Spis treści
- Zabójstwo Natalii K. w Raciborzu. Oskarżony sam poszedł na policję
- Przemysław W. przed sądem opisał, jak miało dojść do zabójstwa
- Zabójstwo Natalii K. według relacji oskarżonego. Awantura zaczęła się po powrocie do domu
- Przemysław W. o romansie Natalii K. Zdrada miała doprowadzić do tragedii
- Przemysław W. twierdzi, że wcześniej zgłaszał sprawę policji i innym służbom
- Matka Natalii K. zeznawała o romansie córki i niebieskiej karcie
- Kamil H. przed sądem o relacji z Natalią K. i jej obawach wobec oskarżonego
Zabójstwo Natalii K. w Raciborzu. Oskarżony sam poszedł na policję
Wieczorem 6 października ub. r. Przemysław W. (45 l.) wszedł do komendy w Raciborzu i powiedział dyżurnemu, że zabił swoją dziewczynę. W tym samym czasie w jego mieszkaniu przy ul. Drzymały leżało już ciało Natalii K. Tak zakończyła się burzliwa relacja tej pary.
Natalia K. była jego partnerką, a jak dziś przekonuje oskarżony, także narzeczoną. Razem wychowywali dwuletniego syna Oskara. Ich związek od dłuższego czasu miał jednak przechodzić kryzys. Dochodziło do kolejnych awantur, a kilka miesięcy wcześniej kobieta poznała 30-letniego Kamila. Między nimi zaczął się romans, o którym Przemysław W. się dowiedział.
W sądzie matka ofiary, Danuta K., zeznała, że to ona przekazała Przemysławowi informację o innym mężczyźnie w życiu Natalii. Sam oskarżony przedstawia to inaczej. Utrzymuje, że bezpośredni dowód zdrady zdobył dopiero dzień przed zabójstwem, w niedzielę 5 października. Po odczytaniu aktu oskarżenia został zapytany, czy przyznaje się do winy, i odpowiedział w sposób niejednoznaczny.
„Nie jestem w stanie jednoznacznie przyznać się do tego, co się wydarzyło” – zaczął swe wyjaśnienia Przemysław W. – „Nie pamiętam wszystkiego, co się tamtego dnia wydarzyło, dlatego nie jestem wstanie ustosunkować się do zarzutów w sposób zero-jedynkowy. Opiszę przebieg, jak to wyglądało” – po tych słowach oskarżony się zaciął na dłuższą chwilę, a jego obrońca tłumaczył to silnym stresem i przeżyciem emocjonalnym.
Przemysław W. przed sądem opisał, jak miało dojść do zabójstwa
Gdy Przemysław W. nieco się uspokoił, zaczął relacjonować wydarzenia poprzedzające śmierć Natalii. Jak mówił, wszystko zaczęło się w niedzielę, dzień przed zabójstwem, kiedy partnerka złożyła mu propozycję, która wzbudziła jego podejrzenia.
„Jak nigdy Natalia zapytała, czy nie chcę pojechać z synem do babci na cmentarz. Wydawało mi się to bardzo podejrzane, bo o zazwyczaj odmawiała mi zabierania syna, musiałem się prosić. A tutaj propozycja wyszła od niej. Zadzwoniłem od mamy, czy nie chce jechać do Jastrzębia Zdroju na cmentarz. To było po południu, mama powiedziała, że pojedzie. Przekładałem fotelik z jednego auta do drugiego. I zostawiłem w samochodzie mojej narzeczonej, załączony telefon z funkcją nagrywania” – mówił w stronę sądu oskarżony Przemysław W.
Potem, jak zeznał, pojechał na cmentarz.
„Byliśmy pod stałą kontrolą, Natalia pytała o której wrócę” – dodaje mężczyzna. „Wyjazd był też podyktowany tym, że narzeczona powiedziała, że musi pilnie wyjechać ze swoją mamą do babci. Wracając z Jastrzębia miałem od narzeczonej telefon, czy bym nie pojechał jeszcze z Oskarem do sali zabaw w Wodzisławiu Śl. Pojechałem, ale to jeszcze bardziej dało mi do myślenia, że coś jest na rzeczy, że ona nie chce, żebym wrócił za wcześnie do domu” – kontynuował Przemysław.
