Czy w Lalikach doszło do dramatycznego ataku wilczej watahy na 15-latkę? W mediach społecznościowych pojawiła się emocjonalna relacja matki nastolatki. Jednak według ustaleń Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach przebieg zdarzenia wyglądał zupełnie inaczej.
Szybka reakcja służb
Jak informuje Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, już w poniedziałkowy poranek, 16 lutego urzędnicy skontaktowali się z Komenda Policji w Rajczy, Gmina Milówka oraz ekspertem z Uniwersytetu Warszawskiego specjalizującym się w problematyce wilka. Przeprowadzono oględziny terenu w rejonie peronu w Lalikach, gdzie – według relacji matki – miało dojść do ataku.
Przedstawiciele Dyrekcji spotkali się również z rodzicami i 15-latką bezpośrednio na miejscu zdarzenia. Analizie poddano zarówno relacje świadków, jak i materiał terenowy, w tym tropy pozostawione na śniegu.
Z ustaleń RDOŚ wynika, że nie potwierdzono, aby doszło do ataku lub prób osaczenia człowieka przez wilki. Zebrane ślady wskazują na obecność najprawdopodobniej jednego wilka, który przemieszczał się drogą w tym samym czasie, gdy wracała nią dziewczynka.
Zwierzę od razu spłoszyło się i odskoczyło na pobocze, a następnie oddaliło w kierunku kompleksu leśnego (na co wskazują tropy), natomiast dziewczynka zaczęła uciekać w kierunku maszyn budowlanych zaparkowanych nieopodal peronu kolejowego - informuje RDOŚ Katowice.
Nie stwierdzono natomiast żadnych śladów świadczących o agresywnym zachowaniu zwierzęcia ani o obecności większej grupy wilków. W bezpośrednim sąsiedztwie peronu nie było śladów długotrwałego przebywania drapieżników. W okolicy zarejestrowano również tropy innych dzikich zwierząt, m.in. jelenia i lisa, co – jak podkreśla RDOŚ – jest typowe dla tego obszaru Beskidów.
Polecany artykuł:
Incydentalna obserwacja, nie atak
W ocenie Dyrekcji zdarzenie miało charakter incydentalnej obserwacji dzikiego zwierzęcia, które przemieszczało się swoim naturalnym szlakiem. Nie ma przesłanek, by uznać, że wilki w tym miejscu stanowią zagrożenie dla ludzi.
Sprawa pozostaje w zainteresowaniu właściwych instytucji, jednak – jak podkreślają urzędnicy – sytuacja mieści się w granicach typowych spotkań człowieka z dziką fauną w środowisku naturalnym.
Wcześniej w mediach społecznościowych mieszkanka Lalik (pow. żywiecki) opisała dramatyczne chwile, jakie – według niej – przeżyła jej córka 15 lutego około godziny 22:10 przy stacji PKP.
Wilki przybliżały się do córki, otaczały ją, po czym jeden ruszył biegnąc za córką. Dzięki maszynom budowlanym, córka wspięła się na jedną z nich i w tej samej chwili nadjechał mąż, trąbiąc na wilki. Trąbił ponieważ zadzwoniłam żeby zaczął trąbić by je odstraszyć. Tuż przed torami czyli ok 20 marów od maszyny budowlanej słysząc pewnie nadjeżdżający samochód i klakson uskoczyły w las - czytamy we wpisie matki nastolatki.
Dziewczynka miała schronić się na maszynie budowlanej, a nadjeżdżający ojciec, używając klaksonu, spłoszyć zwierzęta.
Jednak ani policja, ani leśnicy nie potwierdzili zgłoszenia o ataku.
Nie taki wilk straszny, jak go malują
Wilki są w Polsce gatunkiem chronionym, a eksperci podkreślają, że bezpośrednie ataki na ludzi należą do skrajnej rzadkości.
– Wilki co do zasady nie traktują ludzi jako ofiary i nie postrzegają nas jako elementu swojego łańcucha pokarmowego. To zwierzęta, które z natury unikają kontaktu z człowiekiem i w normalnych warunkach trzymają się od niego z daleka. Wiele informacji pojawiających się w ostatnich latach w mediach to często nadinterpretacje zwyczajnych zachowań dzikich zwierząt albo medialne sensacje, które nie oddają realnego ryzyka - mówi naszej redakcji Joanna Toczydłowska, koordynatorka projektu monitoringu wilków.
W przypadku spotkania z drapieżnikiem zaleca się zachowanie spokoju, nieuciekanie gwałtownie i powolne wycofanie się z miejsca zdarzenia.