W Niemczech siedział za gwałt, w Polsce wyszedł na wolność. Sąd nie zostawił na prokuraturze suchej nitki

2026-03-10 13:14

Prokuratura w Katowicach sprowadziła do Polski mężczyznę odsiadującego w Niemczech wyrok za gwałt. Śledczy chcieli postawić mu zarzuty za dawną kradzież i obiecali odesłać go po siedmiu miesiącach. Plan jednak runął, a Dariusz z Zabrza wyszedł na wolność. Sąd ostro skrytykował polską prokuraturę za składanie zagranicznym służbom obietnic bez pokrycia, co może poważnie zaszkodzić międzynarodowym relacjom.

Policja, Niemcy

i

Autor: Pixabay.com

O nietypowej wpadce katowickich śledczych jako pierwszy poinformował Marcin Pietraszewski na łamach "Gazety Wyborczej". Prokuratorzy zadeklarowali stronie niemieckiej, że po upływie siedmiu miesięcy zwrócą skazanego. Sąd ocenił te zapewnienia jako "gołosłowne deklaracje", które w ogóle nie powinny mieć miejsca. Sytuacja skończyła się wypuszczeniem mężczyzny na wolność. Początek całej historii to grudzień 2010 roku, kiedy w Katowicach wyrwano kobiecie torebkę z dużą gotówką. Sprawcy nie ujęto, a rysopis podany przez ofiarę był bardzo ogólnikowy. Przełom nastąpił po ponad dwóch latach. Poszkodowana nagle rozpoznała sprawcę, wskazując Dariusza z Zabrza. Zmiana zeznań zbiegła się w czasie z decyzją ubezpieczyciela, który odmówił jej wypłaty rekompensaty. Kobieta stwierdziła wtedy, że padła ofiarą rozboju, a nie zwykłej kradzieży, i doznała obrażeń fizycznych, o czym wcześniej nie informowała.

Pomimo nagłej zmiany wersji wydarzeń przez poszkodowaną, w okolicy miejsca zamieszkania wytypowanego Dariusza faktycznie odkryto skradzioną torebkę. Katowiccy prokuratorzy postanowili więc postawić mu zarzuty. Mężczyzna miał już wcześniej na swoim koncie konflikty z prawem i kary za podobne czyny.

- Problem w tym, że w międzyczasie mężczyzna wyjechał do Holandii, a potem do Niemiec. W 2014 roku został skazany przez tamtejszy sąd na 14 lat więzienia za pobicie i gwałt. Jako sprawca niebezpieczny miał przebywać w zakładzie karnym do 2028 roku. W 2015 r. katowicka prokuratura wydała za Dariuszem Europejski Nakaz Aresztowania. To międzynarodowy list gończy, do którego była dołączona decyzja sądu, że po zatrzymaniu i deportacji do Polski mężczyzna będzie aresztowany przez 14 dni - opisuje "Gazeta Wyborcza".

W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że Dariusz odbywa karę w zakładzie karnym na terenie Niemiec. Polscy śledczy rozpoczęli starania o ekstradycję, aby móc przedstawić mu kolejne zarzuty. Zaproponowali zagranicznym służbom, że zatrzymają mężczyznę jedynie na kilka miesięcy. W tym momencie rozpoczął się ciąg zaskakujących zdarzeń.

Sąd w Katowicach uderza w śledczych. Niemcy mogą być wściekli na polską prokuraturę

Niemieckie organy ścigania początkowo wielokrotnie odrzucały prośby z Polski, jednak ostatecznie zmieniły zdanie. W sierpniu 2025 roku postanowiono, opierając się na obietnicach "chwilowego wypożyczenia", o wysłaniu mężczyzny do Polski. Zakładano, że po zakończeniu procedur wróci on do celi w Niemczech. Transport dotarł na miejsce 10 grudnia 2025 roku, ale wyznaczony wcześniej czas aresztowania opiewał wyłącznie na 14 dni. Sąd odrzucił wniosek o wydłużenie izolacji do 22 kwietnia 2026 roku. Prowadzący sprawę sędzia Sebastian Kosmowski z Sądu Rejonowego Katowice-Zachód uznał, że nie ma ryzyka matactwa, czego obawiali się śledczy, i zwolnił Dariusza. Plan prokuratury zakończył się fiaskiem. Jak donosi "Gazeta Wyborcza", sędzia podważył również prawdomówność pokrzywdzonej. Wypunktował, że jej nagłe olśnienie po dwóch latach od zdarzenia i zmiana kwalifikacji czynu na rozbój wynikały z chęci uzyskania korzyści majątkowych po odrzuceniu wniosku przez ubezpieczyciela.

Sędzia Kosmowski wbił również szpilkę śledczym. Wytknął im, że zagwarantowali zwrot podejrzanego stronie niemieckiej, chociaż nie mieli żadnych zasadnych podstaw do składania takich gwarancji. O zastosowaniu i przedłużeniu tymczasowego aresztu decyduje bowiem wyłącznie sąd, a nie prokuratorzy.

- Co najmniej zaskakujące było zatem składanie takiej deklaracji przez organ, który mógł jedynie wnioskować do właściwego sądu o stosowanie izolacji podejrzanego - wskazał sąd w uzasadnieniu, krytykując również nazwanie planowanych czynności w oficjalnych dokumentach jako "wypożyczenie", co miało uprzedmiotawiać człowieka i odzierać go z godności.

W rezultacie Dariusz przebywa na wolności na terytorium Polski i nie został odesłany do Niemiec. Przedstawiciele katowickiej prokuratury przekonują, że sytuacja jest opanowana, ponieważ wiedzą, gdzie przebywa mężczyzna. Prokurator Anna Górniak, kierująca Prokuraturą Rejonową w Katowicach, odmówiła szczegółowego komentarza w tej sprawie. W oświadczeniu dla "Wyborczej" poinformowała tylko, że złożono odpowiednie dokumenty w celu uregulowania sytuacji prawnej podejrzanego, a niemieckie służby są na bieżąco informowane o krokach polskiej strony. Postanowienie sądu o odmowie aresztowania nie jest jeszcze prawomocne, dlatego oskarżyciele mają nadzieję na pomyślne dla nich rozstrzygnięcie. Sprawa wciąż jest w toku.