeżyła morderstwo, a także proces, że dziś musi korzystać z pomocy lekarza. Podkreślam też, że ubezpieczyciel jak do tej pory nie przekazał córce ofiary nawet złotówki - dodał adwokat.
Głos zabrał również obrońca 31-latka, mecenas Dominik Abłażewicz, który stanowczo odrzucił tezę o zbrodni z premedytacją.
- Adam S. nie jest zabójcą z premedytacją. On stracił kontrolę nad sobą. Dotarł do stanu, w którym emocje wzięły górę nad intelektem. Adam S. był w związku z Nikolą M. osiem lat. Z tego związku narodził się syn. Ojcostwo było dla niego wartością nadrzędną. Identyfikował się całkowicie z rolą ojca i partnera. A Nikola M. zdradziła go z chłopakiem z sąsiedztwa. Od miesięcy narastało w nim napięcie. W nocy przed morderstwem - z 6 na 7 czerwca Adam S. nie mógł spać. Poszedł na tory kolejowe i próbował popełnić samobójstwo. Był złamany psychicznie. Gdy jechał do Mariusza R., zabrał nóż, ale nie planował zabójstwa. Miał go w plecaku, a nie gdzieś, gdzie można było szybko po niego sięgnąć. Do punktu kulminacyjnego doszło w rozmowie, gdy usłyszał, że kochanek jego byłej partnerki zajmie się wychowaniem synka. To go uderzyło. Wtedy sięgnął po nóż. W tym momencie możemy mówić o „silnym wzburzeniu”. Ktoś, kto planuje zabić, przygotowuje sobie scenariusz ucieczki, próbuje się ukrywać. A Adam S. zawiadomił pogotowie i pojechał prosto na policję. Dlatego proszę o zakwalifikowanie przestępstwa z art. 148 par. 4 (tzw. zabójstwo w afekcie - przyp. red.) i wymierzenie Adamowi S. kary poniżej górnej granicy. Wnoszę też o wzięcie pod uwagę wszystkich okoliczności łagodzących - przekonywał obrońca.
Za zbrodnię w afekcie Kodeks karny przewiduje najwyżej 10 lat więzienia. O niski wymiar kary apelował także sam oskarżony.
- Proszę o jak najłagodniejszy wyrok. Byłem dobrym człowiekiem. To była jedna chwila, kiedy straciłem panowanie nad sobą - powiedział na koniec.
Ostateczną decyzję sądu w tej sprawie poznamy 21 maja.