Spis treści
Rolnik z Gliwic zaorał asfalt na ulicy Rybackiej
Na początku sierpnia Józef M. zdobył gigantyczną popularność w całym kraju, niszcząc świeżo wylaną drogę w gliwickiej Ostropie. Zdarzenie miało miejsce 7 sierpnia na peryferyjnej ulicy Rybackiej.
Nietypowa akcja stanowiła formę buntu, ponieważ sprawca uważa dany fragment jezdni za swoją prywatną własność. Zupełnie inny pogląd na tę kwestię prezentują organy ścigania, opierając się na oficjalnej dokumentacji potwierdzającej bezsprzeczną przynależność terenu do samorządu, co całkowicie przeczy wersji mężczyzny.
Zaraz po przeprowadzeniu radykalnego protestu mężczyzna trafił w ręce funkcjonariuszy i został osadzony w areszcie tymczasowym. Pierwsze wyliczenia dotyczące rozmiaru wyrządzonych szkód opiewały na gigantyczną sumę osiągającą pułap około 400 tysięcy złotych.
Tak potężne koszty naprawy skutkowały postawieniem krewkiemu mieszkańcowi zarzutu zniszczenia mienia o wielkiej wartości. Za takie przewinienie grozi nawet dekada więzienia, co stanowiło główny argument przemawiający za umieszczeniem podejrzanego za kratami na czas toczącego się postępowania.
Wymiar sprawiedliwości przychylił się do stanowiska prokuratury i zdecydował o natychmiastowym osadzeniu mężczyzny w ścisłej izolacji.
Józef M. spędził pięć dni w areszcie tymczasowym
Zastosowanie izolacji spotkało się z lawiną komentarzy ze strony opinii publicznej. Zwykli obserwatorzy oraz eksperci z dziedziny prawa głośno podkreślali, że tak drastyczny środek zapobiegawczy może być potężnie przesadzony w stosunku do charakteru całej sprawy.
Powszechnie argumentowano możliwość wprowadzenia znacznie łagodniejszych rozwiązań, takich jak choćby przymusowy dozór policyjny. Sam podejrzany nie zamierzał łatwo się poddać, a reprezentujący go mecenas niezwłocznie skierował oficjalne zażalenie na postanowienie wymiaru sprawiedliwości.
W międzyczasie organy ścigania prowadziły dalsze, znacznie bardziej skrupulatne działania mające na celu precyzyjne ustalenie faktycznych kosztów zniszczonej infrastruktury.
Ostatecznie potwierdzono, że dewastacja niespełna dwustu metrów nowej drogi przyniosła straty zamykające się w kwocie poniżej 200 tysięcy złotych. Stanowiło to wręcz kolosalną różnicę względem pierwszych wyliczeń oscylujących wokół 400 tysięcy złotych.
To zupełnie nowe światło rzucone na całe zajście diametralnie odmieniło pozycję zatrzymanego rolnika w obliczu polskiego prawa.
Obniżenie wartości szkód poniżej ustawowego progu wykluczyło kwalifikację czynu jako zniszczenia mienia w wielkich rozmiarach. Drastycznie spadł także górny próg ewentualnej kary, redukując widmo spędzenia czasu za kratkami z dziesięciu do maksymalnie pięciu lat pozbawienia wolności.
Prokuratura zmienia zarzuty i wypuszcza rolnika na wolność
Zmiana zarzutów skłoniła prokuraturę do rezygnacji z trzymania zatrzymanego pod kluczem. Józef M. wyszedł na wolność w piątek 14 sierpnia, kończąc swój zaledwie pięciodniowy pobyt. Z uwagi na zwolnienie mężczyzny wniosek jego adwokata o uchylenie aresztu stracił rację bytu i najpewniej nie będzie wymagał dalszego rozpatrzenia.
Wyjście z aresztu absolutnie nie kończy dotkliwych problemów mężczyzny z wymiarem sprawiedliwości. Śledztwo wciąż jest w toku, a rolnik wkrótce może odpowiedzieć za swoje zachowanie przed obliczem sądu.
Józef M., niezmiennie utrzymuje, że to on jest prawnym właścicielem części terenu pod ulicą Rybacką. Zniszczenie nowej nawierzchni traktuje on wyłącznie jako formę głośnego sprzeciwu wobec potraktowania jego prywatnej własności przez lokalne władze.
Śledczy opierają się jednak na twardych dowodach pochodzących prosto z urzędu. Posiadane przez nich pisma jednoznacznie potwierdzają, że miasto posiada pełne prawa majątkowe do całej działki pod jezdnią. Ostateczny werdykt w sprawie ponoszenia odpowiedzialności za zniszczenia wyda odpowiedni sąd.