Spis treści
Andrzej Bednarek z Sobuczyny wciąż przeżywa dramat. Dom drży od ciężarówek
Ponad osiemnaście lat temu 73-letni obecnie Andrzej Bednarek z położonej w gminie Poczesna Sobuczyny zyskał ogólnopolską rozpoznawalność dzięki niezwykle głośnemu reportażowi interwencyjnemu.
Słynny materiał nosił tytuł „Nie śpię, bo trzymam kredens” i pokazywał udrękę człowieka zmuszonego do ratowania domowego dobytku przed potężnymi wstrząsami wywoływanymi przez pędzące na lokalne wysypisko pojazdy.
Niestety po upływie niemal dwóch dekad sytuacja starszego mężczyzny wcale się nie poprawiła, a sam poszkodowany twierdzi wręcz, że w niektórych aspektach zjawisko drastycznie przybrało na sile.
– Tutaj się żyje jak w piekle. To jedyna droga dojazdowa do wysypiska śmieci. Codziennie pod moimi oknami przejeżdżają setki ciężarówek. Są takie, które ważą nawet po 40 ton. Dom się trzęsie, szklanki dzwonią, ściany pękają. Gdyby nie generalny remont, który zrobiłem kilkanaście lat temu, ten dom już dawno by się zawalił – mówi Andrzej Bednarek.
Z dawnego wyposażenia budynku zniknął jedynie słynny mebel, który nie przetrwał próby czasu i po prostu uległ zniszczeniu.
– Był stary i niemodny. Rozpadł się dawno temu. Po śmierci żony zostałem sam i nie mam już tylu mebli. Na górze została praktycznie sama ściana. Zresztą znowu popękała – dodaje.
Ciężarówki jadą na wysypisko tuż obok posesji Andrzeja Bednarka
Nieruchomość emeryta znajduje się w newralgicznym punkcie, dokładnie na skrzyżowaniu ulic Szafirowej oraz Konwaliowej. Od momentu utworzenia w sąsiedztwie wielkiego składowiska odpadów, tamtejsza społeczność regularnie podnosi problem niezwykle uciążliwego ruchu potężnych aut zwożących nieczystości.
– Jadą wielkie tiry i cały dom się trzęsie. Boję się wyjechać z posesji, bo łatwo o kolizję. Nie ma chodników, więc nawet spacer jest ryzykowny. Na wysypisko trafiają odpady z całego województwa – mówi emeryt.
Senior zaznacza przy tym, że to właśnie ulica Konwaliowa stanowi dla drogowców jedyny w pełni dostępny korytarz transportowy dla pojazdów o absolutnie największych gabarytach.
– Na innych ulicach obowiązują ograniczenia tonażowe. Wszystko, co ma powyżej 12 ton, jedzie tędy – tłumaczy.
W opinii poszkodowanego jedynym racjonalnym wyjściem z tej pułapki byłoby przejęcie jego posesji przez odpowiednie organy i wytyczenie zupełnie nowej trasy prowadzącej do zakładu przetwarzania śmieci.
– Oni powinni wykupić mój dom i przenieść mnie gdzie indziej. Tak było w Młynku, gdzie mieszkańców wykupiono, gdy obok zaczęto składować odpady – mówi.
Radna Poczesnej Danuta Broszkiewicz apeluje w imieniu mieszkańców Sobuczyny
Trudności wynikające z bliskiej obecności rosnącego zakładu utylizacji od dłuższego czasu stoją w centrum zainteresowania miejscowych władz samorządowych oraz lokalnych aktywistów.
– Kiedy składowisko powstało w 1984 roku, miało obsługiwać głównie Częstochowę i Blachownię. Dziś trafiają tam odpady z wielu miejsc regionu, a wysypisko stale się rozrasta i zajmuje kolejne tereny – mówi radna Poczesnej Danuta Broszkiewicz.
Z relacji przedstawicielki lokalnych struktur wynika, że obywatele nieustannie dopominają się o modernizację fatalnej infrastruktury drogowej, stworzenie bezpiecznych ciągów pieszych oraz drastyczne zredukowanie liczby przejeżdżających tamtędy ciężkich maszyn.
– Składałam wnioski w tej sprawie, ale na razie bez efektów – zaznacza.
W przestrzeni publicznej coraz głośniej wybrzmiewają także wątpliwości, w jaki sposób powiększający się obiekt oddziałuje na otaczające go środowisko naturalne i ogólną kondycję zdrowotną ludzi zamieszkujących przyległe tereny.
– Ostatni przegląd ekologiczny wykonano w 2002 roku. Od tamtego czasu wysypisko znacznie się rozrosło, uruchomiono nowe kwatery i kolejne instalacje. Mimo to słyszymy, że nowy przegląd nie jest potrzebny – mówi radna.
Stowarzyszenie Eko Poczesna alarmuje w związku z groźnym pożarem wysypiska
Kwestię tego potencjalnego zagrożenia bardzo mocno akcentuje również Alicja Janowska, pełniąca oficjalnie obowiązki prezesa w prężnie działającym Stowarzyszeniu Eko Poczesna.
– Przegląd ekologiczny powinien zostać przeprowadzony choćby dlatego, że uruchomiono drugą kwaterę i kompostownię. To zmienia oddziaływanie na środowisko. Ostatnio doszło tam do pożaru i mieszkańcy praktycznie nie dostali żadnych konkretnych informacji. Nie wiedzieliśmy, czy można otwierać okna, czy dzieci mogą wychodzić na dwór – podkreśla.
W tym samym czasie samotny Andrzej Bednarek wciąż każdego dnia znosi pod oknami swojego popękanego domu potworny ryk silników. I chociaż rozpadający się mebel dawno zniknął z jego pokoju, to życiowy dramat starszego człowieka toczy się dokładnie w ten sam, utarty sposób.