Spis treści
Dramat rozegrał się 22 lutego 2000 roku w Jastrzębiu-Zdroju. Tego dnia 12-letnia Basia Majchrzak wstała około godziny 6:00 rano. Rodzice, pani Małgorzata i pan Ryszard, wspominali później, że ich córka zachowywała się jak zawsze. Była spokojnym, nietypowym jak na swój wiek dzieckiem, które o poranku lubiło czytać gazety. Nie budząc domowników, poczekała, aż sami wstaną, zjadła śniadanie i przygotowała się do wyjścia. Dziewczynka była niezwykle punktualna i samodzielna, sama dbała o porządek w swoich rzeczach.
Zazwyczaj w drodze do Szkoły Podstawowej nr 7 przy ulicy Kaszubskiej towarzyszyły jej koleżanki lub siostry. Trasa z ulicy Pomorskiej, gdzie mieszkała rodzina, nie była długa. Tamtego feralnego dnia lekcje odbywały się jednak o innej porze, więc bliscy pozwolili jej wyjść samej. Basia zapewniała, że jest już duża i sobie poradzi. Miała wrócić około godziny 14:00, zjeść obiad i bawić się z rodzeństwem. Nigdy jednak nie wróciła do domu.
Rodzice rozpoczęli poszukiwania na własną rękę
Początkowo nieobecność córki nie wzbudzała podejrzeń, jednak przedłużająca się cisza wywołała niepokój. Sygnałem alarmowym była informacja od sąsiada, który stwierdził, że nie widział Basi w szkole. Rodzice natychmiast udali się na policję, gdzie – jak relacjonowali po latach – spotkali się z lekceważącym podejściem. Funkcjonariusze sugerowali ucieczkę lub wagary, odmawiając natychmiastowych działań. Powołano się na fałszywy mit o konieczności odczekania 48 godzin przed zgłoszeniem zaginięcia.
Zrozpaczeni opiekunowie nie zamierzali czekać. Zorganizowali sąsiedzką akcję poszukiwawczą. Wraz z innymi mieszkańcami i młodzieżą przeszukiwali osiedle, okolice szkoły oraz wszelkie zakamarki Jastrzębia-Zdroju. Niestety, po 12-latce nie było śladu.
Trop urwał się pod drzwiami szkoły
Kiedy policja w końcu włączyła się do akcji, rodzice mieli wrażenie, że kluczowy czas został zmarnowany. Jedynym konkretnym ustaleniem było wskazanie psa tropiącego. Zwierzę doprowadziło funkcjonariuszy pod same drzwi placówki edukacyjnej, do której uczęszczała Basia. W tym miejscu ślad się urywał. Wyglądało to tak, jakby dziewczynka rozpłynęła się w powietrzu tuż przed wejściem do budynku.
Przez lata rozważano różne scenariusze. Rodzice odrzucali wersję o ucieczce, wskazując na szczęśliwe dzieciństwo córki. Podejrzewali porwanie. Pan Ryszard brał pod uwagę wywiezienie dziecka za granicę lub przetrzymywanie wbrew woli. Najczarniejsze myśli dotyczyły morderstwa i skutecznego ukrycia zwłok. Mimo upływu czasu pokój Basi pozostał niezmieniony, a bliscy wciąż liczyli, że pewnego dnia stanie w drzwiach.
Tatuaż z twarzą córki i śmierć matki
Nadzieja pani Małgorzaty zaczęła gasnąć około 2010 roku, głównie z powodu braku nowych tropów i bezradności służb. Ojciec dziewczynki nigdy się nie poddał. Aby mieć córkę zawsze przy sobie, wytatuował jej portret na swoim ramieniu. Podczas każdej Wigilii przy stole czeka na nią puste nakrycie. Rodzinie w przetrwaniu traumy pomogły dopiero narodziny wnuków.
Śledztwo w sprawie Basi Majchrzak trafiło do policyjnego archiwum. Zgodnie z procedurami, po 10 latach od zgłoszenia aktywne poszukiwania ustają, chyba że pojawią się nowe dowody. Dane zaginionej figurują w systemach przez kolejne 25 lat. W trakcie trwania sprawy policja otrzymywała wiele zgłoszeń – widywano rzekomo Basię w dużych miastach Polski, a nawet w Niemczech. Wszystkie te sygnały okazywały się jednak fałszywe lub niemożliwe do zweryfikowania.
Okrutny list od rzekomej wizjonerki
W toku lat rodzina musiała mierzyć się nie tylko z niepewnością, ale i ludzkim okrucieństwem. Kilka lat temu otrzymali anonimowy list od kobiety z Chorzowa. Autorka, podająca się za jasnowidzkę, stwierdziła na podstawie „wskazań wahadełka”, że Basia Majchrzak nie żyje. Choć rodzice nie dali wiary tym rewelacjom, sama forma i treść wiadomości były dla nich olbrzymim wstrząsem.
Mimo upływu czasu, podejmowano próby rozwiązania zagadki. W 2008 roku opublikowano progresję wiekową, pokazującą jak Basia mogłaby wyglądać jako dorosła kobieta. W 2015 roku od rodziców pobrano materiał genetyczny do porównań w bazach DNA. Niestety, te działania nie przyniosły przełomu. Dziś Basia miałaby 38 lat.
Tragiczny finał tej historii dotknął panią Małgorzatę. Mama Basi zmarła niedawno i została pochowana w rodzinnym mieście, nigdy nie poznawszy prawdy o losie swojego dziecka. Pozostali członkowie rodziny wciąż czekają na jakikolwiek sygnał, który wyjaśniłby tajemnicę sprzed lat.