Milczenie przerwane po miesiącach
Wielu byłych pracowników Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu przez długi czas milczało. W końcu zdecydowali się mówić o tym, co widzieli na co dzień, w pracy z bezbronnych zwierzętami.
Kamil Fudal, który pracował w schronisku od lipca do końca grudnia 2023 roku jako opiekun zwierząt i kierowca interwencyjny, przyznaje:
- Przez długi czas nie zabierałem głosu, mimo że nosiłem w sobie potrzebę powiedzenia tego, co widziałem. Powstrzymywał mnie strach przed uproszczeniami, hejtem i wrzuceniem wszystkich do jednego worka. Jednak w obliczu ostatnich wydarzeń uznałem, że milczenie nie służy ani zwierzętom, ani ludziom, którzy naprawdę chcą zmian.
Fudal podkreśla, że jego relacje to osobiste doświadczenia – nie plotki ani zasłyszane historie.
28 listopada 2023 – narodziny „Murzynka” i dramat w chłodni
Najbardziej poruszającą historią jest los psa, znanego w schronisku jako „Murzyn” lub „Murzyniek”. Szymon Cichy, kolejny były pracownik, opisuje ją szczegółowo:
- Za czasów gdy pracowałem w schronisku, WTOREK był dniem, gdy przyjeżdżał weterynarz na kontrole i zabiegi. Mamy rok 2023 i wtorek 28 listopada. Dzień jak się okazało ostatni w życiu WOLFa, a pierwszy, gdy narodził się Murzyn. Wolf trafił decyzją Pań techniczek, kierownika schroniska lub weterynarza pod igłę. EUTANAZJA. Jak później próbowano wytłumaczyć tę decyzję? 'Pies miał raka mózgu' – pies, który nigdy nie był na badaniach pod tym kątem!
Według relacji Cichego, pies został umieszczony w chłodni schroniska na około 55 godzin w temperaturze –6°C, a nie, jak twierdziło kierownictwo, tylko na kilka godzin.
- Otwieram chłodnię i widzę żywego, skulonego psa z kagańcem na pysku! – relacjonuje Cichy.
Wolf, dzięki staraniom pracowników, przeżył, ale nigdy nie udało się go zaadoptować. Zmarł 16 sierpnia 2024 roku w obecności osób, które się nim opiekowały.
W tym miejscu warto dodać, że według relacji Anny Kornas (byłej już operatorki schroniska) pies spędził w chłodni nie dwa dni, a dwie godziny.
Zobaczcie zdjęcia "Murzyna" w galerii.
Etyka kontra procedury – interwencje „tylko po martwe”
Kamil Fudal opisuje liczne przypadki konfliktu między procedurami a ratowaniem życia zwierząt.
- Zostałem wysłany po martwego kota do Sosnowca. Okazało się, że zwierzę żyje. Zawiozłem je do lecznicy. Następnego dnia dowiedziałem się, że schronisko nie otrzyma zapłaty, bo interwencja dotyczyła żywego zwierzęcia. Usłyszałem, że w przyszłości powinienem zostawić zwierzę i zadzwonić po odpowiednie służby.
Podobna sytuacja zdarzyła się przy odbiorze sarny z Bytomia – żywe zwierzę trafiło do ośrodka w Mikołowie, ale również w tym przypadku interwencja była uznana za „błąd”.
Fudal wskazuje na podwójne standardy odpowiedzialności – niektórzy pracownicy mogli doprowadzić do śmierci zwierząt, a nikt nie ponosił konsekwencji, podczas gdy inni byli karani za ratowanie życia.
Najbardziej emocjonalnie obciążające były sytuacje z najmłodszymi kotami. - Śmiertelność kociąt do około 3 miesiąca życia sięgała nawet 80–90%. Mówię tu o zwierzętach, które trafiały do schroniska często jako pozornie zdrowe. Jednym z przypadków było siedem zdrowych kociąt odebranych z jednego domu – wszystkie zmarły w ciągu 2–3 tygodni pobytu.
Fudal tłumaczy, że to efekt złego zarządzania i braku jasnych procedur sanitarnych, a nie złej woli pojedynczych pracowników.
Milczący protest przerodził się w głośne zgromadzenie
Przypomnij, że w sobotę, 17 stycznia, przed schroniskiem dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu odbył się protest, który miał być milczący, a przerodził się w gorące i emocjonalne zgromadzenie mieszkańców, aktywistów oraz lokalnych polityków. Demonstranci domagali się szybkiego odwołania operatora placówki i poprawy warunków dla zwierząt, a wydarzenie było odpowiedzią na medialne doniesienia o nieprawidłowościach w schronisku.
Wcześniej (15 stycznia) prezydent Bytomia Mariusz Wołosz wydał oświadczenie o odwołaniu dotychczasowego operatora schroniska, co teoretycznie miało uspokoić nastroje społeczne. Jednak w piątek placówka opublikowała własne oświadczenie, a protestujący zamiast milczeć, przynieśli transparenty z hasłami typu: „Krew nie znika od milczenia” czy „Sprawiedliwość dla zwierząt”.
W sobotę pod schroniskiem byli obecni m.in. poseł Łukasz Litewka, bytomski radny Maciej Bartków oraz osoby znane z mediów, w tym Laluna i Arkadiusz Tańcula. Wcześniej pojawił się powiatowy lekarz weterynarii, odpowiadając na pytania protestujących, jednak po incydencie z Laluną musiał opuścić miejsce zgromadzenia.
Protest miał także wymiar praktyczny – planowano akcję adopcyjną zwierząt, by poprawić ich los. Schronisko było jednak zamknięte dla odwiedzających, a adopcje zapowiedziano dopiero od 19 stycznia 2026 roku z powodu zagrożeń bezpieczeństwa związanych z falą hejtu i gróźb.
Warto przypomnieć, że protestujący wprost domagali się: szybkiego usunięcia obecnego operatora, zapewnienia dobrych warunków zwierzętom, a w ostateczności brano pod uwagę całkowite przeniesienie zwierząt do innych placówek. Operator schroniska opublikował w sobotę własne oświadczenie, w którym zapowiedział przekazanie obiektu przedstawicielom urzędu miasta oraz możliwość wejścia na drogę sądową w celu ochrony swojego imienia.
Zobaczcie zdjęcia z protestu w galerii poniżej.