- 1 lipca w Zabrzu rozpoczęło działalność Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej, jednak tego samego dnia sześcioosobowy zespół lekarzy z Katowic złożył rezygnacje.
- Lekarze uzasadnili swoje odejście brakiem przygotowania placówki na leczenie guzów ośrodkowego układu nerwowego oraz licznymi problemami organizacyjnymi i logistycznymi, m.in. zbyt małą liczbą lekarzy dyżurnych.
- Dyrekcja szpitala w Zabrzu odpiera zarzuty, twierdząc, że centrum było w pełni gotowe do uruchomienia, a problemem była jednoczesna rezygnacja personelu.
- Obecnie w Centrum pracuje 9 lekarzy specjalistów i 9 rezydentów, a organizacja pracy została dostosowana do aktualnej sytuacji, zapewniając opiekę pacjentom.
Lekarze masowo odeszli z pracy w centrum onkologii dziecięcej
Nowo powstałe Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Zabrzu to ambitny projekt Ministerstwa Zdrowia, mający na celu centralizację i podniesienie jakości opieki nad najmłodszymi pacjentami z chorobami nowotworowymi i krwi. Jak opisuje PAP, placówka, zlokalizowana w strukturach Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu, powstała z połączenia doświadczeń i zespołów dwóch dotychczasowych oddziałów onkologii i hematologii dziecięcej z Katowic i Zabrza. Idea była szczytna – stworzyć jeden, silny ośrodek.
Jednak dzień otwarcia, 1 lipca, zamiast radości przyniósł niepokojące wieści. Jak informuje TVP, sześcioosobowy zespół lekarzy z dawnego oddziału Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, którzy mieli kontynuować pracę w Zabrzu, rozwiązał umowy o pracę. Decyzja ta została przekazana w piśmie skierowanym do Konsultanta Krajowego ds. Onkologii i Hematologii Dziecięcej, prof. Jana Styczyńskiego.
Alarmujące zarzuty lekarzy z Katowic
Główne zastrzeżenia lekarzy onkologów dotyczą zakresu leczenia i organizacji pracy w nowym centrum. Medycy podkreślają, że zespół z Katowic miał przejąć opiekę nad dziećmi z guzami ośrodkowego układu nerwowego i guzami litymi. Problem w tym, że taki profil działalności nie był dotychczas prowadzony w zabrzańskim oddziale. „Leczenie tych pacjentów wymaga ścisłej współpracy z diagnostami i specjalistami wielu dziedzin oraz odpowiednio przygotowanych ścieżek diagnostyczno-terapeutycznych” – wskazują lekarze, cytowani przez TVP. Ich zdaniem, w nowym ośrodku te kluczowe rozwiązania nie zostały w pełni przygotowane, co może mieć fatalne konsekwencje dla małych pacjentów.
Dodatkowo, medycy zwrócili uwagę na szereg problemów organizacyjnych i logistycznych. Alarmują, że w nowym centrum zaplanowano obecność zaledwie jednego lekarza dyżurnego na cały, trzykondygnacyjny obiekt dysponujący 58 łóżkami. „W naszej ocenie jest to rozwiązanie niebezpieczne” – podkreślili w swoim oświadczeniu. Kolejną bolączką jest brak należycie rozwiązanych procedur konsultacji specjalistycznych, co oznacza, że mali pacjenci będą musieli być dowożeni na badania do oddalonych o około 25 kilometrów Katowic, co stanowi dodatkowe obciążenie w i tak trudnym procesie leczenia.
Lekarze stanowczo odpierają również zarzuty dotyczące kwestii finansowych. „Z przykrością i zażenowaniem odbieramy również podtrzymywaną narrację, jakoby ewentualne trudności w funkcjonowaniu nowego Centrum Onkologii miałyby wynikać z naszych rzekomych wygórowanych żądań finansowych. (...) Oświadczamy, że jest to nieprawda. Uważamy, że taka narracja to próba przykrycia braku właściwej organizacji pracy Centrum kosztem dobrych opinii o pracy zespołu katowickiego” – napisali onkolodzy dziecięcy, rzucając tym samym oskarżenia w stronę dyrekcji.
Szpital w Zabrzu odpowiada na krytykę
Dyrekcja Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu, reprezentowana przez dyrektora Dariusza Budzińskiego, zdecydowanie odpiera zarzuty lekarzy. Jak podaje PAP, Budziński podkreśla, że to nie przygotowanie nowego ośrodka było problemem, lecz „jednoczesna rezygnacja z pracy lekarzy, którzy mieli kontynuować leczenie pacjentów po przeniesieniu oddziału”. Szpital stanowczo zapewnia, że Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej było w pełni gotowe do uruchomienia pod każdym względem: organizacyjnym, infrastrukturalnym, wyposażenia, zaplecza diagnostycznego oraz obowiązujących procedur.
„Rozwiązanie stosunków pracy przez wszystkich lekarzy specjalistów oraz ich jednoczesna nieobecność od pierwszego dnia funkcjonowania nowego ośrodka stanowiły okoliczność, która obiektywnie zwiększyła ryzyko organizacyjne i wymagała natychmiastowego wdrożenia działań zabezpieczających. Szpital niezwłocznie wdrożył zaplanowane wcześniej procedury przygotowane na taką ewentualność” – powiedział PAP dyrektor Budziński.
Szpital odrzuca także zarzuty dotyczące braku dialogu oraz kwestii płacowych, kategorycznie stwierdzając, że „nikomu nie zaproponowano obniżenia wynagrodzenia, a nowością były m.in. standardowe zasady ewidencjonowania czasu pracy”. W odpowiedzi na masowe odejście personelu, placówka zapewnia, że obecnie w Śląskim Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej zatrudnionych jest 9 lekarzy specjalistów oraz 9 lekarzy rezydentów. Organizacja pracy i dyżurów została zmodyfikowana i dostosowana do obecnej liczby oraz stanu klinicznego hospitalizowanych pacjentów. Szpital podkreśla również, że nigdy nie instruował rodziców o konieczności szukania pomocy w innych ośrodkach, co sugerowałoby brak możliwości leczenia na miejscu.