Oskarżony dalej opowiadał przed sądem, jak według niego wyglądał ciąg zdarzeń prowadzących do brutalnego zabójstwa Natalii.
Jak mówił, pod wieczór wrócił z Oskarem pod blok i czekał, aż Natalia przyjedzie do domu. Według jego relacji była wtedy godzina 18 lub 19. Kobieta miała zabrać dziecko, a on wyjął telefon z jej samochodu. Reszta wieczoru, jak twierdził, przebiegała zwyczajnie. Była niedziela, a nazajutrz Oskarek miał po raz pierwszy pójść do żłobka. Natalia miała płakać i obawiać się, czy to nie za wcześnie. Przytuliła się do niego, a on zapewniał, że sobie poradzą. Potem poszli spać, a rano on wyszedł do pracy. Tam ostatecznie zdecydował się odsłuchać nagranie z telefonu.
„Tam usłyszałem, że wcale nie była u babci, tylko u swego kochanka, opowiadała, jak tam jest jej cudownie, jaki ja jestem zły, o tym, że rodzice od tamtego mężczyzny jeszcze nie wiedzą, jaka ona jest. Taka rozmowa między nią a koleżanką. Po odsłuchaniu nagrania nie mogłem pracować, kolega wyręczał mnie z moich zajęć, bo widział, że coś jest nie tak. Miałem wysokie ciśnienie, zmierzyłem, ale nie pamiętam, jakie konkretnie było” – ciągnął Przemysław W.
Zanim skończył pracę, partnerka miała kilka razy próbować się z nim kontaktować.
„Natala się próbowała ze mną skontaktować, wysyłała mi zdjęcia Oskarka ze żłobka. Po jakimś czasie do mnie zadzwoniła. Wyczuła, że coś jest ze mną nie tak, dopytywała, ale nie chciałem jej powiedzieć, co się stało. Próbowała kilka razy. Ja byłem przy maszynach, nie chciałem też z nią rozmawiać. Po pracy udałem się do rodziców, ryczałem cały czas, nie mogłem się pogodzić z tym, czego się dowiedziałem z tego nagrania. Poszedłem spać. Natalia próbowała się do mnie dobijać, do moich rodziców. Wstałem po iluś godzinach. Jak się wyspałem i wypłakałem. Postawiłem, że wracam do domu” – opowiadał W.
Zabójstwo Natalii K. według relacji oskarżonego. Awantura zaczęła się po powrocie do domu
Kiedy Natalia wróciła do mieszkania, w środku czekał już Przemysław W. To właśnie wtedy, według materiału sprawy, rozpoczął się finałowy dramat.
„Od samego wejścia zaczęła się awantura, jak tylko zamknęły się drzwi. Słyszałem, jakim jestem chu... ojcem, bo się nie interesuję dzieckiem, co pierwszy raz był w żłobku. Poprosiłem żeby dała mi syna na ręce, poszedłem do jego pokoju. Na lampie i na ścianie wisiały balony, zawieszone po jego urodzeniu. Wszedłem na łóżko, podniosłem Oskarka, który zaczął się nimi bawić. Natalia chciała bym oddał jej dziecko. Wyrwała mi go z rąk i kontynuowała kłótnię. Nie wytrzymałem i powiedziałem, jej że wiem, gdzie była wczoraj, że nie była u babci, że ma się wyprowadzić, że nie będzie się puszczać i że ma się wyprowadzić do piątku. Usłyszałem wtedy od niej: „będę się ruc*ać nawet pod klatką i ch... ci do tego.” I to są ostatnie słowa, które pamiętam. Nie wiem, czy pękło mi serce, czy załamałem się wtedy nerwowo. Nie wiem co się po tym stało” – twierdzi oskarżony mężczyzna.
