Elżbieta i Lech byli razem ponad 60 lat. Śmierć rozdzieliła ich tylko na 60 godzin

Poznali się w szkolnych ławach i od tamtej pory szli przez życie razem. Tworzyli, podróżowali, pomagali innym i mieli jeszcze plany na przyszłość. Elżbieta i Lech Ledeccy, cenieni artyści z Częstochowy, odeszli w odstępie zaledwie 60 godzin. Najpierw zmarł Lech. Jego ukochana żona, nieświadoma tragedii, odeszła trzy dni później. „Zawsze razem do końca” – napisał ich syn.

Poznali się w szkole. Przez ponad 60 lat byli nierozłączni

Ich historia zaczęła się w liceum plastycznym w Częstochowie. Tam Elżbieta i Lech poznali się jako młodzi ludzie, których połączyła wrażliwość i miłość do sztuki. Nie wiedzieli jeszcze, że przez kolejne dziesięciolecia będą iść przez życie ramię w ramię.

Razem wyjechali na studia do Wrocławia. Tam urodził się ich syn Piotr. Później wrócili do Częstochowy, gdzie stworzyli dom i stali się ważną częścią miejscowego środowiska artystycznego.

Malowali, projektowali wnętrza, zajmowali się grafiką użytkową, ceramiką i rzeźbą. Ich prace trafiały na wystawy w Polsce i za granicą. Podróżowali, szukali inspiracji i poznawali ludzi, z którymi łączyła ich twórcza pasja.

Dla przyjaciół trudno było mówić o jednym z nich, nie wspominając o drugim.

– Byli zachwycający. Z Elą dyskutowałyśmy nawet o różowych torebkach. Wspaniały i ogromny dorobek, klasa, poczucie humoru. Tak bardzo mi żal, ogromna strata.. Zawsze byli razem i razem odeszli... Piękni Ludzie... - wspomina ich Barbara Majewski, ich znajoma.

Dzielili pasję i pomagali innym

Elżbieta i Lech byli aktywnymi członkami Związku Polskich Artystów Plastyków, współtworzyli także kawiarnię artystyczną Bon Art. Organizowali plenery i uczestniczyli w nich, spotykając twórców z różnych stron świata.

Lech pracował w wojewódzkim domu kultury, a Elżbieta uczyła w liceach. W życiu obojga było też miejsce na pomoc innym. Swoje prace przekazywali na aukcje charytatywne, szczególnie te organizowane na rzecz częstochowskiego hospicjum. Do wspierania potrzebujących zachęcali również innych.

Bliscy i znajomi zapamiętają ich nie tylko jako artystów. Przede wszystkim jako życzliwych, ciepłych ludzi, z którymi chciało się spędzać czas.

– Śmierć odzwierciedliła symbolicznie ich życie – podkreśla Tadeusz Piersiak, przyjaciel rodziny.

Mieli razem wrócić do Częstochowy. W sanatorium przyszło im się pożegnać

W październiku małżonkowie przebywali razem w sanatorium w Wieńcu-Zdroju. Bliscy czekali na ich powrót. Elżbieta i Lech mieli jeszcze plany, ale niespodziewany splot tragicznych zdarzeń wszystko przerwał.

Najpierw pani Elżbieta trafiła do szpitala. Kiedy zabierała ją załoga pogotowia, małżonkowie widzieli się po raz ostatni. Niedługo później jej mąż zmarł na zapalenie płuc. Był wtorek, 20 października.

Elżbieta nie dowiedziała się o śmierci ukochanego. Sama odeszła około 60 godzin później, w piątek, 23 października. Przyczyną jej śmierci była choroba nerek.

Lech Ledecki miał 78 lat. Jego żona Elżbieta – 77.

„Moi kochani rodzice”. Syn pożegnał Elżbietę i Lecha

Dla rodziny i przyjaciół to podwójna strata. W krótkim czasie musieli przyjąć wiadomość o śmierci dwojga bliskich osób, które przez ponad sześć dekad były obecne w swoim życiu.

Ich syn Piotr pożegnał rodziców słowami:

Moi kochani rodzice, „podobni, niepodobni”, szliście dwiema drogami, zawsze razem do końca. Takimi Was zapamiętam, Wasz los zatrzymany w biegu kadr, tylko mknie do przodu czas.

Przed wyjazdem do sanatorium Elżbieta i Lech oddali do składu książkę o swoim życiu i twórczości. Jak wspominał Tadeusz Piersiak, żartowali, że będzie ich pożegnaniem i darem dla wnuka. Dziś te słowa nabierają szczególnego znaczenia.

Częstochowa żegna artystów

Wiadomość o śmierci małżeństwa poruszyła częstochowskie środowisko artystyczne. Związek Polskich Artystów Plastyków pożegnał Elżbietę i Lecha, przypominając, że ich dzieła pozostaną z odbiorcami.

Wzruszenia nie kryła również Małgorzata Iżyńska, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Częstochowy. W swoim wpisie wspomniała Ledeckich jako artystów, wyraziste osobowości i dobrych ludzi. Rodzinie złożyła kondolencje.

Elżbieta i Lech zostawili po sobie obrazy, ceramikę, wspomnienia wspólnych podróży i ludzi, dla których byli ważni. Ich bliscy będą pamiętać także o tym, jak przez ponad 60 lat trzymali się razem – w codzienności, w sztuce i w planach na kolejne dni.

Termin pogrzebu nie został jeszcze ustalony. Uroczystość ma odbyć się po 1 listopada.

 

ROLKI