Rolnik, który zaorał asfalt, przerywa milczenie. „Domagam się sprawiedliwości”

2026-08-20 19:31

Zaorał świeżo położony asfalt na ulicy Rybackiej w gliwickiej Ostropie, trafił do aresztu, a później został objęty dozorem policyjnym. Jego sprawa odbiła się szerokim echem w całej Polsce. Józef M. nie zamierza jednak wycofywać się ze swoich twierdzeń. Przekonuje, że droga została wybudowana na jego gruncie, a całą sprawę chce doprowadzić do końca. – Domagam się sprawiedliwości, żeby prawo własności było rzeczywiście prawem własności – mówi w rozmowie z Radiem ESKA.

Rolnik stoi tyłem na polu. Obok wstawka z zaoranym asfaltem w Gliwicach. O walce Józefa M. przeczytasz na Eska Śląskie.
Autor: Archiwum prywatne; Serg Grbanoff/ Shutterstock

Zaorał asfalt. Twierdzi, że bronił swojej ziemi

Spór o fragment ulicy Rybackiej w gliwickiej Ostropie trwa od lat. To właśnie na tej drodze Józef M. wjechał ciągnikiem i zaorał około 200 metrów świeżo położonej nawierzchni. Nagranie z jego działania błyskawicznie obiegło internet, a o rolniku z Gliwic zaczęły informować media w całej Polsce.

Mężczyzna od początku przekonuje, że nie chciał niszczyć cudzej własności. Twierdzi, że droga powstała na należącym do niego terenie, a wejście na jego grunt odbyło się bezprawnie.

– Oni mnie bezprawnie na moim gruncie kopali, robili coś samowolnie – przekonuje Józef M.

Miasto ma jednak inne stanowisko i wskazuje na dokumentację geodezyjną, z której wynika, że sporny teren jest własnością gminy. Według dokumentów gminnych teren należy do miasta od 25. lat.

Stan prawny został uregulowany w 2001 roku – potwierdził 10 sierpnia Mariusz Kopeć, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Gliwicach.

Rolnik nie zgadza się z argumentacją miasta. Jak twierdzi, dokumenty, na które powołują się urzędnicy, nie rozstrzygają kwestii własności w sposób, który uznawałby on za wiążący.

– Nie ma drogi, tam w ogóle. Tam jest w środku Rybackiej 40 centymetrów ich drogi, a reszta jest moją własnością – mówi.

Józef M. przekonuje, że problem był wielokrotnie zgłaszany i że w przeszłości sprawa trafiała już na drogę sądową.

– Domagam się sprawiedliwości, żeby prawo własności było rzeczywiście prawem własności, a nie jakimiś przepychankami – mówi.

Najpierw areszt, teraz dozór

Konflikt dotyczący drogi miał dla rolnika poważne konsekwencje. Po zaoraniu asfaltu mężczyzna został zatrzymany, a sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Ostatecznie spędził w areszcie czas, po czym zastosowany wobec niego środek został zmieniony.

Dziś Józef M. pozostaje objęty dozorem policyjnym. Mężczyzna przekonuje jednak, że konsekwencje prawne nie zmienią jego stanowiska. Zapytany, czy żałuje swoich działań i czy nie uważa, że mógł rozwiązać konflikt w inny sposób, odpowiada pytaniem o praworządność.

– Czy jest w Polsce wymiar sprawiedliwości? – pyta.

Rolnik twierdzi, że spodziewał się, iż jego działania będą miały konsekwencje. – Normalnie, wiedziałem, że takie coś będzie. Ja byłem przygotowany na wszystko – mówi.

Najbardziej, jak przekonuje, miał go jednak dotknąć fakt, że nie miał dostępu do materiałów dotyczących jego sprawy i dokumentacji, którą uważa za kluczową dla rozstrzygnięcia sporu.

Mężczyzna zapowiada dalsze działania prawne. Twierdzi, że przygotował już dokumenty, które mają trafić m.in. do Kancelarii Prezydenta RP. Wspomina również o prawniku zajmującym się sprawami przed Trybunałem Europejskim.

Rolnik z Gliwic chce nagłośnić sprawę

Józef M. zapowiada, że zamierza publicznie przedstawiać kolejne dokumenty dotyczące konfliktu. Jak mówi, chce pokazać, co – w jego ocenie – zostało zrobione niezgodnie z prawem.

– Będzie pan za chwilę wszystko słyszał i wszystko widział w telewizji, co będzie. To, co oni zrobili – zapowiada w rozmowie z reportem radia ESKA.

Jednocześnie podkreśla, że jego zdaniem sednem całego konfliktu pozostaje kwestia własności.

Sprawa wywołała ogromne emocje nie tylko wśród mieszkańców Ostropy. Rolnik przyznaje, że spotkał się z ostrą reakcją otoczenia, ale nie uważa, że został przez nią zaszczuty. W rozmowie opowiada również o niepokojącym zdarzeniu, do którego miało dojść w pobliżu jego domu. Jak twierdzi, ktoś miał zostawić przed jego bramą sznurek.

– Pokazałem dzisiaj koleżance, że już mi tam sznurek przed bramą wciepli, żebym się powiesił – mówi.

Nie potrafi wskazać, kto mógłby być za to odpowiedzialny. Twierdzi jednak, że sprawca może zostać ustalony na podstawie monitoringu.

– Po kamerach to wiadomo, kto tam chodził – mówi.

Józef M. potwierdza również, że został skierowany na badanie psychiatryczne. Jak twierdzi, odbył je już w dniu rozmowy. Mężczyzna nie ukrywa, że cała sytuacja jest dla niego trudna, ale jednocześnie przekonuje, że nie zamierza rezygnować z walki o swoje racje.

– To byłby jeden telefon i sprawa załatwiona – uważa.

Spór o Rybacką jeszcze się nie skończył

Historia rolnika z Ostropy stała się jedną z najgłośniejszych lokalnych spraw ostatnich miesięcy. Zaoranie asfaltu przyniosło mu ogólnopolską rozpoznawalność, ale nie zakończyło wieloletniego sporu o własność terenu.

Józef M. zapowiada kolejne kroki prawne i chce doprowadzić sprawę do końca. Miasto z kolei podtrzymuje swoje stanowisko dotyczące własności spornego terenu.

Jedno jest pewne – konflikt o ulicę Rybacką jeszcze się nie zakończył.