Tragedia w Tatrach. Ostrzeżenia, które zignorowano
To miała być przygoda życia i spełnienie wielkiego marzenia. Dla grupy uczniów z Liceum Ogólnokształcącego im. Leona Kruczkowskiego w Tychach wycieczka w Tatry zakończyła się jednak niewyobrażalną tragedią. 27 stycznia 2003 roku grupa składająca się z 20 licealistów i jednego studenta pod opieką nauczyciela geografii Mirosława Szumnego przybyła do schroniska nad Morskim Okiem. Ich celem było zdobycie Rysów.
Tego samego dnia, gdy pierwsza część grupy bez problemu weszła na szczyt.
Na szczycie posadziliśmy naszego klasowego misia z czekanem, wykonaliśmy zdjęcia i zeszliśmy. Po powrocie opowiadaliśmy reszcie grupy, jak było pięknie, niejako zaostrzając im apetyt - opowiadał Michał Kasperczyk, uczeń I LO im. Leona Kruczkowskiego w Tychach
Wieczorem w schronisku dyżur kończył legendarny ratownik TOPR, Włodek Cywiński. Jak wspominał po latach w rozmowie z Onetem, próbował odwieść opiekuna od ryzykownego pomysłu. „Nie widziałem dzieciaków, ale rozmawiałem z ich opiekunem. Odradzałem mu to, co zamierzał, po czym zszedłem z dyżuru”. Mimo że nauczyciel nie miał formalnych uprawnień do prowadzenia takich wypraw, postanowił kontynuować.
Lawina na Rysach. 26 tysięcy ton śniegu runęło na uczniów
W nocy z 27 na 28 stycznia warunki w górach uległy gwałtownemu pogorszeniu. Nastąpiło ocieplenie, zaczął padać deszcz, a zagrożenie lawinowe, choć określone jako drugi stopień, stawało się coraz bardziej realne. Mimo to, rankiem 28 stycznia druga, 13-osobowa grupa wyruszyła na szlak.
Około godziny 11:00, gdy uczestnicy wycieczki znajdowali się już powyżej Czarnego Stawu, z Rysów ruszyła gigantyczna lawina. Ten moment dobrze zapamiętał Michał Kasperczyk, który z kilkuosobową grupą poszedł nad Czarny Staw.
"Po dotarciu do Czarnego Stawu, usiedliśmy na lodzie i popatrzyliśmy w górę. Zobaczyliśmy ich. Wyglądali jak maleńkie czarne kropki na wielkim białym tle. Nagle czarne punkciki w górze zniknęły, a chwilę potem poczuliśmy drżenie ziemi „Lawina!” - wrzasnął opiekun i kazał nam wracać do schroniska. Biegliśmy co sił w nogach, potykając się o krzewy, skałki. W pewnym momencie usłyszeliśmy huk. Lawina uderzyła w lód Czarnego Stawu, a na nas posypał się śnieżny pył" - wspominał Michał Kasperczyk w rozmowie z NaszymMiastem.
Masy śniegu porwały 9 osób. Skala kataklizmu była porażająca: powierzchnia lawiny równała się 13 hektarom, jej tor miał ponad 1200 metrów, a szacowana masa śniegu, która pozostała na powierzchni Czarnego Stawu, wynosiła 26 000 ton. Biegli określili, że masa śniegu wtłoczonego pod lód była "o wiele większa".
Zobacz zdjęcia
Dramatyczna akcja ratunkowa i ból rodzin. "Robimy wszystko, co można"
Natychmiast rozpoczęła się desperacka akcja poszukiwawcza TOPR. Jeszcze tego samego dnia ratownicy odkopali trzy osoby: dziewczynę, która nie odniosła poważniejszych obrażeń, oraz dwóch chłopaków. Niestety, jeden z nich już nie żył, a drugi zmarł w szpitalu. Los pozostałych sześciu osób pozostawał nieznany. Do schroniska zaczęły docierać przerażone rodziny ofiar.
Jan Krzysztof, ówczesny naczelnik TOPR, wspominał ten trudny czas w rozmowie z Onetem: „Miałem z nimi kontakt już pierwszego dnia. (...) Rodzice chcieli i mieli prawo wiedzieć, czy wszystkie środki zostały i zostaną wykorzystane. To nie były osoby związane z górami. Musieliśmy tłumaczyć im szczegóły akcji, specyfiki warunków, zwłaszcza zimą. Chcieli wiedzieć, co się dzieje. Że robimy wszystko, co można”.
Niestety, ciał zaginionych nie udało się odnaleźć od razu. Lawina wepchnęła je pod grubą taflę lodu na Czarnym Stawie. Poszukiwania trwały aż do wiosny. Ciało ostatniej ofiary wyłowiono dopiero 17 czerwca.
i
Największa tragedia lawinowa w Polsce. Jaki był jej finał?
Łącznie w lawinie, która zeszła z Rysów, zginęło 8 osób – siedmioro licealistów i drugi opiekun wycieczki, Tomasz Zbiegień. Była to największa tragedia lawinowa w historii polskich Tatr. W akcji poszukiwawczej, która składała się z 14 wypraw, udział wzięło 260 ratowników i 36 psów lawinowych, a łączny czas pracy ratowników wyniósł 2203 godziny.
Biegli, badający przyczyny katastrofy, ustalili, że lawina została wywołana przez czynniki naturalne, choć nie wykluczyli "drugorzędnego wpływu ingerencji człowieka". Ostatecznie jednak sąd przyjął, że lawina zeszła samoistnie, a zachowanie uczestników wycieczki nie miało decydującego wpływu na jej uruchomienie.