Zamordowali 83-latkę dla 180 zł i ukryli ciało w tapczanie. Za skradzione pieniądze urządzili imprezę

Napaść, duszenie i ukrycie ciała w skrzyni wersalki to tragiczny bilans wizyty bezdomnego małżeństwa u 83-letniej Marii Banot z Cieszyna. Seniorka wpuściła do domu fałszywą pracownicę pomocy społecznej, podczas gdy mąż kobiety czaił się przed drzwiami. Sprawcy zrabowali zaledwie 180 złotych, za które wynajęli pokój w Brennej i urządzili zakrapianą imprezę. Po ponad roku od tej okrutnej zbrodni sprawa znalazła finał na sali rozpraw. 5 listopada Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej wydał wyrok wobec pary oskarżonej o zabójstwo bezbronnej emerytki.

Napad na 83-latkę z Cieszyna. Fałszywa pracownica MOPS-u i jej mąż zaplanowali rabunek

83-letnia pani Marysia zamieszkiwała samotnie niewielki lokal przy placu Kościelnym w Cieszynie. W pamięci sąsiadów zapisała się jako życzliwa i pogodna osoba, zawsze gotowa do niesienia pomocy potrzebującym. Seniorka wykazywała również wielką troskę o zwierzęta i regularnie dokarmiała gołębie.

Emerytka nie mogła przewidzieć, że jej dobre serce oraz ufność wobec obcych ludzi doprowadzą do tak straszliwej tragedii.

Dramat rozegrał się 1 października 2025 roku. W budynku zamieszkiwanym przez starszą kobietę zjawili się 38-letnia Sonia T. i jej 50-letni małżonek Marek T., którzy zmagali się wówczas z kryzysem bezdomności. Mężczyzna posiadał już bardzo bogatą kartotekę kryminalną, a w zakładach karnych spędził łącznie aż 29 lat swojego życia.

Według ustaleń organów ścigania 50-latek znał swoją ofiarę z przeszłości. Pani Maria wspierała Marka T., kiedy ten doświadczał bezdomności.

Tym razem wizyta pary miała zupełnie inny cel, ponieważ z ustaleń prokuratury wynika, że małżonkowie przyszli obrabować 83-latkę z oszczędności. Aby dostać się do środka, Sonia T. skłamała, że reprezentuje Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, podczas gdy jej mąż przyczaił się w pobliżu i wyczekiwał na dogodny moment do wejścia.

Zgodnie z przyjętym planem 38-latka miała zająć rozmową właścicielkę mieszkania, aby Marek T. mógł swobodnie przeszukać lokal.

– Pracowałam kiedyś w domu pomocy społecznej i wiedziałam, gdzie starsi ludzie lubią trzymać pieniądze – tłumaczyła podczas procesu Sonia T.

Brutalne morderstwo Marii Banot. Sprawcy zamknęli seniorkę w skrzyni tapczanu

Z zaprezentowanej przed sądem rekonstrukcji wydarzeń wynika, że pierwotny plan szybko legł w gruzach. Ukrywający się na klatce schodowej Marek T. wyszedł z cienia i używając siły, wepchnął emerytkę do wnętrza jej własnego mieszkania.

W tym momencie dla bezbronnej 83-latki rozpoczął się prawdziwy koszmar. Napastnik powalił kobietę na ziemię, po czym zaczął ją okrutnie bić oraz dusić, zaciskając dłonie na jej szyi. W wyniku ataku seniorka doznała rozległych obrażeń głowy oraz połamania żeber.

Kiedy pobita pani Maria straciła przytomność i przestała stawiać opór, oprawcy włożyli jej bezwładne ciało do skrzyni tapczanu. Po zatrzaśnięciu wieka dodatkowo zabezpieczyli mebel, stawiając na nim dwa ciężkie krzesła.

Najbardziej wstrząsający w całej sprawie jest fakt, że śledczym nie udało się ustalić, czy zamykana w wersalce emerytka jeszcze żyła.

Powołani biegli nie potrafili precyzyjnie określić dokładnego czasu śmierci ofiary, ponieważ zwłoki znaleziono dopiero po upływie kilku dni. Tym samym pozostało zagadką, czy 83-latka skonała bezpośrednio od bicia i duszenia, czy udusiła się po zamknięciu w meblu.

Po pozbyciu się właścicielki małżeństwo splądrowało pokoje. Ich łupem padło zaledwie 180 złotych, z którymi szybko uciekli z kamienicy.

Zrabowane pieniądze posłużyły parze do opłacenia noclegu w miejscowości Brenna i zorganizowania tam imprezy. Funkcjonariusze policji wpadli na ich trop i zatrzymali oboje już po kilku dniach. Od tamtej pory małżonkowie nieprzerwanie przebywali w areszcie śledczym.

Poszukiwania 83-latki z Cieszyna. Brat odnalazł ciało siostry w wersalce

Przez pierwszych kilka dni od zbrodni los 83-letniej cieszynianki pozostawał całkowicie nieznany dla jej otoczenia.

