Ciężarówka znanej firmy wjechała w robotników. Właściciele spółki zabrali głos

Na autostradzie A1 niedaleko Częstochowy doszło do makabrycznego wypadku, w którym rozpędzona ciężarówka uderzyła w pracowników drogowych. Na pojeździe widniało logo PARTNERSPOL GROUP. Przedstawiciele firmy wydali oficjalny komunikat.

Tragedia w okolicy Mykanowa na A1

Dramatyczne zdarzenie miało miejsce we wtorek, 1 września, tuż przed godziną 9:00. Na autostradzie A1 w kierunku Katowic, niedaleko węzła Mykanów pod Częstochową, doszło do koszmarnego incydentu.

Ze wstępnych informacji zgromadzonych przez policjantów wynika, że kierowca samochodu ciężarowego uderzył w auto techniczne, wokół którego pracowała ekipa remontująca drogę.

Bilans tego zdarzenia jest wstrząsający. Na miejscu zginęły cztery osoby, a kolejne cztery przetransportowano do szpitali. Wobec jednego z rannych ratownicy musieli podjąć próbę reanimacji. Do akcji ratunkowej skierowano również załogę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Ponieważ na plandece sprawcy wypadku znajdowało się wyraźne logo, natychmiast zaczęto dopytywać o powiązania pojazdu z widniejącym tam przedsiębiorstwem.

Przedstawiciele PARTNERSPOL GROUP wydali oświadczenie

Głos w tej bulwersującej sprawie zabrała Patrycja Monnier, która reprezentuje PARTNERSPOL GROUP.

W wywiadzie podkreśliła, że zarząd spółki postanowił błyskawicznie zabrać głos, by uniknąć nieporozumień związanych z obecnością firmowego znaku na ciężarówce. Potwierdziła, że przedsiębiorstwo współpracuje z właścicielem tego auta przy wybranych przewozach. Kategorycznie jednak zaprzeczyła, by feralnego dnia kierowca wykonywał kurs na zlecenie PARTNERSPOL GROUP.

Firma wydała również oficjalne stanowisko:

Samochód ciężarowy, który brał udział w tragicznym wypadku w dniu dzisiejszym nie należy do naszej firmy i nie realizował transportu na nasze zlecenie. Samochód jest własnością jednego z naszych podwykonawców, z którym współpracujemy i który eksponuje nasze logo - przekazała "SE" Patrycja Monnier.

Zarząd przedsiębiorstwa wyraźnie dystansuje się od przewozu towaru, podczas którego rozegrał się dramat.

Logo na plandece mogło wprowadzić w błąd

Zdjęcia i filmy z autostrady mogły łatwo wywołać fałszywe wnioski. Ogromne logo znanej marki sugerowało bezpośrednie powiązanie sprawcy wypadku ze wspomnianą spółką.

Jak przekonuje przedstawicielka PARTNERSPOL GROUP, ciężarówka stanowi jednak własność zewnętrznego podwykonawcy. Spółka nie ukrywa faktu współpracy z tym przewoźnikiem i zgody na eksponowanie firmowych znaków, jednak mocno podkreśla, że we wtorek auto nie jechało na jej rachunek.

To kluczowy szczegół dla śledczych, którzy będą wyjaśniać okoliczności tej tragedii.

Kto stoi za spółką PARTNERSPOL GROUP?

PARTNERSPOL GROUP sp. z o.o. to warszawskie przedsiębiorstwo funkcjonujące w sektorze logistycznym. Jak pokazują dane z KRS, udziały w firmie podzielone są równo między dwóch wspólników: Riccardo Caruso i Umberto Magriniego. Każdy z nich dysponuje 4475 udziałami o łącznej wartości 447,5 tysiąca złotych (50 proc. kapitału).

W zarządzie figuruje Renato Passoni, a każdy z jego członków może samodzielnie reprezentować podmiot. Firma zajmuje się przede wszystkim towarowym transportem drogowym oraz obsługą logistyczną.

Zarówno wspólnicy, jak i zarząd nie są jednak prawem własności powiązani z samochodem, który zabił ludzi na A1. Jak wynika z opublikowanego komunikatu, maszyna należała wyłącznie do współpracującego z nimi przewoźnika.

Koszmar na autostradzie. Zginęły cztery osoby

Przypomnijmy, że dramatyczne chwile rozegrały się 1 września około 9:00 rano na śląskim odcinku autostrady A1 (kierunek Katowice, przed Mykanowem). To tam rozpędzony tir zmiótł z drogi auto i stojących przy nim drogowców.

Cztery osoby poniosły śmierć na miejscu, a kolejne cztery z obrażeniami trafiły pod opiekę lekarzy. Jedna ofiara wymagała reanimacji. Oprócz śmigłowca LPR, na miejscu pracowały zastępy straży pożarnej, funkcjonariusze policji i prokurator.

Trasa w stronę Katowic została całkowicie zablokowana, a służby uprzedzały, że utrudnienia potrwają przez wiele godzin.

Mundurowi prosili kierowców o korzystanie z wyznaczonych objazdów i unikanie miejsca zdarzenia.