Brutalne zabójstwo 83-letniej Marii w Cieszynie. Małżeństwo oprawców usłyszało wyrok. „Oni chcieli, by zmarła”

Planowali zwykłą kradzież w mieszkaniu znanej z życzliwości cieszynianki, ale sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. 83-letnia Maria Banot nie uwierzyła w oszustwo „na pracownicę MOPS”, przez co napastnicy brutalnie ją pobili i zamknęli w skrzyni tapczanu. Kiedy seniorka umierała w środku, sprawcy siedzieli na meblu i pili piwo. W czwartek (5 listopada) sąd ogłosił wyroki dla bezdomnego małżeństwa Marka i Soni T.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w październiku 2025 roku przy placu Kościelnym w Cieszynie, gdzie w mieszkaniu na parterze żyła pani Maria. Seniorka cieszyła się ogromną sympatią sąsiadów, ponieważ chętnie wspierała osoby w trudnej sytuacji, dzieliła się jedzeniem oraz drobnymi sumami pieniędzy, a na co dzień z pasją dokarmiała gołębie. Tę powszechnie znaną dobroć postanowili bezwzględnie wykorzystać 38-letnia Sonia T. oraz jej 50-letni mąż Marek T., którzy pojawili się pod jej drzwiami.

Sprawcy poznali się w noclegowni i od roku tworzyli małżeństwo. Kobieta nie miała wcześniej problemów z wymiarem sprawiedliwości, natomiast jej partner większość swojego życia spędził za kratami. To właśnie 50-latek wymyślił, aby obrabować mieszkankę Cieszyna z oszczędności. Sonia T. zapukała do drzwi pod pretekstem wizyty pracownicy MOPS, w towarzystwie męża. Spotkanie z parą napastników zakończyło się śmiercią Marii Banot.

W czwartek (5 listopada) zapadł wyrok skazujący małżeństwo na wieloletnie więzienie za dokonanie zabójstwa. Sąd wymierzył Markowi T. karę dożywotniego pozbawienia wolności, zastrzegając możliwość ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po upływie 35 lat. Jego żona Sonia T. spędzi w zakładzie karnym 18 lat, a wymiar sprawiedliwości podkreślił wyjątkową podłość obojga oskarżonych.

Jakim człowiekiem trzeba być, żeby zamordować kobietę, starszą osobę, która kiedyś pomogła sprawcy, która kiedyś dała jakieś pieniądze, która kiedyś dała mu jakieś jedzenie, bo akurat wyszedł z zakładu karnego? Jakim człowiekiem trzeba być? − rozpoczęła ustne uzasadnienie wyroku przewodnicząca składu Agnieszka Grążawska.
Sonia T. miała udawać pracownika MOPS, jakie było zdziwienie, gdy Maria Banot nie chciała pomocy, nie chciała wpuścić jej do mieszkania. Marek T. odepchnął żonę i przewrócił panią Marię, potem do niej doskoczył i ukląkł na niej łamiąc jej żebra. Pani Maria broniąc się zadrapała oskarżonego. Jemu lała się krew, wtedy Sonia chwyciła ją za ręce uniemożliwiając obronę, a Marek T. uciskał jej szyje, dusił, miał niewątpliwie o wiele więcej siły niż starsza, schorowana pani. Gdy pokrzywdzona straciła przytomność wrzucili ją do tapczanu, pobitą, bo wiele razy została przez Marka T. uderzona. Wrzucili ją do wąskiego, niskiego tapczanu i zamknęli. Mimo że pani Maria już prawie nie oddychała to Marek i Sonia usiedli na wieku, uniemożliwiając jej wydostanie się z wnętrza. Przez jakiś czas słychać było panią Marię, jak wzywa słabym głosem pomocy. Marek T. siedział na tapczanie popijając piwo, w tym czasie Sonia T. przeszukała mieszkanie i znalazła trzy banknoty 50 zł i trochę drobnych, po czym stwierdzili, że trzeba zniszczyć telefon. Ponieważ Sonia T. nie potrafiła zmiażdżyć go nogą, wrzuciła go do miski z wodą. Maria Banot bardzo cierpiała, obrażenia spowodowane przez nich były bardzo rozległe. Sąd ma jedynie nadzieję, że cierpienia Marii Banot trwały krótko − opisywała przebieg morderstwa Agnieszka Grążawska.