Według ustaleń właśnie wtedy doszło do zabójstwa. Przemysław W. chwycił za nóż i zadał Natalii kolejne ciosy. Gdy przestał, kobieta miała liczne rany kłute i cięte. Nie ustalono, jak długo trwał ten atak.
„Po jakimś czasie, »obudził« mnie płacz Oskara. Podszedłem od łóżeczka, coś tam powiedziałem, nie pamiętam słów, przytuliłem go, wziąłem na ręce, później zrobiłem mu mleko. I jeszcze mleczko sobie pił. Płakałem. Wziąłem telefon. Zadzwoniłem chyba do mamy. Powiedziałem, żeby przyjechali po Oskara. Pytali co się stało, odpowiedziałem, że prawdopodobnie zabiłem Natalę. Przyjechała siostra z tatą. Spakowałem rzeczy Oskara, jakieś takie z szafki. Pojechaliśmy do rodziców. Zapominałem o maskotce bez której Oskar nie zasypia i po nią wróciłem. Płakałem cały czas, darłem się w niebo głosy. Chciałem popełnić samobójstwo. Mam z siostrą prosiły, żebym tego nie robił. Pożegnałem się z dzieckiem, z siostrą, rodzicami i z chrześnicą. Obiecałem, że nic sobie nie zrobię, tylko pojadę na policję. Pojechałem i przedziałem co zrobiłem. Dostali ode mnie klucze i pojechali na mieszkanie. To wszystko co pamiętam z tego dnia” – zakończył 45-latek.
Przemysław W. o romansie Natalii K. Zdrada miała doprowadzić do tragedii
Przemysław W. przekonywał przed sądem, że relacja Natalii z innym mężczyzną była już zaawansowana. Pytany przez obrońcę, mec. Jarosława Lamparta, mówił, że partnerka w tamtym czasie nie próbowała już tego ukrywać.
„Natalia nie zaprzeczyła, że spotyka się z innym mężczyzną. Powiedziała mi, że »ch... mnie to obchodzi«. Wcześniej też dochodziło z jej strony do zdrady, spotykała się z innymi mężczyznami. Wtedy to ukrywała. Raz jej koleżanka mnie o tym poinformowała, że ona nadal się spotyka ze swoim byłym chłopakiem. Zmieniała partnerów, wielokrotnie mnie zdradzała” – mówił przed sądem oskarżony.
„To rzutowało na naszą rodzinę, którą chciała z mną stworzyć, a potem jakby się jej odwidziało. Niespełna miesiąc po urodzeniu Oskara potrafiła mi powiedzieć, że to, że mamy syna nie znaczy, że jesteśmy z rodziną. Mówiła, że jedzie do kina, a okazywało się, że spotyka się z kochasiem. Umawiała się na całe noce i wracała nad ranem. Ja nie maiłem problemu by zostać z dzieckiem jako ojciec. Rozmailiśmy wielokrotnie o tym, mówiła, że ona musi odreagować. Dochodziło na tym tle do awantur. Coraz gorzej sobie z tym radziłem. Tydzień lub dwa zachowujemy się jak normalna, kochająca rodzina i nagle jest zmiana no 180 stopni. Wszystko jest na nie. Straszenie, że zabierze mi dziecko, że go nie zobaczę, że mnie zniszczy i góra epitetów” – dodawał mężczyzna.
Przemysław W. twierdzi, że wcześniej zgłaszał sprawę policji i innym służbom
Oskarżony utrzymuje, że jeszcze przed tragedią próbował zainteresować swoją sytuacją organy ścigania. Jak mówił, zaczął też nagrywać domowe awantury.
„Byłem na policji ok. 20 razy z nagraniami tych awantur. Już się nauczyłem, żeby wracając do domu włączyć dyktafon, bo nie wiedziałem czego mam się spodziewać, jak wejdę. Policjant powiedział mi, że to może być znęcanie się nade mną. Byłem w prokuraturze, ale okienko otworzyło się na 20 cm i usłyszałem, że mam wypełnić formularz. Potem okienko się zamknęło. Byłem w opiece społecznej. Tam też zostałem wyśmiany i spławiony, bo 43-letni chłop nie może być bity, wyśmiewany i opluwany przez kobietę” – wyliczał Przemysław W.
