Ciężarna Patrycja zginęła w wypadku, na ulicy wykonano cesarskie cięcie. Mały Bruno też nie przeżył

To miała być krótka podróż z Tychów do Katowic, ale finał był tragiczny. Kevin (36 l.) jechał ze swoją ciężarną partnerką Patrycją (29 l.) Seicento. Gdy zwolnili w korku na DK 86, w tył ich auta z ogromną siłą uderzyło BMW. Kobieta zginęła na miejscu. Mimo błyskawicznej akcji ratowników i cesarskiego cięcia na środku drogi, nie udało się uratować ich nienarodzonego synka Bruna. Mężczyzna jest załamany po utracie bliskich.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się 26 lipca 2025 roku na odcinku między Tychami a Katowicami (woj. śląskie). Za kierownicą niewielkiego fiata seicento siedział pochodzący z Meksyku Kevin. Obok niego znajdowała się Patrycja, u której wkrótce miał nastąpić poród. W pewnym momencie w tył ich wozu uderzyło rozpędzone BMW, wpychając fiata na kolejny pojazd. Auto zostało doszczętnie zniszczone. Aby wydobyć rannych z pułapki, strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu. Poszkodowani byli nieprzytomni. Choć mężczyznę z obrażeniami przetransportowano do katowickiej lecznicy, życia ciężarnej nie zdołano uratować. Ratownicy medyczni podjęli desperacką próbę uratowania dziecka, przeprowadzając cesarskie cięcie w miejscu tragedii. Mały Bruno trafił do szpitala, gdzie niestety wkrótce zmarł.

Sonda
Czy mandaty dla piratów drogowych powinny być jeszcze wyższe?

Zrozpaczony partner zmarłej długo dochodził do siebie w placówce medycznej. Gdy tylko obudził się ze śpiączki, dotarły do niego druzgocące informacje. Nie zdołał nawet pożegnać się ze zmarłą ukochaną i ich nienarodzonym synkiem na pogrzebie. Z katowickiego szpitala wypisano go dopiero w październiku, po czym czekała go jeszcze żmudna rehabilitacja. Konieczne było założenie specjalnych śrub i płytek metalowych, by poskładać połamane kości. Choć z czasem odzyskał sprawność fizyczną, jego życie bez bliskich jest teraz pasmem cierpienia.

Sprawca tragedii na DK 86 przyznaje się do winy

Z informacji zebranych przez dziennikarzy "Super Expressu" wynika, że już niebawem kierowca odpowiedzialny za to tragiczne zdarzenie stanie przed wymiarem sprawiedliwości. Śledczy z Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe zbliżają się do końca postępowania i lada chwila zamierzają skierować do sądu akt oskarżenia. Prawdopodobnie dojdzie do tego w lipcu 2026 roku.

„Mężczyzna odpowie za spowodowanie wypadku, w którym śmierć poniosły dwie osoby: zarówno ciężarna kobieta, jak i dziecko, którego poród przez cesarskie ciecie odebrano na miejscu zdarzenia. Zarzut obejmuje spowodowanie wypadku poprzez umyślne naruszenie zasad ruchu drogowego poprzez nieobserwowanie w należyty sposób przedpola jazdy. Ponadto zarzuty obejmują spowodowanie obrażeń realnie zagajających życiu pokrzywdzonego w wypadku mężczyzny, który kierował fiatem. Kierowca przyznał się do popełnienia czynu, wyraził żal, skruchę i złożył wyjaśnienia odpowiadające naszym ustaleniom”

– przekazał Dawid Szulik, zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Rejonowej Katowice Południe. Zmarła kobieta i jej malutki syn spoczęli na cmentarzu komunalnym w Tychach. Miejsce ich pochówku tonie w zniczach i pluszowych zabawkach. Wśród nich znalazł się pluszowy jamnik, przyniesiony przez załamanego ojca. Wzruszającym gestem w mediach społecznościowych pożegnał bliskich, wspominając o starożytnej meksykańskiej tradycji, by ukochani zmarli byli odprowadzani na tamten świat w towarzystwie psa. Sprawa karna pozostaje w toku.

Pokój Zbrodni - Horror w Łęczycy