Tajemnica jednego pokoju. Śledztwo w sprawie Mirelli ze Świętochłowic szokuje

2026-02-13 14:07

Za drzwiami mieszkania w Świętochłowicach przez prawie trzydzieści lat toczyło się życie w całkowitej izolacji. 42-letnia Mirella K., której obecności sąsiedzi nie zauważali od lat, znalazła się w centrum śledztwa prowadzonego przez Prokuratura Rejonowa w Chorzowie. Śledczy sprawdzają, czy kobieta była bezprawnie przetrzymywana oraz czy doświadczała przemocy.

Koszmar za zamkniętymi drzwiami. 42-letnia Mirella żyła zamknięta w pokoju przez 27 lat. Sąsiedzi myśleli, że zaginęła

i

Autor: siepomaga.pl/ Materiały prasowe

Dramat za zamkniętymi drzwiami. Śledczy badają sprawę Mirelli ze Świętochłowic

W jednym z mieszkań w Świętochłowicach przez lata miało rozgrywać się coś, co śledczy określają dziś jako możliwe „pozbawienie wolności osoby nieporadnej ze względu na wiek i stan zdrowia”. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Chorzowie, a nadzór nad postępowaniem objęła Prokuratura Okręgowa w Katowicach.

Za urzędowym językiem kryje się historia, która mrozi krew w żyłach.

42-letnia Mirella K. – według ustaleń śledczych i świadków – przez blisko trzy dekady praktycznie nie opuszczała mieszkania rodziców. Sąsiedzi nie widzieli jej od 27 lat. Jedni słyszeli, że „wyjechała”, inni – że „zaginęła”. Nikt nie podejrzewał, że kobieta może przebywać za ścianą, w jednym pokoju.

Przełom nastąpił dopiero po telefonicznym zgłoszeniu o domowej awanturze. Policja weszła do lokalu i ustaliła, że w środku mieszka 82-letnie małżeństwo oraz ich córka. Zaniedbana, wycofana, bez dokumentów i bez kontaktu ze światem zewnętrznym.

Ratownicy natychmiast zabrali ją do szpitala. Jak relacjonowali świadkowie, kobieta nie radziła sobie z podstawowymi czynnościami – miała trudność nawet ze zejściem po schodach. Nie znała świata poza własnym pokojem.

Co bada prokuratura?

Jak przekazała rzeczniczka prokuratury, prok. Izabela Knapik, śledztwo dotyczy podejrzenia przestępstwa polegającego na pozbawieniu wolności Mirelli K. Badane są także inne wątki:

  • możliwe znęcanie się,
  • narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,
  • nieudzielenie pomocy w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia.

Śledczy zgromadzili dokumentację medyczną, przesłuchali licznych świadków oraz zlecili opinie sądowo-lekarskie i psychologiczne.

Na obecnym etapie  nikomu nie postawiono zarzutów. Prokuratura podkreśla, że materiał dowodowy, w tym zeznania samej pokrzywdzonej, nie dał jeszcze podstaw do zastosowania środków zapobiegawczych czy zakazu kontaktu z rodziną.

Postępowanie jednak trwa. Śledczy czekają na dodatkową opinię medyczną oraz tzw. profil wiktymologiczny, który ma pomóc ocenić mechanizmy zależności ofiary od najbliższych.

Najlepsza gmina do życia w Śląskiem:

Powrót do miejsca dramatu

Najwięcej emocji budzi fakt, że po krótkim pobycie w szpitalu Mirella wróciła do mieszkania rodziców. I to właśnie tam – według nowych ustaleń – sytuacja wcale nie miała się poprawić.

Sąsiedzi znów słyszeli krzyki. Świadkowie mówią o wyzwiskach i płaczu. Podczas jednej z wizyt reporterów z mieszkania miały dobiegać wołania o pomoc. Wezwano policję, jednak – jak relacjonują świadkowie – drzwi nie zostały otwarte, a patrol odjechał.

Psychologowie zwracają uwagę, że ofiary przemocy często bronią swoich oprawców i deklarują, że „chcą zostać w domu”. To może utrudniać śledztwo i działania instytucji.

Równolegle prowadzone jest postępowanie pozakarne – do akt ma trafić dokumentacja Miejski Zespół Orzekania o Niepełnosprawności w Świętochłowicach. Dopiero po analizie opinii i dokumentów śledczy planują kolejne czynności z rodzicami Mirelli, w roli procesowej „adekwatnej do materiału dowodowego” – jak podkreśla prokuratura.

Super Express Google News
Źródło: Krzyki z mieszkania i interwencja policji. Kulisy sprawy Mirelli. Rodzice odpowiedzą przed sądem?