Brak kontaktu ze strony seniorki jako pierwszą zaalarmował jej znajomą, panią Krystynę. Obie panie często się widywały i regularnie rozmawiały przez telefon, dlatego gdy pani Maria przestała odbierać aparat, przyjaciółka ruszyła sprawdzić sytuację.

Po dotarciu pod drzwi mieszkania kobieta dostrzegła tkwiący w zamku od zewnątrz klucz. Przestraszona tym widokiem nie zdecydowała się wejść do środka i zaalarmowała telefonicznie Jerzego Banota, brata emerytki.

Krewny seniorki błyskawicznie zjawił się w kamienicy. Mężczyzna przyznał, że wcześniej sam również bez powodzenia usiłował dodzwonić się do swojej siostry.

Wewnątrz lokalu panował ogromny nieporządek, a po właścicielce nie było śladu. Uwagę brata przykuły pozostawione w domu kule ortopedyczne, bez których 83-latka nigdy nie wychodziła na zewnątrz.

– Pomyślałem, że trafiła do szpitala, więc tam poszedłem, ale okazało się, że moja siostra nie została przywieziona do placówki. Wtedy zawiadomiłem policję – opowiadał przed sądem Jerzy Banot.

Mężczyzna powrócił do mieszkania siostry w towarzystwie wezwanych na miejsce funkcjonariuszy policji.

Proces w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej. Jakiej kary zażądała prokuratura dla Marka i Soni T.?

Obecny na miejscu policjant zwrócił uwagę na stojące na tapczanie krzesła, po czym zdjął je i uniósł wieko mebla, odkrywając ukryte wewnątrz zwłoki pani Marii.

– Zobaczyłem zwłoki mojej siostry. Leżała na wznak. Trwało to krótko, kilka sekund. Potem policjant zamknął wieko i zawiadomił o wszystkim swoich kolegów z wydziału śledczego – relacjonował brat zamordowanej kobiety.

W czwartek, 5 listopada 2026 roku, przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej zapadło rozstrzygnięcie w procesie karnym wytoczonym przeciwko Markowi i Soni T.

Oskarżenie obejmowało zarzuty zabójstwa 83-letniej cieszynianki, dokonania rozboju oraz bezprawnego pozbawienia wolności. Prokurator wniósł o wymierzenie Markowi T. kary dożywocia z opcją warunkowego zwolnienia po 35 latach, natomiast dla jego małżonki zażądał 20 lat pobytu w zakładzie karnym.

Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej orzekł wobec Marka T. karę dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd zastrzegł, że zabójca będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie dopiero po 35 latach. Sonia T. została skazana na 18 lat pozbawienia wolności. Do sprawy wrócimy!

Krewny zamordowanej Marii Banot komentuje zachowanie oskarżonych w sądzie

W trakcie przewodu sądowego małżonkowie wyrazili skruchę z powodu śmierci seniorki. Zarzekali się przy tym, że nie zamierzali nikogo zabić, a ich jedynym celem było zdobycie gotówki.

Taką samą linię obrony przyjął adwokat pary, który przekonywał sąd, że oskarżeni nie szli do mieszkania 83-latki z zamiarem dokonania morderstwa.

Rodzina zamordowanej emerytki przyjmowała te wyjaśnienia z ogromnym niedowierzaniem.

– Oni sami przepraszali, ale nie wiem, czy to jest szczere. Nie jestem psychologiem. Marek T. mówił, że miał trudne dzieciństwo i nie chce, żeby jego dziecko wychowywało się bez rodziców – relacjonował Marian Sowa (67 l.), krewny zamordowanej kobiety.

Wspomniane potomstwo pary urodziło się już w trakcie pobytu małżonków w areszcie śledczym. Krewny ofiary wątpi jednak w resocjalizację Marka T., który lwią część swojego dorosłego życia spędził w celach więziennych.

– Ja nie wierzę, żeby on się zmienił. Przecież spędził w więzieniach do tej pory aż 29 lat. Nic go to nie nauczyło. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? – pytał rozgoryczony krewny seniorki.

Na 67-letnim mężczyźnie wyjątkowo przykre wrażenie zrobiła postawa Soni T. podczas wizji lokalnej.

– Jeśli chodzi o nią, to pamiętam z procesu, jak opowiadała podczas wizji lokalnej, co robili z Marysią. Mówiła to tak spokojnie, tak beznamiętnie, jakby nic takiego się nie stało. A Marysia miała połamane żebra, obrażenia na głowie, zdaniem pani patolog zadane ciężkim, tępym narzędziem – wspominał.

Dla bliskich zamordowanej największym ciężarem pozostaje myśl, że śmierć seniorki mogła być znacznie bardziej męczeńska, niż początkowo zakładano.

– Nie wiadomo jedynie, czy od razu ją zabili, czy jeszcze żyła, gdy uwięzili ją w wersalce, i dopiero tam skonała – mówił pan Marian.

Brutalne morderstwo 83-letniej Marii Banot poruszyło całą społeczność Cieszyna. Niezwykle pomocna na co dzień seniorka straciła życie we własnym mieszkaniu dla łupu wynoszącego zaledwie 180 złotych, a po roku od tych wydarzeń sprawa doczekała się rozstrzygnięcia przed sądem pierwszej instancji.

 

ROLKI