Kobieta z poważnymi poparzeniami znaleziona przez sąsiadkę. Śmigłowiec LPR w akcji

W Myszkowie doszło do dramatycznych scen. Jedna z mieszkanek natknęła się na swoją sąsiadkę, która miała rozległe oparzenia na ciele. Interweniował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Śmigłowiec lądował w okolicach miejscowej komendy przy ulicy Kościuszki, skąd przetransportował ciężko ranną pacjentkę do specjalistycznej placówki medycznej. Śledczy badają teraz okoliczności tego tajemniczego incydentu.

Trzej mężczyźni patrzą na śmigłowiec LPR na ulicy w Myszkowie. O akcji ratunkowej przeczytasz na Eska Śląskie.
Autor: Paweł Stępień

Lądowanie śmigłowca LPR w Myszkowie

W środę rano służby ratunkowe w Myszkowie zostały postawione w stan najwyższej gotowości po dramatycznym telefonie. O godzinie 8:15 do dyżurnego wpłynęło zawiadomienie o poszkodowanej, którą odkryła znajoma z sąsiedztwa. Ofiara leżała na ziemi i miała rozległe oparzenia na całym ciele, co wymusiło natychmiastowe wezwanie załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Cała sytuacja rozegrała się w okolicach ulicy Kościuszki. Błyskawicznie po zgłoszeniu w rejon zdarzenia zadysponowano jednostki ratunkowe. Ciężki stan pacjentki wymagał błyskawicznego przetransportowania do specjalistycznej placówki, stąd decyzja medyków o wezwaniu śmigłowca.

Helikopter wylądował tuż przed godziną 9:00 niedaleko budynku myszkowskiej Komendy Powiatowej Policji. Ranna pacjentka została od razu zabrana na pokład maszyny, a następnie drogą powietrzną ewakuowano ją do najbliższego szpitala.

– Sąsiadka zgłosiła, że znalazła kobietę leżącą z widocznymi poparzeniami ciała. Na ten moment kobieta została zabrana przez helikopter – przekazała "SE" mł. asp. Klaudia Maladyn, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie.

Tajemnicze poparzenia. Co wydarzyło się przed przyjazdem służb?

W tej sprawie wciąż mnożą się pytania bez odpowiedzi. Mundurowi na ten moment nie ujawniają, w jakich okolicznościach doszło do powstania tak poważnych obrażeń. Nie udało się także jednoznacznie potwierdzić, czy rany mogły być efektem nagłej eksplozji.

– Na ten moment nic nie wiadomo. Policjanci wykonują czynności na miejscu – poinformowała rzeczniczka myszkowskiej policji.

Śledczy intensywnie pracują nad odtworzeniem przebiegu wydarzeń z chwil poprzedzających to makabryczne znalezisko. Najważniejszym zadaniem dla policjantów jest teraz wyjaśnienie mechanizmu powstania oparzeń, a także kategoryczne wykluczenie udziału osób trzecich w tym incydencie.

Z nieoficjalnych doniesień wynika, że ranna mieszkanka Myszkowa ma blisko 40 lat, jednak funkcjonariusze nie zweryfikowali jeszcze tej informacji. Teren jest szczegółowo badany przez techników policyjnych. Dokładne tło tej tajemniczej sprawy będzie wyjaśniane podczas dalszych działań.

O postępach w śledztwie będziemy informować na bieżąco w kolejnych komunikatach.