Masowo sprowadzał leki z Ukrainy. Trafiały w zaskakujące miejsce

2026-02-16 17:42

Funkcjonariusze z Tychów rozbili nielegalny biznes prowadzony przez mieszkańca Chorzowa. Mężczyzna na szeroką skalę importował medykamenty zza wschodniej granicy, a następnie wprowadzał je do obiegu w Polsce. Śledczy ustalili, że farmaceutyki omijały wszelkie procedury i trafiały nawet do gabinetów weterynaryjnych. Podejrzanemu grozi teraz wieloletnia odsiadka.

Masowo sprowadzał leki z Ukrainy. Trafiały w zaskakujące miejsce

i

Autor: mat. policji/ Materiały prasowe

Zatrzymanie na gorącym uczynku w Chorzowie

Funkcjonariusze zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej od dłuższego czasu przyglądali się poczynaniom 30-latka. Gdy zgromadzono wystarczający materiał dowodowy, zapadła decyzja o przeprowadzeniu akcji. Mundurowi ujęli mieszkańca Chorzowa w momencie, gdy wynosił z domu paczki i pakował je do swojego samochodu.

Zaskoczony mężczyzna nie spodziewał się interwencji służb. W trzymanych przez niego przesyłkach znajdowały się środki farmaceutyczne. Przeszukanie lokalu mieszkalnego tylko potwierdziło podejrzenia operacyjne. Wewnątrz odkryto kolejne kartony wypełnione lekami opisanymi cyrylicą. Łącznie zabezpieczono kilkaset opakowań preparatów, które trafiły do Polski nielegalną drogą z Ukrainy.

- Z ustaleń śledczych wynika, że 30-latek prowadził działalność gospodarczą polegającą na imporcie produktów leczniczych oraz wprowadzaniu ich do obrotu bez wymaganego zezwolenia. Informacje o oferowanych preparatach zamieszczał na jednym z portali internetowych, natomiast kontakt z klientami odbywał się za pośrednictwem komunikatora internetowego. Zamówione produkty najczęściej wysyłane były do odbiorców firmą kurierską - informuje policja.

Medykamenty bez atestów w gabinetach weterynaryjnych

Dalsze czynności w sprawie ujawniły kolejny, niepokojący wątek procederu. Odbiorcami towaru nie były wyłącznie osoby prywatne. Nielegalne specyfiki trafiały również do lecznic weterynaryjnych i były podawane leczonym tam zwierzętom. Problemem był fakt, że były to leki przeznaczone dla ludzi, niedopuszczone do obrotu weterynaryjnego i nieposiadające odpowiednich rejestracji.

Ustalenia śledczych wskazują jednoznacznie, że żaden ze sprzedawanych produktów nie mógł legalnie znajdować się na polskim rynku. Farmaceutyki nie przeszły wymaganych procedur rejestracyjnych. Na opakowaniach próżno było szukać nawet podstawowych etykiet czy ulotek w języku polskim.

- Postępowanie w tej sprawie prowadzą policjanci z tyskiej komendy pod nadzorem prokuratury Rejonowej w Tychach. Za popełnione przestępstwa grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności. Wobec 30-latka zastosowano już środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji oraz zakazu opuszczania kraju - dodają funkcjonariusze.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Studniówka II LO w Bydgoszczy: Blisko 360 osób bawiło się do białego rana!