Grypa o mało go nie zabiła. Nastolatek przeszedł przeszczep płuc. "Osiemnastkę" świętował w szpitalu

Najpierw pojawiło się gorsze samopoczucie, potem test potwierdził grypę. Stan zdrowia nastolatka z dnia na dzień drastycznie się pogorszył, co skończyło się pobytem na oddziale intensywnej terapii. Przedwczesnej śmierci wysportowanego chłopaka zdołali zapobiec specjaliści z Zabrza. Obecnie, po transplantacji obu płuc, chłopak stopniowo wraca do formy.

Zwykła grypa omal go nie zabiła

- Strach, strach, strach. To jest taki strach, lęk o własne dziecko. No, nie da się tego opisać. Kiedy doktor Maciej Urlik, już w pierwszej rozmowie, powiedział do mnie, że "jest cień nadziei" na uratowanie syna, to dla mnie było coś niemożliwego i wtedy dopiero po prostu poczułam, że naprawdę walczymy dalej - mówi niemal ze łzami w oczach pani Joanna, matka nastoletniego Kacpra.

Dziś ten stan niesamowitego napięcia i stresu jest już na szczęście historią. Życie Kacpra wisiało na włosku. Chłopaka omal nie wykończyła zwyczajna grypa. To ona zaatakowała jego płuca, doprowadziła od wstrząsu septycznego, masowych krwotoków i wielonarządowej niewydolności - nerek, serca. Nastolatek trafił najpierw do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka, potem przetransportowywano go do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Tam Kacper stoczył kilkumiesięczna walkę o życie.

- Pojechaliśmy do Katowic ocenić stan pacjenta. Zastaliśmy młodego człowieka w skrajnie ciężkim stanie. Był podłączony do dwóch respiratorów i do aparatury ECMO (podtrzymującej życie, zastępującej pracę płuc). Jedno płuco Kacpra właściwie pękło i bardzo mocno krwawiło. Miało dziurę wielkości mniej, więcej 10 centymetrów. Był wstrząs septyczny. Grypa zrobiła swoje, czyli zniszczyła co się da. Utorowała drogę infekcji bakteryjnej i wirusowej. W takim stanie transportowaliśmy pacjenta do naszego szpitala - opowiada dr Maciej Urlik, szef oddziału transplantacyjnego w ŚCCS.

Uratowali go lekarze z Zabrza

Na początku walki o życie Kacpra lekarze założyli, że usuną mu jedno płuco. To pęknięte i krwawiące.

- Chcieliśmy zobaczyć, czy to drugie płuco ma szansę się chociaż trochę poprawić, żeby w takim stanie Kacper mógł czekać na przeszczep, na dawcę. Okazało się jednak, że nie trzeba było tego krwawiącego płuca usuwać.Krwawienie udało się opanować nie metodą chirurgiczną, tylko farmakologicznie. To nam dało trochę więcej czasu na to, żeby zrobić taką dokładniejszą kwalifikację do transplantacji i czekać na dawcę - wyjaśnia dr Urlik.

Wówczas zespół pod kierownictwem Macieja Urlika postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Kacper był w tak tragicznym stanie, że właściwie wszytko przemawiało za tym, żeby transplantacji nie przeprowadzać. Zdecydowano jednak o dokonaniu operacji.

- Podjęliśmy w pewnym sensie ryzyko, czyli wykonamy transplantację pomimo takiego mocno obciążającego czynnika, jakim jest infekcja bakteryjna i grzybicza. Jednak wiedzieliśmy, że ognisko tej infekcji jest w tych zniszczonych płucach i te płuca po prostu musimy eksplantować, żeby mieć szansę na wyleczenie i tą transplantację zaproponowaliśmy pomimo niewydolności wielonarządowej i infekcji ogólnoustrojowej. Zabieg miał miejsce dwa tygodnie po przyjęciu Kacpra do nas. Musieliśmy zmodyfikować jeszcze to ECMO, żeby ono wspomagało zarówno pracę płuc, jak i pracę serca. Stosowaliśmy u Kacpra zarówno przed, jak i po operacji, terapię nerkozastępczą, bo nerki również były w tym czasie niewydolne. Zabieg trwał około 13 godzin i udało się skutecznie usunąć zniszczone płuca i wszczepić na to miejsce płuca od dawcy - tłumaczy dr Urlik.

