Odcinek, który stał się legendą
Opis jednego z najbardziej szokujących epizodów programu opublikował w połowie marca fanpage „Czorny narzeka – blog popkulturowy”. Według relacji chodzi o odcinek z 2. sezonu „Kuchennych rewolucji”, nagrany w zajeździe Horolna w Przybędzy koło Żywca.
Już od pierwszych minut było jasne, że to nie będzie zwykła rewolucja. Otoczenie lokalu przypominało bardziej opuszczone podwórko niż miejsce, do którego mieliby przychodzić goście. Wszędzie zalegały śmieci, stare sprzęty i resztki jedzenia.
Wszędzie walają się śmieci i totalnie losowe przedmioty. Tu jakiś 30-letni monitor, tam jakiś rower z czasów wojny secesyjnej, a z tyłu jakaś zaginiona egipska stela. Cała podłoga od butelek śmieci, połamanych mebli, opon i starego jedzenia. Wszystko otoczone porzuconym sprzętem AGD i trawą, która nie była koszona od jakichś 30 lat - czytamy w treści posta.
W środku było jeszcze gorzej. Zwierzęta poruszały się swobodnie po lokalu, a zapach i stan kuchni pozostawiały wiele do życzenia. Brak higieny, chaos organizacyjny i problemy z zaopatrzeniem sprawiały, że restauracja praktycznie nie funkcjonowała.
Goście – o ile się pojawiali – narzekali na brak podstawowych produktów. Zdarzało się nawet, że w lokalu brakowało jedzenia i napojów, bo zamówienia nie były realizowane na czas.
Burzliwa relacja z właścicielem
Najwięcej emocji wzbudzało jednak zachowanie właściciela, Zbigniewa Śliwińskiego. Jego relacja z Magdą Gessler od początku była napięta i szybko przerodziła się w otwarty konflikt.
Podczas wizyty dochodziło do licznych sprzeczek, a atmosfera w lokalu była daleka od profesjonalnej. Właściciel nie ukrywał swojego stosunku do prowadzącej, a jego zachowanie wielokrotnie budziło kontrowersje.
Mimo trudnego startu, program – przynajmniej na ekranie – zakończył się sukcesem. Lokal przeszedł metamorfozę, a załoga deklarowała chęć zmiany i poprawy funkcjonowania restauracji.
Finał odcinka sugerował, że to jedna z tych historii, które kończą się pozytywnie. Jak się później okazało, rewolucja zakończyła się fiaskiem.
Zobaczcie, jak przebiegały rewolucje u Zbigniewa Śliwińskiego:
Co wydarzyło się po emisji?
To właśnie wydarzenia po emisji sprawiły, że odcinek przeszedł do historii. Konflikt między właścicielem a Magdą Gessler nie zakończył się wraz z programem.
Sprawa trafiła do sądu, a dodatkowe kontrowersje wywołały działania właściciela, które zostały szeroko skomentowane w mediach i internecie. W efekcie odcinek został wycofany z emisji i przez lata był trudno dostępny dla widzów.
Na dodatek doszedł do tego ten nieszczęsny plakat, z głową Gessler przebitą szaszłykiem xD Lokal później się bronił, że to wcale nie jest głowa Gessler tylko bliżej niezidentyfikowana blond głowa, ale wiadomo, jak to interpretować - czytamy w poście.
Choć od emisji minęło wiele lat, historia z Przybędzy nadal wraca w dyskusjach fanów programu. To przykład, jak cienka bywa granica między telewizyjną rozrywką a rzeczywistością, która potrafi mieć bardzo poważne konsekwencje.
Historia właściciela i koniec lokalu
Zbigniew Śliwiński był postacią znaną w regionie. Organizował wydarzenia kulinarne i bił rekordy w gotowaniu ogromnych ilości zup – m.in. kwaśnicy, żurku czy pieczarkowej.
Zbigniew Śliwiński był pierwszym na Żywiecczyźnie organizatorem bicia rekordów w ilości ugotowanej zupy. W 2002 roku przy zajeździe Horolna ugotowano 7 345 litrów kwaśnicy, a rok później 8 150 litrów pieczarkowej - czytamy na portalu beskidzka24.pl
Zajazd Horolna ostatecznie nie przetrwał próby czasu i został zamknięty. Sam właściciel zmarł w 2020 roku w wieku 48 lat.