Spis treści
Zbieg okoliczności uratował pracownika kopalni Halemba
Górnik z Rudy Śląskiej spędził w mrokach zawalonego chodnika kilkadziesiąt upiornych godzin. Mężczyzna ratował się przed śmiercią głodową, spożywając wyrwane z notatnika kartki i wmawiając sobie smak prawdziwego dania, a jedyną żywą istotą w pobliżu był błąkający się gryzoń. Cały kraj z napięciem obserwował walkę o przetrwanie pracownika zakładu.
– Prosiłem Boga, żebym mógł jeszcze zobaczyć żonę i córkę – mówił po uratowaniu Zbigniew Nowak, górnik z kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej. – To był cud – podkreślał po zakończeniu akcji jej dowódca Bogusław Wypych.
Feralnego 22 lutego 2006 roku pracownik kopalni wcale nie spodziewał się tragedii. W rodzinnym domu czekała na niego partnerka Marlena przygotowująca się do urodzin, a także pociecha Laura, która potrzebowała regularnych zabiegów rehabilitacyjnych. Zbliżając się do strefy podwyższonego ryzyka metanowego, mężczyzna dokonywał rutynowych odczytów. Nagle ziemia lekko drgnęła, by po niecałej godzinie uderzyć z ogromną siłą. Właśnie w tym krytycznym momencie Nowak raportował sytuację przełożonemu przez telefon. Ten zwykły obowiązek sprawił, że przebywał pod specjalnie wzmocnionym stropem, co uchroniło go przed zmiażdżeniem.
Poszkodowany utknął w wąskiej luce między bryłami węgla a rumowiskiem skalnym. Doświadczenie i znajomość kopalnianych systemów wentylacyjnych uświadomiły mu, że do tej przestrzeni dociera tlen, co stanowiło podstawowy warunek przeżycia. Zdecydował się na drastyczne ograniczenie jakiejkolwiek aktywności ruchowej, aby nie tracić drogocennych sił oraz zminimalizować zużycie baterii w lampie. Wkrótce jednak najstraszliwszym przeciwnikiem zatrzaśniętego Ślązaka okazał się potężny głód, z którym musiał walczyć w ciemnościach.
Uwięziony Zbigniew Nowak jadł papier w kopalni
Pozbawiony jakiegokolwiek prowiantu mężczyzna zaczął odrywać strony ze swojego służbowego zeszytu. Ślązak tłumaczył później, że oszukiwał własny organizm, wizualizując sobie wykwintne i niezwykle kaloryczne potrawy, by zapomnieć o beznadziejnej sytuacji.
– Myślałem, że to kotlet schabowy. Nic innego nie miałem, więc kartka była najlepsza – wspominał.
W nieprzeniknionym mroku towarzyszył mu nieoczekiwany kompan. Obok uwięzionego kręcił się szczur, który z jednej strony stanowił jedyny dowód na obecność jakiegokolwiek życia w zrujnowanym korytarzu, ale z drugiej napawał zatrzaśniętego górnika panicznym lękiem przed niespodziewanym atakiem lub dotkliwym pogryzieniem.
Zanim doszło do najgorszego, ratownikom udało się bezpiecznie wyprowadzić z zagrożonej strefy ponad trzydziestoosobową załogę. Pozostali specjaliści kontynuowali ryzykowną i niezwykle skomplikowaną misję ratunkową, ryzykując własnym życiem, by zlokalizować zaginionego kolegę. Polacy z zapartym tchem śledzili każdy komunikat ze Śląska, a upływający czas tylko potęgował powszechne zdenerwowanie.
Dla członków rodziny był to czas absolutnie koszmarny. Zrozpaczeni bliscy przechodzili przez prawdziwe piekło niepewności, czekając na wieści z placu boju.
– To najważniejszy dzień w moim życiu. Czuję się tak, jak wtedy, gdy Zbyszek się urodził. Po raz pierwszy mogę płakać ze szczęścia – mówił po jego uratowaniu ojciec górnika.
Polecany artykuł:
Zaraz po dramatycznej akcji okazało się, że ocalony mieszkaniec Rudy Śląskiej dokonał rzeczy z pozoru absolutnie niemożliwej, wymykając się śmierci.
Kulisy dramatycznej akcji w kopalni Halemba
Przerażający wypadek na Śląsku miał miejsce zaledwie kilka miesięcy po tym, jak odszedł Alojzy Piontek – legenda górnictwa, która trzydzieści pięć lat wcześniej przetrwała pełny tydzień w zasypanych korytarzach zakładu Mikulczyce-Rokitnica. W sytuacji Nowaka kluczowym czynnikiem ułatwiającym poszukiwania okazał się nowoczesny nadajnik zamontowany w kasku, który pozwolił ekipom ratowniczym zlokalizować sygnał i nawiązać z nim upragniony kontakt.
Ekipy ratunkowe dotarły do wycieńczonego mężczyzny po upływie stu jedenastu godzin od tąpnięcia. Poszkodowany był skrajnie wyczerpany, ale oddychał. Jak wielokrotnie powtarzał w późniejszych wywiadach, to właśnie wizja ponownego spotkania z ukochaną małżonką i chorą córeczką nie pozwoliła mu się poddać w tych ekstremalnych warunkach.
Natychmiast po wyciągnięciu na powierzchnię zarzekał się, że jego noga nigdy więcej nie postanie w kopalnianej windzie. Mimo tych mocnych słów przełamał własny strach, wrócił do wykonywania zawodu i fedrował pod ziemią aż do zasłużonej emerytury. Niesamowite losy tego niezłomnego człowieka do dziś stanowią wstrząsający dowód na potęgę ludzkiej woli przetrwania w obliczu nieuchronnej śmierci.