Wykonanie udanego przeszczepu to był jednak dopiero początek całego leczenia.

- Transplantacja to była jedyna szansa, tak naprawdę, żeby uratować życie pacjenta. To był początek drogi, ponieważ Kacper hospitalizowany jest w zasadzie w sposób ciągły od blisko ośmiu miesięcy. Przez ten czas mieliśmy do czynienia w zasadzie z wszelkimi możliwymi komplikacjami, które mogły dotyczyć pacjenta w okresie pooperacyjnym. Natomiast to, o czym warto tutaj wspomnieć, to jest to ogromna praca w zasadzie setek osób i lekarzy przeróżnych specjalności, pielęgniarek, fizjoterapeutów, psychologów, dietetyków, bo też zwróćmy uwagę, że tutaj kwestia odżywienia jest szalenie ważna - zwraca uwagę Anna piór, anestezjolog.

Długa rehabilitacja po operacji

Po zabiegu nastolatek mógł liczyć na fachową pomoc zespołu pielęgniarskiego oraz fizjoterapeutów. Jak podkreśla pielęgniarka Wiktoria Majchrzak, przez blisko osiem miesięcy kadra medyczna bardzo zżyła się z pacjentem i jego rodziną. Wymagająca praca wiązała się z całkowitym zaangażowaniem oraz trudnymi, długimi dyżurami. Kluczowe było zapewnienie bezpieczeństwa i dbałość o każdy, najdrobniejszy szczegół. Oprócz medycznej opieki, personelowi zależało na komforcie psychicznym Kacpra, by czuł, że w szpitalu nic mu nie zagraża. Zbudowano także zaufanie u rodziców, by ze spokojem mogli zostawić syna na oddziale pod fachowym okiem personelu, po czym wracać do niego w odwiedziny.

Kacper przez szereg tygodni był utrzymywany w stanie śpiączki, co doprowadziło do ogromnego ubytku masy i siły mięśniowej. Obecnie, współpracując z fizjoterapeutami, udowadnia, że siła woli odgrywa olbrzymią rolę w odzyskiwaniu sprawności. Jak wyjaśnia fizjoterapeuta Łukasz Lech, układ mięśniowy nastolatka uległ całkowitemu osłabieniu. Celem rehabilitacji było przywrócenie pacjentowi sił i jak najszybsze odłączenie go od aparatury. Początkowo wybudzony ze śpiączki Kacper był całkowicie sparaliżowany, lecz z czasem odzyskał sprawność ruchową. Mając na uwadze jego wcześniejszą aktywność sportową, specjaliści wciąż pracują nad przywróceniem dawnej sprawności.

Urodziny w śląskim szpitalu

Kacper do dziś przebywa w placówce. To właśnie tam, w lipcu, obchodził swoje 18. urodziny w otoczeniu balonów i okolicznościowego tortu. Sam pacjent przyznaje, że choć świętowanie nie było tradycyjne, przyniosło mu wiele radości, za co jest ogromnie wdzięczny personelowi. Planuje kontynuować żmudną rehabilitację oraz nadrobić szkolne zaległości. Nastolatek zaznacza, że olbrzymie wsparcie ze strony całego zespołu, począwszy od lekarzy, na pielęgniarkach i fizjoterapeutach kończąc, okazało się nieocenione w procesie przystosowania do nowej sytuacji.

QUIZ wiedzy o zdrowiu: Czy potrafisz samodzielnie zdiagnozować chorobę?
Pytanie 1 z 8
Chronicznie bolą cię mięśnie. To oznacza, że cierpisz na:
Policjanci eskortowali 10-latka na przeszczep serca

ROLKI