Spis treści
Tragedia na balkonie. Wypadek wstrząsnął Polską
Dramatyczne wydarzenia z Sosnowca odbiły się szerokim echem w całym kraju. Wczesnym rankiem 4 września 2023 roku małżeństwo Stawiszyńskich wyszło na balkon swojego mieszkania zlokalizowanego w kamienicy przy ul. Czystej.
Nagle doszło do katastrofy. Konstrukcja balkonu niespodziewanie runęła, a oboje małżonkowie spadli z wysokości czwartego piętra prosto na chodnik. Sylwia Stawiszyńska została natychmiast przetransportowana do szpitala, ale niestety zmarła na stole operacyjnym. Jej mąż znalazł się w stanie krytycznym, jednak lekarzom udało się uratować mu życie. Do dziś zmaga się on z tragicznymi konsekwencjami tego zdarzenia.
Robert Stawiszyński stoczył wielotygodniową batalię o przetrwanie. Był w śpiączce, przeszedł szereg operacji chirurgicznych i wymagał żmudnej rehabilitacji. Mężczyzna relacjonował, że miał połamane blisko 70 procent kości, a lekarze musieli rekonstruować jego ciało za pomocą metalowych stabilizatorów. Chociaż opuścił już szpital i wrócił do domu, jego codzienność bezpowrotnie się zmieniła.
Obecnie Robert Stawiszyński skupia się nie tylko na walce o powrót do zdrowia, ale przede wszystkim o sprawiedliwość. Właśnie odnotował znaczący sukces. Sąd Okręgowy w Sosnowcu uznał za przedwczesne wcześniejsze umorzenie postępowania wobec trzech pracowników Miejskiego Zakładu Zasobów Lokalowych i zdecydował o konieczności ponownego przeprowadzenia procesu.
Polecany artykuł:
Umorzenie śledztwa wywołało protesty bliskich
Przypomnijmy, że prokuratorzy skierowali akt oskarżenia przeciwko trzem pracownikom Miejskiego Zakładu Zasobów Lokalowych: Jeremiaszowi Z., Markowi N. oraz Krzysztofowi K. Śledczy zarzucili im narażenie lokatorów kamienicy na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Decyzja Sądu Rejonowego w Sosnowcu zszokowała rodzinę ofiary. Sprawa została umorzona już na pierwszym posiedzeniu, a sąd oparł swoje postanowienie głównie na opinii powołanego biegłego.
– Doszło do tragedii. Zginęła moja żona, ale winnych tego nie ma. To nie jest sprawiedliwość – mówił po decyzji sądu zrozpaczony mężczyzna.
Zarówno prokuratura, jak i rodzina Stawiszyńskich, nie pogodzili się z tą decyzją i wnieśli apelację do Sądu Okręgowego w Sosnowcu. Domagali się uchylenia postanowienia o umorzeniu i przeprowadzenia wnikliwego procesu sądowego.
Emocje na sali sądowej. Córka ofiary zabrała głos
Na rozprawie apelacyjnej obecni byli Robert Stawiszyński oraz jego córka Weronika, którzy pełnili rolę oskarżycieli posiłkowych. Ich pełne emocji wystąpienia poruszyły wszystkich zgromadzonych na sali rozpraw.
– Moja mama była dobrą i silną kobietą. Nie zasługiwała na śmierć w taki sposób. Zasługiwała na to, żeby pożegnać swoich synów. Mój niepełnosprawny brat nie zasługiwał na to, żeby zostać bez mamy, która była dla niego całym światem – mówiła ze łzami w oczach Weronika Stawiszyńska.
Córka zmarłej kobiety zwróciła również uwagę na brak jakichkolwiek wizyt osób odpowiedzialnych za nadzór techniczny budynku w mieszkaniu rodziny.
– Na zdjęciach wyraźnie widać skorodowane belki i fatalny stan konstrukcji balkonu. Osoby odpowiedzialne za stan budynku powinny ponieść konsekwencje – mówiła.
Podczas rozprawy swoich emocji nie ukrywał również mąż ofiary.
– Zginęła moja żona. Jak mam żyć, nie wiedząc, kto za to odpowiada? Mam obwiniać siebie za to, że wyszliśmy na balkon? Nie mógłbym spojrzeć dzieciom w oczy, gdybym tego nie wyjaśnił – mówił przed sądem.
Sąd w Sosnowcu uchylił umorzenie
Reprezentująca rodzinę mecenas Magdalena Gzela przekonywała w sądzie, że decyzja o umorzeniu sprawy zapadła zdecydowanie za wcześnie. Wskazywała, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy dowodzi, iż oskarżeni wiedzieli o tragicznym stanie technicznym budynku i bezpośrednim zagrożeniu, jakie stanowił dla mieszkańców.
Z kolei obrońcy oskarżonych wnosili o utrzymanie w mocy postanowienia sądu pierwszej instancji, powołując się na rzekomo jednoznaczną opinię biegłego.
Sąd Okręgowy nie podzielił jednak argumentacji obrony. Sędzia Michał Roszkowski zdecydował o uchyleniu zaskarżonego postanowienia i skierowaniu sprawy do ponownego rozpoznania.
Decyzja ta przyniosła wyraźną ulgę Robertowi Stawiszyńskiemu.
– Cieszę się, że sprawa wróci do sądu. Być może uda się ustalić, kto odpowiada za śmierć mojej żony i moje kalectwo, a winni poniosą konsekwencje – powiedział.
Swoich uczuć nie kryła także córka tragicznie zmarłej Sylwii Stawiszyńskiej.
– Ja bym chciała po prostu, żeby mama była z nami – wyznała Weronika Stawiszyńska.