Górnik Zabrze bezradny na własnym stadionie
Sobotnie popołudnie 30 sierpnia na stadionie im. Ernesta Pohla miało być dla Górnika Zabrze okazją do zdobycia kolejnych ligowych punktów. Ponad 20 tysięcy fanów zasiadło na trybunach, by wspierać zawodników w starciu z Motorem Lublin. Niestety, dla gospodarzy i ich kibiców, mecz zakończył się ogromnym rozczarowaniem. Podopieczni Michala Gasparika ulegli dobrze zorganizowanemu rywalowi 0:1, pokazując bezradność w ofensywie.
Od pierwszego gwizdka sędziego Damiana Kosa spotkanie nie układało się po myśli zabrzan. To goście z Lublina sprawiali wrażenie drużyny lepiej poukładanej, choć początkowe minuty upłynęły pod znakiem spokojnej gry w środku pola. Pierwszy sygnał ostrzegawczy dla defensywy Motoru pojawił się w 9. minucie, kiedy to po strzale Ousmane Sowa świetną interwencją popisał się bramkarz Ivan Brkić, parując piłkę na rzut rożny.
Chwilę później, po kwadransie gry, obie drużyny stworzyły sobie dogodne sytuacje. Najpierw Karol Czubak z Motoru minimalnie chybił, a następnie w polu karnym gości upadł Lukas Ambros, jednak arbiter nie dopatrzył się przewinienia. W kolejnych fragmentach pierwszej połowy to zespół trenera Mateusza Stolarskiego prezentował się lepiej. Goście zaprezentowali niezwykle szczelną i zdyscyplinowaną formację obronną, z którą piłkarze Górnika kompletnie sobie nie radzili. Brakowało kreatywności, dokładności i pomysłu na sforsowanie lubelskiego muru, co sprawiło, że do przerwy na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis.
O ostatecznym wyniku zadecydował jeden gol
Po zmianie stron kibice mieli nadzieję na ożywienie gry swojego zespołu. Już na początku drugiej połowy bliski szczęścia był Taofeek Ismaheel, który po dośrodkowaniu Matusa Kmeta oddał groźny strzał. Ponownie jednak na posterunku był Brkić, popisując się znakomitym refleksem. To było jednak wszystko, na co stać było Górnika tego dnia.
Kluczowy moment meczu nadszedł w 59. minucie. Trener gości wykazał się trenerskim nosem, wprowadzając na boisko Jacquesa Ndiaye. Senegalczyk potrzebował zaledwie pierwszego kontaktu z piłką, by wpisać się na listę strzelców. Po precyzyjnym dograniu od Czubaka, Ndiaye z łatwością minął Patrika Hellebranda i potężnym uderzeniem nie dał szans Danielowi Łubikowi. Stadion przy Roosevelta zamarł.
Strata bramki nie podziałała na gospodarzy mobilizująco. Wręcz przeciwnie, ataki zabrzan stały się jeszcze bardziej chaotyczne i przewidywalne. Trener Gasparik próbował ratować sytuację, dokonując poczwórnej zmiany i wprowadzając na boisko m.in. Lukasa Podolskiego, Adriana Chłania i Michalisa Tsirigotisa. Manewry te nie przyniosły jednak żadnego efektu.
Górnik bił głową w mur, a defensywa Motoru z każdą minutą czuła się coraz pewniej. Ataki gospodarzy były pełne niedokładnych podań i nieprzemyślanych strzałów, które z łatwością padały łupem obrońców lub mijały bramkę Ivana Brkicia. Mimo głośnego dopingu, który niósł się z trybun do samego końca, zabrzanie nie zdołali stworzyć realnego zagrożenia i odwrócić losów spotkania.
Zobaczcie galerię zdjęciową z sobotniego spotkania.
Teraz przed drużyną z Zabrza czas na przerwę reprezentacyjną, która będzie okazją do analizy błędów. Kolejny mecz ligowy Górnik rozegra dopiero w poniedziałek, 15 września, kiedy to zmierzy się na wyjeździe z Rakowem Częstochowa.