Po jednej z licznych kłótni miał powiedzieć partnerce, że ma się wyprowadzić, a jeśli tego nie zrobi, złoży odpowiedni wniosek do sądu. Jak relacjonował, było to jeszcze w czasie, gdy Natalia była w ciąży. Poszedł do sądu i wystąpił o eksmisję, ale ostatecznie kobieta się nie wyprowadziła.
„Jak Natalia dostała mój pozew, to była ogromna awantura. Powiedziała, że złoży wniosek o alimenty 2000 zł i że dziecka nawet nigdy nie zobaczę, bo nie powie mi kiedy urodzi. Po tym zaszantażowaniu poszedłem do tego sądu, skłamałem i powiedziałem, że się wyprowadziła, żeby wycofać ten wniosek” – opowiadał oskarżony.
Matka Natalii K. zeznawała o romansie córki i niebieskiej karcie
Po wyjaśnieniach Przemysława W. przed sądem zeznawała także Danuta K., matka zamordowanej Natalii. Przyznała, że w niedzielę poprzedzającą zabójstwo, gdy córka miała rzekomo jechać z nią na cmentarz, najpewniej do takiego spotkania nie doszło.
„Nie pamiętam już, czy córka u mnie tego dnia była, ale na pewno nie byłyśmy razem na cmentarzu. Przemek o romansie córki wiedział. Ja mu o tym powiedziałam, choć nie mówiłam mu o kogo chodzi. Córka potem była na mnie za to zła, że mu powiedziałam. Ja jej mówiłam, żeby zakończyła jeden związek, nim zacznie drugi. Ona powiedziała mi, że była poważna rozmowa między nią a Przemkiem, i dogadali się, że ona do końca roku się od niego wyprowadzi” – zeznawała Danuta K. „Moim zdaniem już wówczas nie byli w związku. Mieszkali razem, ale byli osobno. Nie było między nimi relacji partnerskiej. Natalia była przez jakiś czas zaręczona z Przemkiem, ale potem ona zerwała zaręczyny i oddala pierścionek, Rozpad ich związku nastąpił jeszcze nim poznała mężczyznę, z którym miała romans” – podkreśliła matka ofiary.
Kobieta dodała też, że wobec Przemysława W. była założona niebieska karta. Procedurę wdrożono po jednej z kłótni, gdy mężczyzna miał uderzyć Natalię i ją podduszać, a kobieta była wtedy w ciąży. O wszystkim powiedziała swojej matce, ale sama nie zadzwoniła na policję.
„Bała się. Mówiła mi, że jak on się o tym dowie, to ją zabije” – przekonywała Danuta K. To właśnie matka Natalii zdecydowała się później zawiadomić służby o pobiciu.
Kamil H. przed sądem o relacji z Natalią K. i jej obawach wobec oskarżonego
Przed sądem zeznawał również Kamil H. (30 l.), mężczyzna, z którym Natalia miała romans w miesiącach poprzedzających zabójstwo. Jak mówił, poznali się w internecie 30 maja ub. r. Z czasem pisali do siebie coraz częściej, a ich pierwsze spotkanie odbyło się na stacji benzynowej.
„Po spotkaniu nasze kontakty stawały się coraz częstsze. Wiedziałem, że Natalia ma z nim dziecko i że mieszka u niego. Powiedziała mi też, że z tego związku z Przemkiem nic nie będzie. Nie wiem, czy oskarżony wiedział o naszej relacji. Pamiętam jednak, że Natalia mówiła, że się go boi. Zwłaszcza bała się jego wzroku. On bywał agresywny. Mówiła, ze to psychopata. Dwa dni przed tragedią zaproponowałem, żeby Natalia przeprowadziła się do mnie do domu. Mieszkam z rodzicami. Wcześniej poznałem ich z Natalią. Powiedziałem, że się spotykamy od kilku miesięcy i chcemy rozpocząć wspólne życie” – stwierdził Kamil H.