W ocenie składu sędziowskiego na pewnym etapie zdarzenia sprawcy zaczęli działać z pełną premedytacją.

Rzeczywiście początkowo może chcieli ją ograbić, bo nie chciało się im pracować. Marek T. większość życia spędził w zakładach karnych, sąd nie ma informacji, żeby kiedykolwiek pracował. Sposobem na życie było popełnianie przestępstw, rozbojów, kradzieży. Sąd nie zarzuca oskarżonym, że planowali zabójstwo, ale gdy pani Maria zaczęła stawać opór, wtedy już zmienił się zamiar. Zdawali jej wiele ciosów, we wrażliwe miejsca, uciskali szyję, zatykali nos i usta, pozbawiając człowieka tlenu, wiedzieli, że chcą ją zabić. Działali zamiarem bezpośrednim zamykając ją w tapczanie, obciążając tapczan swoimi ciałami. Marek T .wiedział, że nikt nie przyjdzie z pomocą, bo pani Maria mieszkała sama. Oni chcieli, by zmarła − uzasadniała pani sędzia.

Nałożona na Marka T. sankcja ma na celu trwałe odizolowanie go od reszty obywateli, gdyż skazany nie daje żadnych szans na resocjalizację.

Marek T. działał w warunkach mulitirecydywy, niedawno opuścił zakład karny, nie podjął pracy, jest zdemoralizowany, jak widać proces resocjalizacji przez prawie 30 lat nie powiódł się. Nie udało się wdrożyć T. do stosowania się do przepisów prawa, norm moralnych i społecznych. Musimy eliminować takie jednostki ze społeczeństwa. Musimy starać się unikać kontaktu z takimi ludźmi, a jak to inaczej robić niż za pomocą kary dożywocia? Nie jesteśmy w stanie zagwarantować, że oskarżony znowu kogoś nie zabije. Markowi T. dawano szansę wielokrotnie i on z niej nie skorzystał − uzasadniała sędzia.

Sąd zdecydował o zastosowaniu łagodniejszego wymiaru kary wobec wspólniczki głównego oskarżonego.

Sonia T. jest niestety żoną Marka T. i zapewne dlatego znalazła się w takim miejscu. Wspierała swego męża i od samego początku mu pomagała. To również ona odpowiada za złamanie żeber, to ona przeszukała mieszkanie, to ona pomagała w umieszczeniu pani Marii w skrzyni, to ona zniszczyła telefon, by się ktoś nie dodzwonił i przypadkiem nie przyszedł pokrzywdzonej z pomocą. Przyjaciółka pani Marii doszła do wniosku, że skoro telefon jest wyłączony, to się rozładował. W przeciwnym razie, gdyby był sygnał i nieodebrane połączenie, to może przyjaciółka by przyszła od pani Marii. Sąd wymierzył Soni T. niższą karę biorąc po uwagę jej przeżycia z dzieciństwa i jej wcześniejszą niekaralność, a także jej konstrukcję psychiczną, jak wskazał biegły, ma osobowość zależną, podporządkowuje się innym. Trzeba spróbować zresocjalizować Sonię T. Być może uda się ją przywrócić do społeczeństwa − zauważyła pani sędzia.

Na sali rozpraw obecna była rodzina zamordowanej mieszkanki Cieszyna. Chociaż ogłoszona decyzja sądu pozostawiła pewne poczucie niedosytu, krewni ofiary zadeklarowali rezygnację ze składania apelacji.

Jeśli chodzi o oskarżonego, no to wyrok jak najbardziej zasadny, natomiast w przypadku oskarżonej jest trochę zbyt łagodny. Sąd rzeczywiście daje szansę resocjalizacji tej pani, ale liczyłem na większą karę. Prokurator też żądał 25 lat. Mimo to my nie będziemy się odwoływać od wyroku. Też damy jej szansę. Tak, żeby mogła jeszcze kiedyś być dobrą matką na przykład − powiedział po wyroku brat ofiary Jerzy Banot (74 l.).

Orzeczenie wydane przez sąd nie jest prawomocn.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?
 

ROLKI