Sobotni wieczór na stadionie przy ulicy Bukowej w Katowicach miał wyjątkowy wymiar. Mecz 17. kolejki Ekstraklasy pomiędzy GKS Katowice a Pogonią Szczecin był w całości dedykowany pamięci zmarłego 26 listopada 2024 roku Jana Furtoka. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego ponad 11 000 kibiców zgromadzonych na trybunach obejrzało na telebimach krótki film upamiętniający legendarnego napastnika GKS-u i reprezentacji Polski.
Katowiczanie, przystępujący do spotkania ze strefy spadkowej, wracali do gry po trzytygodniowej przerwie. W tym czasie "Portowcy" zaimponowali formą, gromiąc na wyjeździe Zagłębie Lubin aż 5:1. Dodatkowym utrudnieniem była gęsta mgła, która jeszcze na godzinę przed meczem spowiła stadion, na szczęście ustępując na tyle, by umożliwić rozegranie spotkania.
Gole dla legendy i dramat na boisku
Początek meczu był dla gospodarzy wymarzony. Już pierwsza groźna akcja przyniosła im prowadzenie. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Borjy Galana w pole karne, Adam Zrelak uciekł obrońcom i pewnym strzałem głową z pięciu metrów pokonał Valentina Cojocaru. Radość została jednak szybko zmącona. Chwilę później obrońca Marten Kuusk tak niefortunnie zderzył się z własnym bramkarzem, że z powodu kontuzji musiał opuścić boisko. Szczecinianie ruszyli do ataku, a pod bramką GKS-u wielokrotnie się kotłowało. Rafał Strączek obronił groźne uderzenie Sama Greenwooda, a po strzale Jana Biegańskiego piłka trafiła w poprzeczkę. Ku zaskoczeniu wszystkich, w 37. minucie GKS wyprowadził jedną z nielicznych kontr, po której Zrelak wyłożył piłkę Bartoszowi Nowakowi, a ten w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi Pogoni, podwyższając na 2:0.
Oblężenie bramki i mądra defensywa GKS-u
Druga połowa rozpoczęła się od natarcia gości, jednak ich przewaga w posiadaniu piłki nie przekładała się na celne strzały. Co więcej, to bramkarz Pogoni musiał interweniować po uderzeniach Emana Markovica i Jesse Boscha. Z upływem czasu przewaga "Portowców" rosła, a ostatni kwadrans to już prawdziwe oblężenie pola karnego GKS-u. Próby Musy Juwary z rzutu wolnego i Kamila Grosickiego nie przyniosły jednak zmiany wyniku. Niczego – poza mnóstwem dośrodkowań – ta przewaga nie dała i to gospodarze mogli cieszyć się z niezwykle cennej wygranej.
i
Trener Pogoni rozczarowany, trener GKS-u mówi o "opiece z góry"
Po meczu trener gości, Thomas Thomasberg, nie krył rozczarowania. – To rozczarowujący wieczór. Oczywiście nie jestem zadowolony. Często mieliśmy piłkę, stworzyliśmy sporo dobrych sytuacji, jednak ich nie wykorzystaliśmy. Oddaliśmy 25 strzałów, które były zablokowane, obronione. Nie strzeliliśmy niestety gola. GKS bronił się dziś bardzo dobrze – ocenił.
Zupełnie inne nastroje panowały w obozie gospodarzy. Trener Rafał Górak podkreślał, jak trudne zadanie stało przed jego drużyną.
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jeśli Pogoń zdobędzie gola, złapie luz – trudno ją zatrzymać. Byliśmy na to przygotowani. Po drugiej bramce trochę za bardzo się cofnęliśmy – stwierdził. Najważniejsze słowa padły jednak na końcu jego wypowiedzi.
Jestem pod wrażeniem naszej gry obronnej. Cieszy „zero z tyłu”, ale najbardziej cieszą trzy punkty, które chcieliśmy zadedykować rodzinie Jasia Furtoka. Kiedy przyjechałem na stadion trzy godziny przed meczem, nie było z boiska widać trybun, przeciwległej bramki. Jak widać, Jasiu trzymał wszystko w swoich rękach – podsumował wzruszony szkoleniowiec GKS, Rafał Górak.