Zaorał świeży asfalt. Teraz sąd zdecydował w sprawie słynnego rolnika

60-letni Józef Magiera zyskał ogólnopolski rozgłos, gdy zaorał nowy asfalt na ulicy Rybackiej w gliwickiej dzielnicy Ostropa, używając do tego starego traktora z pługiem. Mężczyzna uparcie twierdzi, że urzędnicy wylali masę bitumiczną na terenie należącym do jego rodziny, z kolei władze miasta odpierają te zarzuty, przywołując wpisy w księgach wieczystych. Gospodarz spędził w związku z tą sytuacją trochę czasu w areszcie, ale na ostatnim posiedzeniu sądu udało mu się wywalczyć częściowy sukces.

Józef Magiera, 60-letni rolnik z Gliwic, stał się jedną z najgłośniejszych postaci w Polsce, a wszystko za sprawą nagrania, na którym widać, jak swoim starym ciągnikiem zaorał nowo wybudowaną drogę asfaltową przy ulicy Rybackiej w dzielnicy Ostropa. Mężczyzna jest przekonany, że miasto położyło asfalt na jego prywatnej ziemi, odziedziczonej po przodkach. Z kolei urzędnicy miejscy, powołując się na zapisy w księgach wieczystych, twierdzą, że działali zgodnie z prawem. Sprawa, za którą rolnik trafił nawet do aresztu, miała swój kolejny akt w sądzie. Pan Józef odniósł swoje pierwsze, choć niepełne, zwycięstwo.

"Praworządność w Polsce w końcu wróci"

Czwartkowa rozprawa w sądzie dotyczyła zażalenia obrony na środki zapobiegawcze zastosowane wobec pana Józefa. Chodziło o obowiązek trzykrotnego meldowania się na policji w ciągu tygodnia oraz o zabezpieczenie majątkowe w postaci jego ciągnika. Na poczet ewentualnej kary zabezpieczono też kaucję w wysokości 10 tys. zł. Pan Józef, który na rozprawę przyjechał rowerem, nie tracił nadziei.

- Myślę, że praworządność w Polsce w końcu wróci. A nie, że zamyka się ludzi za swoje. Jakby to była ich ziemia, to bym się z tym zgodził, ale najbardziej mnie zaskoczyło to, że prokuratura na podstawie tylko zeznań świadków, a nie dokumentów, posługiwała się aresztem

- mówił przed wejściem na salę sądową Józef Magiera.

"Jaskrawy przykład nierówności wobec prawa"

W sądzie rolnika wspierali jego obrońca, mecenas Adam Szewc, oraz Michał Kałużny z partii Korwin, który pełni rolę jego społecznego asystenta. Obaj podkreślali, że zastosowane wobec 60-latka środki są niewspółmierne i krzywdzące.

-Mamy tutaj jaskrawy przykład nierówności obywateli wobec prawa. Z jednej strony jest pan Józef, który w dobrej wierze zaorał skrawek pola, będąc przekonanym że jest to jego pole, być może powstrzymując samowolę budowlaną, powstrzymując być może nawet katastrofę, ponieważ w tym śladzie drogi znajduje się gazociąg, a prowadzono tam podziemne prace budowlane bez konsultacji z zakładem gazownictwa. Sytuacja jest taka pan Józef trafia bez ceregieli do aresztu, a osoby odpowiedziane za całe zamieszanie nie dostały nawet mandatu

- grzmiał Michał Kałużny.

Mecenas Szewc argumentował, że zabezpieczenie ciągnika uniemożliwia jego klientowi pracę i zarabianie na życie. Wskazywał też na niską wartość materialną ponad 40-letniego pojazdu, która jest ułamkiem szacowanych strat na 200 tys. zł.

- Pan Józef nie może teraz wykonywać swego zawodu. Nie ma możliwości zarobkowania. To zabezpieczenie jest zbędne. Ciągnik ma przeszło 40 lat i niewielką wartość materialną. On ma większą wartość sentymentalną i emocjonalną. A wartość tego ciągnika to ułamek kwoty 200 tys. zł, na jakie oszacowano straty spowodowane przez mojego klienta. Chcemy też uchylenia dozoru. Nie ma żadnego powodu, by wciąż stosować ten środek. Prokurator nie wskazał żadnych czynności, które miałby utrudniać pan Józef

- tłumaczył mecenas Adam Szewc.

Sąd podjął decyzję. Połowiczny sukces rolnika

Po wysłuchaniu argumentów obrony (przedstawiciel prokuratury nie pojawił się na posiedzeniu), sąd ogłosił decyzję. Jest ona dla rolnika słodko-gorzka.

- Sąd uchylił w całości nałożony dozór policyjny na pana Józefa. Niestety nie uchylił zabezpieczenia majątkowego nałożonego na ciągnik rolniczy. Sąd nakazał udokumentowanie, że faktycznie pojazd jest potrzebny mojemu klientowi do działalności zarobkowej. Taka dokumentacja zostanie zgromadzona i zamierzamy ją dostarczyć sądowi, by mógł zmienić dzisiejszą decyzję

- poinformował po wyjściu z sali mec. Szewc.

Rozczarowanie po wyroku. "Mam jeszcze sporo trawy do skoszenia"

Sam zainteresowany nie ukrywał, że werdykt nie do końca go satysfakcjonuje. Jak przyznaje, zniesienie dozoru jest mniejszą ulgą niż byłoby odzyskanie narzędzia pracy, zwłaszcza że pogoda sprzyja pracom polowym.

- Bardziej liczyłem na to, że będę mógł odzyskać ciągnik. Ten dozór był mniej kłopotliwy dla mnie. Mam jeszcze sporo trawy do skoszenia, a zostało tylko kilka dni pogody - podsumował z żalem Józef Magiera.

ROLKI