Kamilek z Częstochowy przez długi czas cierpiał z powodu brutalnego znęcania się przez ojczyma i matkę. Niedawno wydany wyrok dla sprawców spotkał się z ogromnym rozczarowaniem, ponieważ ujawnione dowody świadczą o niezwykłym okrucieństwie. Szybsza reakcja organów wymiaru sprawiedliwości mogła uratować mu życie. Kara zasądzona dla mordercy 8-latka nie obejmuje dożywocia, co oburzyło rodzinę, organizacje pomocowe oraz Rzeczniczkę Praw Dziecka. Kulisy tej tragedii opisał Bartosz Wojsa w książce "Dzieci odchodzą w ciszy".
Sąd Okręgowy w Częstochowie w maju 2026 roku wydał pierwszy wyrok w tej sprawie. Dawid B., ojczym 8-latka, otrzymał karę 25 lat pozbawienia wolności, natomiast matka, Magdalena B. - 16 lat więzienia. Obrońcy złożyli apelację, sprawa trafi do wyższej instancji.
Tymczasem Prokuratura Regionalna w Gdańsku ponownie zdecydowała o umorzeniu śledztwa w sprawie zaniedbań instytucji nadzorujących sytuację w domu chłopca. Choć książka "Dzieci odchodzą w ciszy" ujawniła, że urzędnicy spełnili jedynie formalne minimum obowiązków, nie poświęcili sprawie Kamilka niezbędnej uwagi. Sąd Rejonowy w Kielcach utrzymał wcześniej umorzenie dla nauczycieli i personelu medycznego, ale polecił głębszą analizę działań urzędników, policji, kuratorów i sędziów.
Kolejne badanie akt nie przyniosło nowych dowodów ani zarzutów.
Brak zarzutów dla instytucji po śmierci Kamilka z Częstochowy
Śledczy przeprowadzili ponowną analizę materiału dowodowego, w tym akt sądowych z Częstochowy i Olkusza, dokumentacji procedur Niebieskiej Karty oraz pracy ośrodków pomocy w obu miastach. Przesłuchano sąsiadów, rodzinę oraz pracowników instytucji pomocowych. Nie znaleziono dowodów, by urzędnicy dysponowali informacjami jednoznacznie potwierdzającymi stosowanie przemocy wobec dziecka, co wyklucza ich odpowiedzialność karną. Umorzenie obejmuje również okres bezpośrednio przed śmiercią chłopca (30 marca - 3 kwietnia 2023 roku), kiedy, mimo wizyt pracownic MOPS-u i policji, nie sprawdzono jego stanu fizycznego.
Prokuratura stwierdziła, że nie ma dowodów na celowe nieudzielenie pomocy czy zaniedbanie obowiązków, a procedury były realizowane zgodnie z przepisami prawa.
- Nie zgadzam się z decyzją prokuratury. Konsekwentnie zamierzam wspierać osoby uprawnione do złożenia zażalenia. Jeżeli decyzja nie zostanie uchylona, osoby reprezentujące Kamilka złożą subsydiarny akt oskarżenia. Sprawa i tak finalnie trafi do sądu karnego -
skomentowała Rzeczniczka Praw Dziecka, Monika Horna-Cieślak.
Śledczy zaznaczyli, że ocena dotyczyła tylko odpowiedzialności karnej, a to nie wyklucza ewentualnych konsekwencji dyscyplinarnych lub służbowych. Decyzja gdańskiej prokuratury o umorzeniu sprawy nie jest jeszcze prawomocna. Jeśli zostaną złożone odpowiednie zażalenia, proces wyjaśniania odpowiedzialności instytucji za tragedię Kamilka z Częstochowy będzie kontynuowany.